Dzieci malują laurki dla "obrońców granicy". Pomysł nie wszystkim się podoba. "Nie wiedziałam, czy to jest żart"

Kuratorzy oświaty namawiają dzieci do malowania laurek dla "obrońców granicy". Wszystko w ramach akcji #MuremZaPolskimMundurem. Część rodziców nie kryje oburzenia. Pomysł krytykuje też w rozmowie z TOK FM psycholożka Dorota Zawadzka. - Mieszanie w akcję szkół i przedszkoli nie jest dobrym pomysłem - przekonuje.
Zobacz wideo

Pani Anna, której córka Ola chodzi do IV klasy, o akcji dowiedziała się z dziennika elektronicznego. Dostała informację, co trzeba przynieść na lekcję plastyki, bo będą wykonywane "Kartki dla obrońców granic". - Przyznam, że nie wiedziałam, czy to jest jakiś żart, czy nauczycielka napisała to na poważnie. Codziennie przecież widzimy w wiadomościach i słyszymy dookoła, co się dzieje na granicy: o push-backach, o zamarzaniu w środku lasu, o znikaniu ludzi. I teraz dzieci mają przygotować kartkę dla tych, którzy przyczyniają się do tego, aby to nieszczęście w lasach przy granicy się działo? - pyta, nie kryjąc zdenerwowania.

Jak dodaje, jej córka żadnej kartki przygotowywać nie będzie, choćby miała dostać ocenę niedostateczną. - Znajomi podsunęli mi fajny pomysł. Powiedzieli, że można narysować kartkę przypominającą o prawach człowieka, konwencji genewskiej - mówi nasza rozmówczyni. Jej córka sama wymyśliła, co narysuje. - Ona jest świadoma, słyszy, o czym się mówi w domu, ogląda doniesienia w telewizji. I sama powiedziała, że ma pomysł, by narysować dziecko w środku lasu, w tle - jakiegoś żołnierza i prośbę do niego, by pomógł dziecku - mówi mama Oli.

"Typowo jednostronny przekaz"

Dyrektorzy szkół z Lubelszczyzny, której część objęta jest stanem wyjątkowym, mieli spotkanie z kurator oświaty. Pojawił się na nim wątek akcji #MuremZaMundurem. - Usłyszeliśmy, że warto się włączyć, by na lekcjach plastyki przygotować rysunki dla funkcjonariuszy. Że trzeba tłumaczyć dzieciom, co się dzieje na granicy. Oczywiście, był to typowo jednostronny przekaz - mówi nam jeden z dyrektorów.

- Nikt się oficjalnie - pod nazwiskiem - nie odezwał, nie sprzeciwił się, bo jest strach, że można ponieść konsekwencje. Wiem, że część dyrektorów nie ma zamiaru się w to włączać. Nie będziemy się chwalić tym, że dziękujemy za obronę granic w czasie, gdy ludzie umierają w naszych lasach - mówi nam dyrektorka innej z podstawówek. I dodaje, że są dyrektorzy, którzy dzięki akcji zyskać  "punkty" u władz oświatowych. - Wszystko zależy od dyrektora, od nauczycieli, od ich znajomości tematu. Od tego, co chcą dzieciom przekazać. I wcale mnie nie dziwi, że są tacy, którzy ulegają rządowej narracji w temacie tego, co mamy na granicy - dodaje.

"Setki, jeśli nie tysiące podziękowań"

Kartki rysują dzieci ze szkół, przedszkoli, ale też np. z domu dziecka w Kraśniku. O akcji piszą Wojska Obrony Terytorialnej na swojej stronie internetowej. "Mieszkańcy innych części kraju przesyłają pozytywne słowa poprzez social media, natomiast najmłodsi Polacy przesyłają laurki. Nadsyłane podziękowania można liczyć już nie w setkach, a w tysiącach" - czytamy.

Temat dotyczy nie tylko Lubelszczyzny, ale też innych części Polski. Informacja o akcji pojawiła się m.in. na stronie kuratorium w Gorzowie Wielkopolskim. "W placówkach pocztowych na terenie kraju udostępnione zostały dedykowane i specjalnie oznaczone pojemniki, do których każdy będzie mógł wrzucić kartki lub własnoręcznie stworzone prace z wyrazami symbolicznego wsparcia, wdzięczności i podziękowania za pełnioną służbę" - napisano na internetowej stronie kuratorium.

"Sprawy na granicy nie są wcale takie oczywiste"

Jak mówi gen. Stanisław Koziej, szacunek dla munduru zawsze był i jest potrzebny. Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego zwraca jednak uwagę na pewne "ale".

- Obawiam się, by ta akcja nie była czystą propagandą. Żeby dzieci nie zobaczyły, że im się każe pisać listy, robić laurki, a one równocześnie słyszą w mediach, czytają w internecie, że sprawy na granicy nie są wcale takie oczywiste, "laurkowate" - wyjaśnia. I przypomina ostatnią sytuację związaną z takim, a nie innym potraktowaniem dziennikarzy zatrzymanych przez wojsko przy polsko-białoruskiej granicy.

Generał dodaje, że nie chciałby, aby akcja #MuremZaPolskimMundurem była podobna do tego, co on sam pamięta ze swoich szkolnych czasów. - Pamiętam, jak nam - dzieciom - dawano biało-czerwone chorągiewki i musieliśmy maszerować z okrzykami "Pokój, pokój". Albo kazano nam żałować, że Stalin umarł. I mimo tego, że nie było wtedy internetu, my wiedzieliśmy, że coś jest nie tak. Atmosfera w domach na wsi, gdzie się wychowywałem, była odwrotna do tego, co nam w szkole na siłę wtłaczano - wspomina były szef BBN.

Zdaniem Doroty Zawadzkiej najlepiej by było, gdyby kartki, laurki czy listy dla "obrońców granic" - jeśli rodzice wspierają akcję - były przygotowywane w domu, bez udziału placówek oświatowych. - Uważam, że mieszanie w akcję szkół i przedszkoli nie jest dobrym pomysłem. Chyba że pani nauczycielka np. w ramach edukacji patriotycznej zaproponuje jedynie, że kto ma ochotę, może taką pracę przygotować w domu, nie na ocenę - mówi psycholożka.

- Bo inaczej rzeczywiście, w wielu przypadkach dysonans poznawczy między tym, co dzieci słyszą od rodziców w domu, a tym, co mają zrobić (...) może być dla dziecka, jego psychiki bardzo niedobry i niezrozumiały - tłumaczy ekspertka zajmująca się psychologią rozwojową. Jak dodaje, szkoła jest miejscem, które powinno tłumaczyć dzieciom, co to są m.in. prawa człowieka, akcje humanitarne, czym jest migracja, dlaczego migranci wybierają drogę przez Polskę. - Żeby było jasne, ja nie kwestionuję tego, że polska granica powinna być granicą szczelną. Wszyscy to wiemy. Natomiast czym innym jest pomaganie. Jedno się z drugim nie kłóci. Każdemu człowiekowi w potrzebie trzeba podać rękę. Po prostu - mówi Dorota Zawadzka. 

Słuchacze TOK FM krytykują

Sprawa rozbudziła emocje m.in. na profilu Radia TOK FM na Facebooku. "Podziękowania i laurki bardziej należą się aktywistom, którzy pomagają uchodźcom i postępują po ludzku, humanitarnie, a nie obrońcom granic" - pisze jeden z internautów.

"Ciekawe kiedy będzie usankcjonowana przez MEN akcja pt. 'wszystkie Polskie dzieci życzą prezesowi wszystkiego najlepszego z okazji urodzin'" - pisze z kolei pani Julia.

"Patriotyzm? W tym wydaniu to PROPAGANDA najgrubszymi nićmi szyta - na miarę najgorszych lat PRL..." - dodaje pan Marek.

Podobnych komentarzy jest znacznie więcej.

DOSTĘP PREMIUM