Polska jak Los Angeles. Upały przyniosły nowe zagrożenie. "Pieczenie oczu, drapanie w gardle, ciężej się oddycha"

W Polsce systematycznie przybywa upalnych dni. - Do 1990 roku dni upalnych było średnio osiem w roku. Od początku lat 90. takich dni jest już średnio 15. Ostatnia pięciolatka to nawet 18 takich dni - poinformował w TOK FM dr Tymoteusz Sawiński z Uniwersytetu Wrocławskiego. Ekspert mówił też o letnim smogu, który po raz pierwszy zaobserwowano w Los Angeles, a obecnie mamy go też w Polsce.
Zobacz wideo

Afrykański antycyklon dotarł do Polski - w całym kraju od kilku dni jest słonecznie i upalnie. Temperatura dochodzi do 39 st. C (w Wielkopolsce). Bardzo ciepłe są także noce. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej poinformował, że z czwartku na piątek temperatura nie spadnie poniżej 20 stopni. Oznacza to, że fala upałów przyniosła nam też tropikalne noce.

Jak komentował w TOK FM dr Tymoteusz Sawiński z Zakładu Klimatologii i Ochrony Atmosfery Uniwersytetu Wrocławskiego, "z roku na rok jest coraz gorzej".

- Do 1990 roku dni upalnych, czyli takich, w których temperatura sięgała powyżej 30 stopni, było średnio ok. ośmiu w roku. Od początku lat 90. takich dni jest już średnio 15. Prawie dwa razy więcej. Przy czym ostatnia pięciolatka to nawet 18 takich dni. Z wyjątkowym rokiem 2015, kiedy upalnych dni było aż 31. To już miesiąc z temperaturą powyżej 30 stopni C. - mówił w "Światopodglądzie" u Agnieszki Lichnerowicz.

Smog typu Los Angeles w Polsce

Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) - utworzony w 1988 na wniosek członków ONZ -  wskazuje, że efektem tropikalnych upałów są nie tylko susze, śmierć (z odwodnienia czy przegrzania organizmu), ale także np. smog letni.

- To smog, który składa się w dużej części z ozonu. Powstaje z tlenku azotu, czyli jednego z zanieczyszczeń produkowanych w wyniku spalania produktów ropopochodnych, spalin samochodowych i lotnych związków organicznych. W wyniku reakcji fotochemicznej wymagającej energii słonecznej. Jeśli jest go dużo, to tworzy smog letni. Nazwany też smogiem typu Los Angeles, gdzie zdefiniowano go pierwszy raz - tłumaczył dr Sawiński.

Ekspert z Uniwersytetu Wrocławskiego podkreślił, że choć ten rodzaj smogu "nie jest tak szkodliwy w warunkach polskich jak smog zimowy", to bardzo podrażnia nasze błony śluzowe. - Czujemy pieczenie oczu, drapanie w gardle, ciężej się nam oddycha - wyliczał, wskazując, że "takich reakcji możemy się spodziewać już przy stężeniach przekraczających 100 mikrogramów na metr sześcienny". - Teraz we Wrocławiu mamy 130 mikrogramów na metr sześcienny - dodał. 

W opinii dr. Tymoteusza Sawińskiego, w czasie występowania smogu letniego lepiej unikać intensywnego wysiłku na świeżym powietrzu. - Uprawianie sportu może nie jest najlepszym pomysłem, bo wysokie strzeżenia ozonu utrzymują się do późnego popołudnia, a nawet do wieczora - podkreślił rozmówca Agnieszki Lichnerowicz. 

Synoptycy IMGW prognozują, że dopiero z soboty na niedzielę spodziewany jest w Polsce front atmosferyczny, który powinien przynieść w całym kraju ochłodzenie, czyli spadek temperatury poniżej 30 stopni Celsjusza. 

DOSTĘP PREMIUM