Albo sprzęt poradziecki, albo tak nowoczesny, że jeszcze niedostępny. Ekspert o słabościach polskiej obrony

- Jeżeli cokolwiek miałoby być szybko, musiałoby odbyć się w ekstraordynaryjnym trybie rozstawienia sprzętu posiadanego przez sojuszników. Nie jestem przekonany, żeby wczorajsze wydarzenia dały asumpt do szybkiej decyzji - przyznał w TOK FM prof. Marek Madej. Zdaniem eksperta Uniwersytetu Warszawskiego, wydarzenie w Przewodowie może jednak sugerować, że - na wypadek innych scenariuszy - warto przebazować NATO-wski sprzęt antyrakietowy, a przynajmniej o nim porozmawiać.
Zobacz wideo

We wtorek wieczorem w znajdującej się niedaleko granicy z Ukrainą wsi Przewodowo, według ustaleń, spadł pocisk ukraińskiej obrony przeciwrakietowej. Zginęły dwie osoby. - Absolutnie nic nie wskazuje na to, że zdarzenie w Przewodowie był intencjonalnym atakiem na Polskę. Jest wysokie prawdopodobieństwo, że była to rakieta ukraińskiej obrony - zapewnił prezydent Andrzej Duda.

Prezydent USA Joe Biden zwołał w środę kryzysowe spotkanie przywódców państw grupy G7 i NATO, przebywających na szczycie G20 na indonezyjskiej wyspie Bali.

Jak ocenił w TOK FM prof. Marek Madej, nie należy się spodziewać od NATO dalej idących oświadczeń niż potwierdzenie dotychczasowych zobowiązań. - Nie sądzę, żeby traktowano to jako gest eskalujący napięcie. Jest to bardziej nieszczęśliwy wypadek, aniżeli atak - mówił w "A teraz na poważnie" ekspert z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW.  

Nie wykluczył jednak, że na Bali może zapaść decyzja o "przebazowaniu sprzętu ochrony przeciwrakietowej". - Nawet bez takich incydentów, w związku z konfliktem z Syrii w pobliżu granic Turcji przebazowano NATO-wski sprzęt antyrakietowy i obrony przeciwlotniczej. Wydarzenie w Przewodowie może być punktem sugerującym, że - na wypadek innych scenariuszy - warto tego rodzaju przebazowanie zrobić, a przynajmniej o nim porozmawiać - dodał w rozmowie z Mikołajem Lizutem. 

Słaby punkt Polski

W Polsce debata na temat systemów obrony przeciwlotniczej trwa od lat. Poczyniliśmy pewne kroki w kierunku realizacji programu Wisła, czyli systemów obrony średniego zasięgu. Jednak program Narew, czyli systemy krótkiego zasięgu, wciąż nie wyszedł poza fazę wyboru konkretnych typów uzbrojenia. Poza tym do Polski miały trafić elementy tarczy amerykańskiej.

- Tarcza sama w sobie była skonstruowana do ochrony amerykańskich zasobów wojskowych w Europie. Element tarczy powstawał, i nadal powstaje, także u nas. Było to punktem wyjścia do rozmowy, by wzmocnić również obronę przeciwrakietową państw goszczących jak Polska. Te rozmowy nie doprowadziły do rozmieszczania systemów, ale kolejne - do decyzji o zakupie Patriotów - skomentował gość TOK FM. 

Zwrócił jednak uwagę na jeszcze jeden problem. - Jeżeli chodzi o infrastrukturę wojskową, jednym ze słabych punktów jest brak własnej obrony przeciwrakietowej o większym zasięgu i możliwościach, aniżeli sprzęt dość wiekowy, głównie poradziecki FM - wskazał prof. Marek Madej. 

"Wybór pomiędzy posiadaniem rozwiązania na teraz a posiadaniem rozwiązania na przyszłość"

Prof. Marek Madej wskazał także na inne istotne problemy, w tym np. model rakiet Patriot, który wybrała Polska. Ten jest tak nowoczesny, że nie został jeszcze wyprodukowany. 

- To wybór pomiędzy posiadaniem rozwiązania na teraz a posiadaniem rozwiązania na przyszłość. Mam wątpliwości, czy właściwym wyborem była opcja najdoskonalsza technologicznie, ale jeszcze niedostępna w momencie, gdy nasz system obrony przeciwrakietowej jest po prostu niski - podkreślił  ekspert.

Jak podkreślił, nie możemy liczyć na system obrony przeciwrakietowy pokrywający całe terytorium Polski, a raczej na ten chroniący infrastrukturę krytyczną, główne centra dowodzenia i zasoby.

- Jeżeli cokolwiek miałoby być szybko, musiałoby odbyć się w ekstraordynaryjnym trybie rozstawienia sprzętu posiadanego przez sojuszników. Nie jestem przekonany, żeby wczorajsze wydarzenia dały asumpt do szybkiej decyzji. Niemniej może to trochę uświadomić poziom niepewności i pewnego rodzaju niepokoju w polskim społeczeństwie oraz w krajach bałtyckich, co jednak może skłonić sojusz do pewnej demonstracji większej solidarności i stanowczości - skwitował rozmówca Mikołaja Lizuta. 

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM