Kasia z Ząbek, córka z Mokotowa. Tak "onuca" sieje hejt na uchodźców z Ukrainy

Kasi z Ząbek nie zrobiono prześwietlenia w szpitalu, bo... uchodźcy z Ukrainy. Córka z Mokotowa nie została obsłużona w urzędzie, bo... uchodźcy z Ukrainy. Polacy nie mają szans na mieszkania socjalne, bo.. uchodźcy z Ukrainy - takie wpisy to już niestety codzienność w polskim internecie. Eksperci alarmują, że za hejtem na uciekinierów z Ukrainy stoją przede wszystkim opłacane przez Kreml trolle i ostrzegają: podzielonym społeczeństwem, w którym każdy każdemu skacze do gardeł łatwiej jest sterować i zaprowadzić własny porządek.
Zobacz wideo

"Zaleją  nas tym szambem ukraińskim. Niebawem będą ludzi wyp... z pracy, aby Ukrainiec dostał etaty. 500 plus też dla nich. Lekarz w pierwszej kolejności. Niech s..." - wpis na Twitterze od razu zdobywa wysokie zasięgi.

"Jednym słowem, śmieciu Polaku, wypad! 500+, zwolnienie z kosztów działalności gospodarczej I darmowa powierzchnia dla przedsiębiorców, darmowe pociągi, przyjęcia na studia i do szkół w pierwszej kolejności, internaty i akademiki po wyrzuceniu Polaków, bezskładkowe ubezpieczenia kierowców i pokrycie kosztów szkód dla Ukraińców…. W POLSCE!!" - z każdym kolejnym wpisem jest podobnie.

To tylko przykłady. Instytut Badań Internetu i Mediów Społecznościowych na bieżąco analizuje treści antyukraińskie, jakie pojawiają się w sieci. Dane jasno pokazują, że od momentu rosyjskiej inwazji nasiliły się w polskim internecie ataki na uchodźców z Ukrainy. Największy wzrost miał miejsca na początku marca - o 20 tys. proc.!  Ich podstawą - w głównej mierze - są fałszywe narracje.

"Byle doszło do zwarcia"

Mechanizm tworzenia takich wpisów jest bardzo prosty. Próbuje się w nich pokazać, że uchodźcy będą traktowani lepiej, niż Polacy. Stąd właśnie rzekome pierwszeństwo w urzędach, w kolejkach do lekarzy, w dostępie do szkół i przedszkoli. - To wojna informacyjna, którą należy zauważać i identyfikować jej mechanizmy, ale nie da się przed nią w 100 proc. zabezpieczyć. Nie jest to zresztą tylko problem Polski, bo inne kraje wobec rosyjskich działań w sieci są w dużej mierze bezbronne. Tym bardziej, że mechanizm działania trolli, czyli działających na polecenie Kremla użytkowników głównie sieci społecznościowych zakłada, że wpisy pojawiają się pod opracowane wcześniej tezy, według określonej metodologii - wyjaśnia Katarzyna Chawryło, starsza specjalistka z Ośrodka Studiów Wschodnich. 

Jak dodaje, najpierw wyszukuje się problemy wewnętrzne istotne w danym kraju, by dopiero potem je wyolbrzymiać. - W USA i np. Niemczech są to przeważnie tematy związane z napięciami na tle narodowościowym, zwłaszcza z migracją, a także kwestie rasowe. Na tym gruncie kreowane są podziały w społeczeństwie, a nawet wręcz dochodzi do napuszczania na siebie różnych grup społecznych, byle doszło do zwarcia - tłumaczy ekspertka. Do tej pory najgłośniej było o historii sprzed czterech lat. Wówczas rosyjskie trolle zmyśliły tam historię rosyjsko-niemieckiej dziewczyny o imieniu Liza, która rzekoma miała być zgwałcona przez arabskich migrantów.

Choć, jak uzupełnia od razu ekspertka OSW, dla Polski nad takimi narracjami także intensywnie się pracuje. Zazwyczaj wtedy, gdy liczba - w tym przypadku ukraińskich uchodźców - przekracza kolejne poziomy. Po informacji Straży Granicznej, że ta sięgnęła rekordowe (wówczas) ponad 100 tys. osób, można było przeczytać w sieci, że "trwają ostatnie prace wykończeniowe na zamku w Stobnicy". "Dzięki czemu możemy przyjąć 3 tys. uchodźców, którzy będą mieli godne zakwaterowanie, wyżywienie i opiekę na najwyższym poziomie. Uchodźcom przyznaje się również zasiłek w wysokości 3 tys. zł miesięcznie".

Po tym jak, ich liczba przekroczyła 1 mln osób, głośno było o Kasi z Ząbek: "Wróciłam ze szpitala na Kopernika (Kasia znowu skręciła nogę i jej spuchła). Po godzinie czekania na panią dr… dostałam info, że teraz przyjmują już tylko Ukraińców i z wypadków… Kasi nawet RTG nie zrobili" - info z pierwszej ręki od znajomej z Ząbek".  

Po tym, jak pękła bariera 1,3 mln osób - "Wróble ćwierkają, że szpital ortopedyczny w Otwocku, w oczekiwaniu na pacjentów z Ukrainy, wstrzymuje planowane przyjęcia i zabiegi". Po 1,5 mln - "Kolega z pracy do mnie dzwonił, że mu dziecka lekarka nie przyjmie, bo pierwszeństwo mają dzieci ukraińskie". A przy blisko 2 mln - "Moja córka nie została dziś wpuszczona przez ochroniarza do urzędu miasta Warszawa-Mokotów. Powiedział, że obsługują tylko Ukraińców. Pojechała do urzędu na Śródmieściu i tam udało się załatwić sprawę. To chyba już za daleko poszło? Czy mnie się wydaje?". Po 2,1 mln  - "To znajoma mojej mamy przyjęła też rodzinkę i ugotowała obiad, a oni powiedzieli, że nie będą tego jeść, bo chcą do restauracji. Powiedziała im, że albo jedzą to, albo droga wolna, bo ona sama nie jada w restauracjach. Spakowali swoje rzeczy i pojechali".

"Siedzieć cicho i zachować neutralność pachołki NATO!"

Trolle żerują też na kwestiach historycznych. Cały czas mamy równie nienawistne wpisy, które odwołują się do czarnych kar historii Polski i Ukrainy - głównie rzezi na Wołyniu w 1943 r. i działań Stepana Bandery. "Obyśmy w Polsce za chwilę nie mieli drugiego Wołynia! Żaden kraj nie bierze tylu Ukraińców co nasze dzbany u nas! Gdzie oni wrócą, gdy ich kraj będzie zniszczony? Będą u nas w Polsce, a my będziemy że strachu im służyć, nasze domy będą ich, a my będziemy musieli siedzieć cicho na D…e!". Ale ich obecność jest stała, niezależna od napływu uchodźców w Ukrainy. Pojawia się zawsze wtedy, kiedy powraca tematyka ukraińska.

Do tego dochodzą też teraz wpisy, które wprost przestrzegają przed wsparcie uchodźców z Ukrainy w jakiekolwiek formie. "Dzwonię do domu, rozmawiać z mamą i mówi, że ukraińskie bydło dostało w Legnicy nowo wybudowane mieszkania miejskie, na które czekali Polacy. Wszystko za free. Pyta się mnie, jak to jest, że ta hołota, nie musi masek nosić, a Polacy tak. Mówi, że na ulicach już tylko ukraiński język". O, albo wprost: "Ostrzegam marionetki polskiego nierządu, że każda próba "pomocy" Ukrainie" skończy się dla Nas Polaków tragicznie…. Siedzieć cicho i zachować neutralność pachołki NATO!".

Analitycy załamują ręce. - Nagonka na uchodźców z Ukrainy ma charakter falowy - mamy do czynienia ze wzmożonymi okresami publikowania treści dezinformacyjnych, po których następuje czas "przegrupowania" i zmian narracji - ubolewa Marcin Wiśniewski, dyrektor Instytutu Badań Internetu i Mediów Społecznościowych i od razu wskazuje: "Bardzo często insynuują rzekomą dyskryminację Polaków. Przykładami takich narracji są też takie publikacje jak np. specjalne przywileje dla osób z nadanym już numerem PESEL (faworyzowanie w dostępności usług publicznych), tańsza benzyna dla Ukraińców, specjalne zniżki w sklepach i wiele innych - wszystko 'z winy uchodźców'".

"No teraz to dla nas jeszcze bardziej nie starczy"

Owa "wina uchodźców" to główna siła napędowa hejtu na Ukraińców. - Wszystkie narracje mają trzy główne cele - zauważa Kamil Mikulski, analityk zagrożeń hybrydowych i dezinformacji z Instytutu Kościuszki. - Jest to wzbudzenie niechęci antyukraińskiej i negatywnych sentymentów. Dwa - osłabienia wiary Ukrainy, że ta jest w stanie odpierać dalej ataki Władimira Putina - pojawiły się nawet wpisy, że prezydent Zełenski już przegrał wojnę lub zaraz ją przegra. I trzy - osłabienie solidarności tak w polskim społeczeństwie, jak i z naszymi sojusznikami. Dezinformacja ma nie tylko podzielić nas jako naród, ale też poróżnić nas z Niemcami, Brukselą, a nawet Stanami Zjednoczonymi. W myśl zasady: podzielonym społeczeństwem, w którym każdy każdemu skacze do gardeł łatwiej jest sterować i zaprowadzić własny porządek - wylicza Mikulski. 

Swoje robią też mechanizmy psychologiczne - strach przed obcym, ale również wyparcie całej sytuacji, bo kto to w ogóle sobie wyobrażał wojnę w najbliższym sąsiedztwie. Stąd też poczucie utraconego komfortu życia i stabilności. - Niektóre osoby reagują nerwowo, krytycznie wobec uchodźców, bo w ostatnich latach w ich życiu było wiele problemów, a po pandemii jest ich jeszcze więcej. Zasoby już wcześniej były ograniczone, a teraz przecież jest jeszcze więcej osób do podziału tych samych ograniczonych zasobów, o tym mówi teoria realistycznego zagrożenia (realistic threat) - wskazuje dr Olga Czeranowska, socjolożka z Uniwersytetu SWPS. - To może u niektórych budzić panikę, złość i strach: "No teraz to dla nas jeszcze bardziej nie starczy". No bo jak ma starczyć? - dodaje. 

Teoria shotguna 

Jeśli zapytać ekspertów, ile w tych narracjach jest z mechanizmów działań Rosji w sieci, odpowiadają krótko: a bo to mało. - Sterowanie dyskursem przy wykorzystaniu fałszywych kont, sieci trolli - mieliśmy przecież na początku wojny wysyp na Instagramie profili polskich miast, które udawały oficjalne konta. Ktoś sprawdził i okazało się, że były założone na adresach w rosyjskiej domenie - mówi dr hab. Dominik Batorski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego. - Ale w grę wchodzi też wykorzystywane tych polskich sił, które same wpisują się w realizację strategicznych celów Rosji. Inspiracja zewnętrzna nie jest w tym przypadku potrzebna - dodaje. 

- Często (choć nie zawsze) są to konta, które wcześniej były bardzo aktywne w szerzeniu treści dezinformujących w kontekście COVID-19 i akcji szczepień - kolejny element wskazuje Marcin Wiśniewski z IBIiMS. To nie przypadek, bo nie jest łatwo zbudować duży zasięg, a tutaj robota została wykonana już wcześniej. 

- Rosyjska ofensywa informacyjna odwołuje się do naszych emocji, nie logicznego myślenia. Głównie negatywnych, co jest też typowe dla rosyjskiej dezinformacji. Ona żeruje na strachu, resentymentach historycznych, najniższych instynktach - zwraca uwagę także Katarzyna Chawryło z OSW. - Wzbudza syndrom oblężonej twierdzy i snuje teorie spiskowe, na przykład o tym, że całe społeczeństwo padło ofiarą zmowy ponadnarodowej i jest manipulowane przez władze. Rosyjska narracja na budować przekonanie, że w krajach zachodnich społeczeństwo jest okłamywane przez rządzących i tyko nieliczni wiedzą o tym i są w stanie się temu sprzeciwić. To jest nic innego jak podważanie zaufania do państwa i instytucji demokratycznych, poważanie zachodnich wartości, by Zachód rozbić i osłabić - wylicza ekspertka. 

- Mnogość narracji - w jednym momencie może być nawet i kilkadziesiąt. One powstają cały czas, stale są też testowane, co chwyta, wobec jakich osób. Stąd nie tyle mogą, co powinny być różne, sprzeczne, wzajemnie wykluczające się - to już Kamil Mikulski z Instytutu Kościuszki, który wskazuje przy tym konkretny przykład. - Kiedy 15 kwietnia 2019 r. wybuchł pożar w Katerze Notre-Dame w Paryżu, w ciągu kolejnych dwóch-trzech dni pojawiło się wiele narracji ze Wschodu. Od tych bardzo prawdopodobnych, jak np. "doszło do zamachu terrorystycznego" lub "to wynik rażących naruszeń kwestii bezpieczeństwa, których Francja zawsze się przecież dopuszcza". Po te mniej prawdopodobne - stały za tym żółte kamizelki i rząd Francji, który chciał odwrócić uwagę od palących problemów w kraju albo też stali za tym migranci, którzy w ten sposób chcieli pokazać, że francuskie władze nimi gardzą i w ogóle o nich nie dbają. Aż po najbardziej nieprawdopodobne - to sprawka odpowiednio: masonów, satanistów, kosmitów. Ba, nawet kara zesłana przed Boga za to, że Francja wyrzekła się zasad cywilizacji łacińskiej i wiary chrześcijańskiej. Tak, każda z tych narracji była kolportowana przez stronę rosyjską - zapewnia. Można się o tym zresztą przekonać do dziś, przeglądając bazę danych EUvsDisinfo, czyli zespołu ds. walki z propagandą działającego przy KE.

Rosyjska machina dezinformacja zadziała także podczas kampanii wyborczej Trump-Clinton w 2016 r. czy np., to już znacznie bliżej, kryzysu migracyjnego na granicy polsko-białoruskiej. W tym ostatnim przypadku obowiązywały wówczas narracje: "Polska nie może się pogodzić z utratą imperialnej pozycji i dlatego traktuje kraje regionu z góry, w tym próbuje wywierać presję na Białoruś, która jest krajem wolnym i demokratycznym", "Polska robi to, co robi nie dlatego, że jest sama zła, ale jest marionetką w rękach Zachodu", ale też "Polska owszem nie chce tego robić, ale boi się odwrotu ze strony NATO". Czyli z jednej strony: słucha się Europy, USA, ale też wolałaby się nie słuchać, ale się boi. Aż po narrację: "Polska jest faszystowska i rasistowska i dlatego nie chce się zgodzić na wpuszczenie osób poszukujących azylu na granicy".

- To nic innego jak metoda wyrzucania za burtę wielu sieci rybackich, bo przecież do każdej złapią się jakieś rybki. Są ci, którzy są podatni na antyrządowe treści czy np. tajemnicze fake newsy, w których jest ukryta prawda, która tylko oni znają, ewentualnie inni wtajemniczeni. Są też ci, którzy są z gruntu prorosyjscy albo z kolei zawsze byli proukraińscy. Oni też się będą łapali w swoje sieci - tak fenomen ten opisuje ekspert Instytutu Kościuszki. Innym określeniem na to samo zjawisko jest teoria shotguna, inaczej szerokiego pola strzału.

"Polak obywatelem drugiej kategorii"

A co na to sami Ukraińcy, którzy uciekli przed wojną do Polski? Wielu nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że w sieci toczy się przeciw nim nagonka. - Nie, nic się słyszałam - mówi Roksołana Kozoriz, która od wielu lat mieszka w Polsce. Podobnie wypowiadają się jej rodacy, którzy też przebywają w naszym kraju Oleh Yarovyi: "Nic nie wiem, pracuję, robię swoje, nie interesuje się uchodźcami z Ukrainy w Polsce. Wysyłam pomoc na Wschód, dla naszych". Weronika Marczuk: "A co dokładnie się nagania?". 

- Niestety nie zaskoczył nas ten hejt na ukraińskich uchodźców, bo kiedy w 2014 r. było niespokojnie na Ukrainie, także były siły, które zbijały na tym kapitał - to już Mirosław Kubicz, sekretarz zarządu Związku Ukraińców w Polsce. Sam stoi jednak na stanowisku, że obawy Polaków, którymi przesiąknięty jest hejt, są absurdalne. - Trudno sobie wyobrazić, żeby matki z dziećmi nie miały dostępu do żadnej służby zdrowia. Albo, że niby mogą zabierać Polakom dostęp do rynku pracy, na to jest tylko jeden argument. Jeśli kobieta, która uciekła z dwójką dzieci, nawet jak wyśle je do szkoły czy przedszkola, a sama pójdzie do pracy, to nie podejmie jej przecież na cały etat. Musi zająć się dziećmi. Często są to też osoby - jeśli z bardzo małymi dziećmi - z niewielką praktyką zawodową. Jeżeli takie osoby na rynku pracy stanowią zagrożenie dla Polaków, to trzeba spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie, przepraszam, "gównianym pracownikiem jestem" - dodaje. 

Od czasu do czasu pojawia się jednak refleksja, że potrzebne jest przewartościowanie sposobu postrzegania uchodźców z Ukrainy i podjęcie realnej walki z hejtem. I zaczynają się rady: reagować na złośliwe i nieprawdziwe wpisy natychmiast (stąd kariera słowa "onuca", na określenie m.in. płatnych rosyjskich trolli). Nie reagować w ogóle. Namierzać możliwe kolejne "pola minowe" i zawczasu je rozbrajać, by osłabić kremlowską propagandę. Za pośrednictwem organizacji, fundacji, instytutów - tak prywatnych, jak i państwach.

Tym bardziej, że mamy już przecież wykaz - stworzony przez Państwowy Instytut Badawczy NASK - trzech możliwych kolejnych linii narracyjnych Moskwy. Po pierwsze: przyjmowanie uchodźców zmieni demografię w Polsce i co za tym idzie Polacy staną się obywatelami drugiej kategorii. Po drugie - uchodźcy przynoszą do Polski choroby, a ich obecność przekłada się na wzrost przestępczości w kraju. Po trzecie - zaraz zaczną się prześladowania Polaków.

Jak się okazuje, nie muszą one jednak występować pojedynczo. "Ukrainizacja Polski, kiedy się obudzicie z amoku? Polak obywatelem drugiej kategorii! Haniebny projekt ustawy 2069! Art. 9 - darmowe zakwaterowanie, całodobowe wyżywienie, darmowy transport - art. 24 - darmowa opieka zdrowotna, priorytetowa pomoc medyczna przed Polakami, art. 32 - świadczenia rodzinne, świadczenia wychowawcze, 500+, dodatkowe świadczenie na każde dziecko, dobry start, rodzinny kapitał opiekuńczy. Dodatkowe środki na kształcenie, opiekę i wychowanie (…) To pierwszy przypadek w historii świata, kiedy migranci otrzymują większe prawa od obywateli, którzy w tym kraju mieszkają!" - taki wpis pojawił się zaledwie kilka dni temu. Ale chyba od początku taki był zamysł, skoro nie tylko chwycił bardzo szybko, ale  nadal bardzo szeroko rozlewa się w sieci. Czyli wcześniej najważniejsze było tresowanie. A reszta narracji? Poczeka. Końca kryzysu na granicy polsko-ukraińskiej przecież nie widać.

DOSTĘP PREMIUM