"My możemy zostać, dziecko już nie". Ukraińskie rodziny w strachu przed lipcem
Ukraińskie dzieci od lipca mogą zostać pozostawione same sobie - alarmują organizacje pozarządowe, które od lat pomagają cudzoziemcom w Polsce. Chodzi o tych, którzy przyjechali do naszego kraju w obliczu pełnoskalowej wojny i - razem z rodzicem czy rodzicami - mieszkają w tzw. ośrodkach zbiorowego zakwaterowania. Jeśli mama jest np. osobą z niepełnosprawnością, dalej będzie mogła tam mieszkać, ale dziecko - już nie.
- Ukraińskie dzieci od lipca mają stracić możliwość mieszkania w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania;
- Organizacje pozarządowe alarmują, że planowane zmiany są nieprzemyślane i niesprawiedliwe;
- Od 5 marca - gdy weszła w życie ustawa wygaszająca pomoc - bez ubezpieczenia zdrowotnego pozostała rzesza uchodźców z Ukrainy.
Ośrodek zbiorowego zakwaterowania w Bystrzejowicach - około 20 kilometrów od Lublina - jest prowadzony przez Bractwo Miłosierdzia im. Brata Alberta. Gdy w 2022 roku wybuchła pełnoskalowa wojna, trafiły tu rodziny z dziećmi z bardzo różnych zakątków Ukrainy. Dziś mieszkają tu głównie seniorzy i osoby z niepełnosprawnościami. To na przykład pan Roman z żoną i 12-letnim synem Swiatosławem. Rodzice mają orzeczenia o niepełnosprawności. Są w Polsce ponad cztery lata i - jak mówi nam pan Roman - dobrze im się tu mieszka. - Gdy przyjechaliśmy, syn był jeszcze dzieckiem, miał niecałe 8 lat. Dziś to już poważny nastolatek - opowiada mężczyzna.
Nasi rozmówcy są jednak w niepewności, co będzie dalej, bowiem od lipca wchodzą w życie kolejne przepisy z ustawy wygaszającej pomoc dla uchodźców wojennych z Ukrainy. W ich efekcie w ośrodkach zborowego zakwaterowania nie będą mogły mieszkać dzieci.
- Dowiedzieliśmy się, że znów zmienia się prawo i że my - rodzice - możemy w ośrodku pozostać, ale nasz syn już nie. A przecież nie możemy dopuścić do tego, by nas rozdzielono. To w ogóle nie wchodzi w grę - mówi nam pan Roman. Razem z żoną podjęli więc decyzję, że wrócą do Ukrainy. - Nie mamy wyjścia. Tam trwa wojna, bywa niebezpiecznie, latają rakiety, ale trudno. Trzeba jakoś spróbować budować nasze życie. Nie możemy być tutaj w ciągłej niepewności - dodaje.
Anna Bylicka, która kieruje ośrodkiem zbiorowego zakwaterowania w Bystrzejowicach, potwierdza: "Od 1 lipca w takich ośrodkach jak nasz, będą mogły mieszkać osoby niepełnosprawne, kobiety powyżej 60. roku życia, mężczyźni powyżej 65. roku życia, kobiety w ciąży oraz osoby wychowujące dziecko do 12. miesiąca życia. Niestety w katalogu tym zabrakło dzieci".
Pan Roman ma apel do polskich władz
- My na szczęście mamy dokąd wracać, ale w Polsce jest wiele ukraińskich rodzin, których domów już tam nie ma. Dlatego apeluję, by jeszcze raz przemyśleć te przepisy: by nie trzeba było rozdzielać rodzin. Bo gdzie te dzieci mają zamieszkać? Dla mnie to niewyobrażalne i nielogiczne. Gdyby było na sto procent pewne, że my możemy dalej być tutaj razem i wszystko będzie w porządku, to byśmy zostali. A tak musimy spróbować czegoś innego - opowiada pan Roman.
Anna Bylicka przyznaje, że też nie rozumie decyzji rządzących. - Jest bardzo nieprzemyślana, niesprawiedliwa, szczególnie dla tych dzieci, które powinniśmy chronić. One są najsłabsze, same się nie obronią, nie pójdą do pracy, nie zapewnią sobie utrzymania, a my tak naprawdę wykluczyliśmy je z bezpiecznego świata - uważa.
Co zrobić z tymi dziećmi?
W ośrodkach zbiorowego zakwaterowania wciąż mieszka ok. sześciu tysięcy ukraińskich dzieci. Od lipca będą mogły zostać tyko te, które nie skończyły roku. - Co z pozostałymi? - pyta Milena Kloczkowska ze Stowarzyszenia Homo Faber. Jej zdaniem zapisy ustawy są absurdalne, a przedstawiciele NGO'sów od dawna o tym alarmują.
- Znam przypadek dwójki rodziców, którzy mają już orzeczone w Polsce stopnie niepełnosprawności, a ich dziecko jest zdrowe. W efekcie oni zachowują prawo do zamieszkiwania [w ośrodku], ale dziecko już nie. Mamy też babcię, która opiekuje się wnukami, bo ich mama zmarła. I ta babcia zachowuje prawo do mieszkania w zbiorowym ośrodku bezpłatnie, ale dzieci już nie. To ogromny problem - przekonuje Kloczkowska.
- Nawet gdyby myśleć o jakimś komercyjnym podnajęciu, to też nie będzie łatwe. Kwoty są wysokie. Słyszymy, że właściciele ośrodków za pobyt dzieci od lipca chcą dwóch tysięcy złotych [miesięcznie], a nawet więcej. Z czego ci ludzie mają to zapłacić? - zastanawia się nasza rozmówczyni.
Problem z dziećmi nie jest pierwszy
Od 5 marca - gdy weszła w życie ustawa wygaszająca pomoc - bez ubezpieczenia zdrowotnego pozostała rzesza uchodźców z Ukrainy. To osoby chore onkologicznie, dializowane, seniorzy. Chodzi o wszystkich tych, którzy nie mieszkają w zbiorowych ośrodkach. Z dnia na dzień stracili możliwość leczenia się w Polsce, o czym pisaliśmy na naszym portalu. By im pomóc, redakcja OKO.press - wspólnie z Polskim Forum Migracyjnym - zorganizowały zbiórkę na ten cel. Do dziś udało się zebrać ponad 1,8 miliona złotych. Do zbiórki można dołączyć TUTAJ.
Źródło: TOK FM