12-letnia Kinga nie żyje. "Mogło się tak nie stać, gdyby dorośli traktowali poważniej to dziecko"

Wszystko "zadziałało": urzędy podjęły czynności, sąd i prokuratura podjęły czynności, pismo zostało wysłane - poleżało. Tylko wszyscy zapomnieli, że w tym całym zamęcie osób dorosłych, którzy wykonują swoje czynności zawodowe, jest dziecko zostawione samo sobie - tak o historii 12-letniej Kingi mówiła w TOK FM Jolanta Zmarzlik z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.
Zobacz wideo

12-letnia Kinga spod Dąbrowy Tarnowskiej popełniła samobójstwo. Historię dziewczynki kilka miesięcy temu ujawnił Michał Janczura. Kinga była molestowana. Prokuratura, sąd, szkoła wiedzieli o sytuacji. Mimo tego dziewczynka nadal pozostawała w domu pod opieką matki. Przed końcem roku odebrała sobie życie.

- Trudno zrozumieć coś, co się właściwie nie powinno stać. Trudno to zracjonalizować, uzasadnić. To dziecko jest ofiarą źle funkcjonującego systemu - mówiła w TOK FM Jolanta Zmarzlik z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Jak podkreślała kilkukrotnie, "dziewczynka zginęła niesłusznie, dramatycznie".

- Mogło się tak nie stać, gdyby dorośli traktowali trochę poważniej to dziecko. A tak cóż... Dziecko zgłosiło molestowanie, to się zobaczy; to się sprawdzi, to się pomyśli, poczeka. A może kłamie? Może jest niegrzeczne? Może chce coś uzyskać? - mówiła, opisując najczęściej spotykany sposób działania dorosłych i instytucji w przypadkach, gdy dziecko - tak jak Kinga - zgłasza, że jest ofiarą molestowania.

Jak podkreśliła ekspertka, taka postawa oznacza w praktyce, że najpierw "recenzuje się samo dziecko, czy na pewno powiedziało coś prawdziwego". A dopiero potem podejmuje się jakiekolwiek działania. - Wszystko "zadziałało": urzędy podjęły czynności, sąd i prokuratura podjęły czynności, pismo zostało wysłane - poleżało. Tylko wszyscy zapomnieli, że w tym całym zamęcie osób dorosłych, którzy wykonują swoje czynności zawodowe, jest dziecko zostawione samo sobie - oceniła.

Krzywdzący schemat i złamane tabu 

Rozmówczyni Adama Ozgi zwróciła uwagę, że cały czas w Polsce obowiązuje krzywdzący dla dziecka schemat myślowy, który sprowadza się do tego, że matka będzie chroniła dziecko, które jest pod jej opieką. Odnosząc się do tragicznej historii Kingi, dziewczynka cały czas pozostawała pod opieką matki, choć to ciocia starała się pomóc 12-latce. - Ciotka chce odebrać matce dziecko? Ale przecież ona nie jest pierwszoplanowym opiekunem - komentowała. 

Ekspertka podkreśliła, że nie chce się odnosić np. do decyzji sądu w sprawie pozostawienia Kingi pod opieką matki. Ale próbuje pokazać, jak myślą dorośli w sprawach dotyczących przemocy wobec dzieci.

Jak tłumaczyła, z jej długoletniego doświadczenia wynika, że "dorośli myślami bliżej są osób dorosłych".

- Obowiązuje myślenie: żebyśmy tylko nie skrzywdzili tym niesłusznym oskarżeniem dorosłego. A jak zabierzmy matce dziecko, to przecież skrzywdzimy matkę. Czujemy się bliżej emocjonalnie związani z osobami dorosłymi. Dzieci są dla nas "egzotyczne". Choć wszyscy mamy na końcu języka hasło o dobru dziecka, ale nie wchodzimy głęboko w to, co ono czuje. Że jest przerażone, samotne, nie widzi żadnej nadziei, że ono żałuje ujawnienia sprawy zagrażającej jego życiu, która dzieje się w rodzinie, bo najbliższe otoczenie i urzędy się od dziecka odwracają. Bo to nieładnie, że dziecko oskarżyło rodziców. To nieładnie, że złamało tabu - opisywała Jolanta Zmarzlik z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

DOSTĘP PREMIUM