Sędziowie z całej Polski stają w obronie dwóch sędzi z Warszawy. "To przejaw represji"

Chodzi o decyzję wiceprezesa Sądu Apelacyjnego w Warszawie Przemysława Radzika o przeniesieniu dwóch bardzo doświadczonych sędzi z Wydziału Karnego do Wydziału Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. Prawie 1000 sędziów z Polski uznaje to za szykany. Neo-KRS problemu jednak nie dostrzega.

Wiceprezes Sądu Apelacyjnego w Warszawie Przemysław Radzik kilka dni temu poinformował dwie sędzie tego sądu - Ewę Leszczyńską-Furtak i Ewę Gregajtys - że zmienia im miejsce pracy, przenosząc do innego wydziału. Obie od kilkudziesięciu lat orzekają w Wydziale Karnym. Teraz miałyby się zająć sprawami z zakresu prawa pracy i ubezpieczeń społecznych.

W ich obronie stają sędziowie z całej Polski. Jak piszą w swoim oświadczeniu, trudno oprzeć się wrażeniu, że przeniesienie ich to "przejaw represji za działalność orzeczniczą opartą na Konstytucji, orzeczeniach Trybunałów Europejskich i Sądu Najwyższego". W tej chwili pod oświadczeniem jest już blisko tysiąc podpisów, a cały czas spływają kolejne. 

Tymczasem stanowisko w sprawie oświadczenia wydało właśnie prezydium upolitycznionej Krajowej Rady Sądownictwa. Prezydium tworzą m.in. bliska znajoma ministra Ziobry Dagmara Pawełczyk-Woicka, wieloletni polityk Arkadiusz Mularczyk, prezes sądu w Olsztynie Maciej Nawacki czy była wiceminister sprawiedliwości Anna Dalkowska. W opublikowanym stanowisku czytamy, że prezydium zapoznało się z oświadczeniem sędziów i "wysłuchało wyjaśnień" Przemysława Radzika. I... problemu nie widzi. 

"Dobro wymiaru sprawiedliwości"

"Na obecnym etapie sprawy decyzję o zmianie zakresu czynności sędzi SSA Ewy Leszczyńskiej-Furtak i SSA Ewy Gregajtys należy wstępnie postrzegać za działania mające na celu zagwarantowanie obywatelom prawo do sądu" - czytamy w oświadczeniu na stronie neo-KRS. Prezydium przekonuje, że "podjęcia przedmiotowych decyzji kadrowych wymagało dobro wymiaru sprawiedliwości".

- Organ, który potencjalnie może w przyszłości rozpoznawać odwołanie sędziów przeniesionych z wydziału do wydziału, już dziś stwierdza wprost, że to przeniesienie jest zgodne z prawem. Oceniono to po wysłuchaniu wiceprezesa Przemysława Radzika. Zastanawiam się, w jakim trybie to wysłuchanie się odbyło - mówi sędzia Agnieszka Niklas-Bibik z Sądu Okręgowego w Słupsku, jedna z osób, które podpisały się pod oświadczeniem w sprawie dwóch sędzi z Warszawy.

- Dla mnie to jest kuriozum z tego względu, że organ, który przecież potencjalnie może w przyszłości rozpoznawać odwołanie sędziów, już zajął stanowisko. A w ostatnim zdaniu swojego oświadczenia wręcz piszą, że ich dzisiejsze stanowisko nie ma wpływu na to, że jak wpłynie odwołanie, to rozpoznają je na nowo. To o czym my tutaj mówimy? - pyta retorycznie sędzia Niklas-Bibik. 

Co ciekawe, sprawa ma jeszcze jeden wątek. Z jednej strony wiceprezes Sądu Apelacyjnego w Warszawie przenosi dwie bardzo doświadczone karnistki do wydziału pracy i ubezpieczeń społecznych, z drugiej zaś strony szuka w Polsce sędziów do warszawskiej apelacji. - Pan Radzik wysyła ofertę do sędziów z innych sądów w Polsce, ażeby zgłaszali się na delegację do Sądu Apelacyjnego w Warszawie, w tym do Wydziału Karnego. Taka oferta wpłynęła m.in. do Sądu Apelacyjnego w Lublinie. Nie ma tutaj mowy o racjonalnym zarządzaniu kadrami - mówi nam sędzia Barbara du Chateau z Sądu Apelacyjnego w Lublinie, która taką ofertę dostała oficjalnie, na służbową pocztę. Pani sędzia jest jedną z blisko tysiąca sędziów, którzy podpisali się pod oświadczeniem w obronie przeniesionych sędzi z Warszawy. 

Wymierzenie kary w systemie pozasądowym

Jak mówi w rozmowie z TOK FM, decyzja Przemysława Radzika o przenosinach dwóch kobiet to nie tylko forma szykan. - W mojej ocenie mamy tutaj do czynienia z faktycznym wymierzeniem kary, ale w systemie pozasądowym, bo kontekst sytuacyjny decyzji, jaka została podjęta przez pana Radzika, jest dosyć jednoznaczny i nie da się go zaczarować wskazywaniem jakiejś podstawy prawnej przy podejmowaniu decyzji o przeniesieniu obu pań - dodaje du Chateau. 

Z kolei zdaniem sędziego Macieja Czajki z Sądu Okręgowego w Krakowie (też podpisał oświadczenie), takie działania, jak to Przemysława Radzika, muszą stać się w przyszłości przedmiotem postępowań dyscyplinarnych (przypomnijmy, że dziś to właśnie m.in. Radzik jest rzecznikiem dyscyplinarnym dla sędziów - przyp. red.). - Jako szeregowy sędzia jestem głęboko przekonany, że takie zachowanie musi spowodować odpowiedzialność dyscyplinarną i mam nadzieję, że taka odpowiedzialność dosięgnie zarówno pana Radzika, jak i wszystkich innych, którzy uczestniczyli w konstytucyjnym zamachu stanu: członków Krajowej Rady Sądownictwa i rzeczników dyscyplinarnych na szczeblu centralnym - mówi Maciej Czajka.

- Oczywiście ta odpowiedzialność dyscyplinarna musi odbyć się przed niezależnymi sądami dyscyplinarnymi. Jaka będzie ich decyzja? Nie wiadomo. Natomiast jestem przekonany, że takie postępowania będą musiały mieć miejsce. Nie wyobrażam sobie, aby te osoby, które podejmują decyzje motywowane w sposób polityczny i złośliwy, mogły potem sprawować wymiar sprawiedliwości w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej - dodaje sędzia z Krakowa. 

Sędzie z Warszawy dziękują za wsparcie koleżankom i kolegom z całej Polski

Sędzia Agnieszka Niklas-Bibik jest w kontakcie z przeniesionymi przez Przemysława Radzika sędziami Ewą Leszczyńską-Furtak i Ewą Gregajtys. - W imieniu obu sędzi chciałam bardzo podziękować wszystkim, którzy udzielili im i dalej udzielają wsparcia i podpisują się pod tym listem. Dla nich jest to bardzo, bardzo ważne i naprawdę bardzo za to wszystko dziękują - dodaje sędzia Niklas-Bibik. 

DOSTĘP PREMIUM