"Wystarczyło nakleić plaster na ranę, która miała 5 mm". Wezwanie pogotowia "zaleca się", bo kolejka do lekarza jest długa

"Pielęgniarka poradziła wezwanie pogotowia ratunkowego, bo wolne terminy u lekarza rodzinnego są dopiero za trzy dni" - to tylko jedno z wyjaśnień, jakie usłyszeli ratownicy medyczni, którzy zostali wezwani do przypadku, który nie zagrażał życiu i zdrowiu. Rzecznik Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi ledwie kilkadziesiąt godzin przed rozmową w TOK FM został wezwany po to, żeby... nakleić plaster na maleńką ranę podudzia.

W minionym roku w województwie łódzkim wzywano karetki ponad 150 tys. razy. Niestety w znacznej części przypadków, ratownicy nie powinni w ogóle interweniować. Przede wszystkim dlatego, że zostali wezwani do sytuacji, w których nie było mowy o zagrożeniu zdrowia i życia. - Z naszych szacunków wynika, że około 60 proc. pacjentów, którym udzieliliśmy świadczeń zdrowotnych w 2022 roku, zakończyła się transportem do szpitala - poinformował w TOK FM rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi Adam Stępka.

Nie oznacza to, że wszystkie pozostałe przypadki były de facto bezpodstawnym wezwaniem ratowników. Bo zdarza się - jak tłumaczył rozmówca Adama Ozgi - że to pogotowie może udzielić pomocy, choć niekoniecznie chodzi o kwestie zdrowotne. - Niekiedy zdarza się, że interweniujemy w bardzo znaczących sytuacjach, kiedy jest większy problem socjalny, bytowy niż zdrowotny. W takich przypadkach część pacjentów jest transportowana do placówek szpitalnych. To są np. osoby, które mogłyby stwarzać dla siebie zagrożenie; myślę choćby o osobach znajdujących się pod wpływem alkoholu, które nie mają gdzie się udać - wyjaśnił.

Ale są też wezwania, których po prostu nie powinno być. - Jeżeli karetka jedzie 25 kilometrów do pacjenta, któremu trzeba nakleić plaster na zadrapanie nogi, to w tej sytuacji osoba, która doznaje zawału mięśnia sercowego, udaru, nagłego zatrzymania krążenia musi czekać na dojazd karetki. Co stwarza zagrożenie dla zdrowia i życia - mówił gość audycji "TOK 360".

Przykład z naklejeniem plastra nie był przypadkowy. - Nie dalej jak w niedzielę (8 stycznia) zostałem wysłany do krwotoku z nogi, który krwotokiem nie był. Okazał się, że chorej wystarczyło nakleić plaster na ranę podudzia, która miała 5 milimetrów. I na tym zakończyła się nasza wizyta - relacjonował Stępka.

- Podkreślę, że dla ratowników, członków zespołów ratownictwa medycznego nie jest irytujące to, że zostajemy wezwani do takiego zdarzenia. Natomiast, jeśli po takiej wizycie jedziemy do poparzonego rocznego dziecka i tam dostajemy "po głowie" za to, że karetka długo jechała, to to nas najbardziej boli, że wizyta, która jest wezwaniem do stanu zagrożenia życia musiała czekać - dodał.

Bywa... że pielęgniarka doradza wezwanie karetki

Dziennikarz TOK FM pytał swojego gościa, jak często pojawiają się wezwania, z powodu tego, że "kolejka do lekarza jest zbyt długa albo oczekiwanie na izbie przyjęć trwa całą noc i pół poranka". - Są to niepokojąco częste przyczyny wzywania nas - odpowiedział ratownik i rzecznik łódzkiej WSRM.

Jak przyznał, ratownicy na wielu wizytach słyszą, że karetka została wezwana, bo pacjent nie mógł dostać się do lekarza rodzinnego. - Że nie został przyjęty przez lekarza nocnej i świątecznej opieki lekarskiej. Czy wręcz słyszymy, że pielęgniarka w placówce Podstawowej Opieki Zdrowotnej poradziła wezwanie pogotowia, bo wolne terminy u lekarza rodzinnego są dopiero za trzy dni - powiedział Stępka, podkreślając od razu, że "nie wszystkie poradnie podstawowej opieki zdrowotnej tak działają".

Ratownik apelował, by pamiętać, że wzywając bez ważnych powodów pogotowie, odbieramy szansę na pomoc tym, którym jest ona naprawdę potrzebna. - Najlepszym doradcą jest zdrowy rozsądek, jeżeli zespół ratownictwa medycznego wzywany jest do rany ręki, kiedy raną nazywane jest półcentymetrowe zadrapanie, to na zdrowy rozsądek nie jest to stan, który może zagrażać zdrowiu i życiu. Jeśli mamy do czynienia z niedowładem części ciała, bełkotliwą mową, to wiemy, że to może zarażać zdrowi i życiu. Tak samo, jak ból w klatce piersiowej - wyliczał gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM