,
Obserwuj
Polska

Groźby, stalking i odchody na płocie. Sąsiedzi z piekła rodem w Żdżarach. To już koniec koszmaru?

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl
7 min. czytania
21.07.2023 17:03
Przez siedem lat lekarka Małgorzata K. i jej dwójka dorosłych dzieci nękali swoją sąsiadkę Bożenę Wołowicz, zmuszając ją do ucieczki z własnego domu w Żdżarach. Potem ten sam koszmar przechodził nowy właściciel. W momencie, gdy wydawało się już, że sąsiedzi z piekła rodem unikną kary, w sprawie nastąpił nieoczekiwany zwrot.
|
|
fot. tvn24.pl

Bożena Wołowicz jest emerytowaną nauczycielką. Mieszka sama w domu jednorodzinnym w Żdżarach, liczącej ok. 1000 mieszkańców miejscowości koło Dębicy w województwie podkarpackim. W 2010 roku znajdujący się tuż obok swojej posiadłości dom sprzedaje Małgorzacie K. - dermatolożce, która sprowadza się z oddalonego o ok. 20 km Tarnowa z dorosłymi już dziećmi - córką (również Małgorzatą) oraz synem Andrzejem.

Początkowo nowi sąsiedzi nie sprawiają Bożenie kłopotów. Choć, jak zauważa kobieta, ci unikają z nią kontaktu. "Myślałam, że jest to podyktowane zarozumiałością. Wiedziałam, że to jest lekarka, więc traktowałam to tak, że oni może uważają, że są lepsi ode mnie" - mówi potem w programie TVN "UWAGA", dzięki któremu o koszmarnych sąsiadach z podkarpackiego dowiedziała się cała Polska. Tym, co bardziej budzi niepokój, są zainstalowane na podwórku rodziny K. kamery, które rejestrują wszystko, co dzieje się na posesji Bożeny.

Pewnej lutowej nocy 2013 roku rodzina K. budzi swoją sąsiadkę i oskarża ją o zabicie ich psa i utopienie szczurów w kanalizacji. Od tego momentu w stronę Bożeny regularnie rzucane są wyzwiska i groźby, a w stronę jej domu - zgniłe pomidory, petardy i odchody. Zresztą, torby z tymi ostatnimi rodzina K. wiesza na ogrodzeniu dzielącym działki. Jak odpowiadają oburzonej sąsiadce, "to ich ogrodzenie i mogą wieszać na nim, co im się podoba". Przynajmniej raz dochodzi do wtargnięcia na podwórko Bożeny, gdzie Andrzej K. grozi jej śmiercią.

Do tego Małgorzata K. i jej dwójka dorosłych dzieci śledzą każdy krok zarówno sąsiadki, jak i każdego, kto ją odwiedza, za pomocą monitoringu. Podążają też za nią w drodze do pracy, również wszystko filmując. Na podstawie nagrań regularnie składają zawiadomienia na policję i prokuraturę o przestępstwach, które - ich zdaniem - popełniła Wołowicz - zabrudzonej tablicy rejestracyjnej samochodu, spalonej żarówce w reflektorze czy niewyłączeniu kierunkowego. Raz kobieta musiała zapłacić mandat za to, że jej pies szczeknął nad ranem dwa razy.

Policja nie jest w stanie pomóc. Bożena Wołowicz, po dwóch latach od pierwszego incydentu nie wytrzymuje nękania i decyduje się na skierowanie sprawy do sądu. Zaczyna się wieloletnia batalia, której zakończenie oskarżona o stalking rodzina K. stara się odwlec tak długo, jak tylko się da, m.in. nie wstawiając się na rozprawy i składając skargi na prokuraturę. Gdy Bożenie w sądzie towarzyszą dziennikarze TVN, matka i córka nagrywają telefonem także i ich. Zdaniem rodziny K., to oni są ofiarami nękania, a Bożena Wołowicz jest "kryminalistką", mającą na sumieniu oszustwo kredytowe.

"Musimy cały czas uciekać"

Jak się okazuje, emerytowana nauczycielka nie jest jedyną mieszkanką Żdżar terroryzowaną przez rodzinę K. Dziennikarzom programu "UWAGA" wywiadu udziela Patrycja. Jak relacjonuje, gdy jest ciepło, z mężem i dziećmi starają się jak najwięcej czasu spędzać poza domem. Każdy dzień planują tak, by uniknąć nękania i wyzwisk ze strony sąsiadów. "Musimy cały czas uciekać. Najbardziej boję się o moje dzieci. Wielokrotnie wydzierały się do mnie, że moje dzieci trafią do domu dziecka" - wyznaje młoda kobieta, płacząc. Rodziny K. unikają zresztą całe Żdżary - mieszkańcy nawet nie przechodzą ulicą, przy której mieszkają. Boją się, że ich spotka ten sam los, co Bożenę i Patrycję.

Na jaw wychodzi przeszłość rodziny K. w Tarnowie. W 2009 roku Andrzej K. został zatrzymany przez policję za brutalną napaść na Andrzeja Lisa. Mężczyzna z okna zauważył, że córka lekarki - Małgorzata rzuca kamieniami w stojące pod blokiem samochody. Gdy zszedł na dół, został obezwładniony przez Andrzeja K. - na jego twarz została zarzucona szmata, a na szyję - pętla. Gdy na miejsce przyjechała policja, rodzina K. przedstawiła wersję, według której to Andrzej Lis miał napaść na lekarkę, a dzieci stanęły w jej obronie, obezwładniając mężczyznę gazem i trzymając do przyjazdu służb. Choć policja nie dała się nabrać, Andrzej K. nie trafił do więzienia, a do szpitala psychiatrycznego. Biegli orzekli, że w chwili napaści na Andrzeja Lisa mężczyzna był niepoczytalny.

Badania psychiatryczne sąd w Tarnowie zleca Andrzejowi K. także w przypadku sprawy Bożeny Wołowicz, ale tym razem ten im się nie poddaje. Zakłada za to kanał na You Tube, na którym publikuje fragmenty nagrań monitoringu oraz filmów nagranych telefonem komórkowym pod sądem. Tytułuje je "Doprowadzenie oskarżonej Bożeny W", "Bożena W czeka z nożem na członków rodziny K" czy "Zamawiam pizze ekipie TVN Uwaga" (pisownia oryginalna - red.).

W lipcu 2017 roku Bożena Wołowicz już nie mieszka w Żdżarach - uciekła przed rodziną K. do miejscowości odległej o 500 km. Jak przyznaje ze łzami w oczach, najbardziej żałuje tego, że jej mieszkania już nie odwiedzi jej kilkuletni wnuk. Ze względu na sąsiadów, nigdy nie mógł przyjechać do babci.

Wyrok sądu tylko na papierze

Pierwszy wyrok skazujący rodzinę K. za stalking i napaść zapada w 2019 roku, cztery lata po złożeniu aktu oskarżenia. Sprawa jednak toczy się dalej z powodu apelacji. W czerwcu 2020 roku Sąd Rejonowy w Dębicy skazuje rodzinę K. za kolejne ataki na Wołowicz. Małgorzata K. i jej syn Andrzej K. zostają wówczas skazani na półtora roku bezwzględnego więzienia, a córka na rok i trzy miesiące. Jednak wyrok jest nieprawomocny. Sąd zarządza ponadto, że rodzina K. musi zapłacić swojej, byłej już, sąsiadce 75 tys. złotych odszkodowania. Bożena Wołowicz cieszy się, że trwający ponad osiem lat koszmar dobiegł końca.

Ta radość trwa jednak krótko. Sąd na wniosek rodziny K. odracza wykonanie kary - matce do końca 2021 roku, a córce do lipca 2022 roku. W stosunku do Andrzeja K. podjęto decyzję o odbyciu kary pozbawienia wolności w systemie dozoru elektronicznego. Oba wyroki są nieprawomocne. "W stosunku do matki sąd miał na uwadze, że to jedyna pracująca osoba w rodzinie, utrzymującą inne osoby - wyjaśnia dziennikarce TVN Annie Barańskiej-Całek Tomasz Mucha, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Rzeszowie. Reporterka dziwi się - dzieci Małgorzaty K. są dorosłe, nie są niepełnosprawne ruchowo ani intelektualnie. Skąd więc taka decyzja sądu? "Jedno z dorosłych dzieci podlega stałej terapii psychologicznej. Drugie również z takiej terapii korzysta. Jedno kontynuuje studia" - tłumaczy rzecznik.

Rzeczywiście, Małgorzata K. w 2020 roku jest słuchaczką seminarium doktoranckiego. Zajęcia odbywają się zdalnie co dwa tygodnie. Jednak, jak ustala TVN, uczestnictwo w tym seminarium nie skutkuje obroną doktoratu. Małgorzata nie ma swojego promotora, nie jest znany temat jej pracy, a przewód doktorski nie został otwarty. Kobieta jednak chętnie wykorzystuje swoją wiedzę z zakresu prawa, by utrudniać życie zarówno Bożenie, jak i sądom.

Tak więc, mimo wyroku sądu, w sprawie nic się nie zmienia. Bożena Wołowicz nie odzyskuje spokoju, nie otrzymuje też ani grosza z 75 tys. złotych, które miała jej wypłacić rodzina K. Matka rodzeństwa, która pracuje jako dermatolog w przychodni w Tarnowie, przestaje wystawiać faktury za wykonaną pracę, co sprawia, że ściągnięcie jakiejkolwiek kwoty z jej pensji jest niemożliwe. Zresztą, wśród pacjentów Małgorzata K. też nie ma dobrej opinii. Z komentarzy na portalu, umożliwiającym publikowanie opinii o lekarzach wynika, że Małgorzata K. to lekarka "nieempatyczna" i "zdawkowo" odpowiadająca na pytania, której zdarza się popełniać błędy w trakcie prostych zabiegów.

Nowy sąsiad, nowy koszmar

W oczekiwaniu na to, aż znajdzie się chętny do kupna domu, Bożena co jakiś czas przyjeżdża do Żdżar, by posprzątać. Robi to w asyście policji, która przez kilka godzin czuwa przy kobiecie, chroniąc ją przed rodziną K. W 2020 roku sprzedaż się udaje - obok Małgorzaty i jej dzieci zamieszkuje Antoni Wałęga. Mężczyzna kupuje dom, ponieważ jest przekonany, że nienawiść rodziny K. była skupiona jedynie na Bożenie. Po kilku miesiącach życia z nowymi sąsiadami przekonuje się jednak, jak w wielkim był błędzie.

Rodzina K. uznaje Antoniego za swoją nową ofiarę. Tak samo - jak poprzednia lokatorka - staje się on obiektem wyzwisk i nękania. Sąsiedzi umieszczają przy jego posesji czujniki ruchu, tak więc za każdym razem, gdy Antoni wychodzi przed dom albo przez posesję przebiegnie kot, rozlega się głośny alarm. I tak całe dnie i noce. Małgorzata K. domaga się od Antoniego zwrotu 30 tys. złotych za prąd, który ten rzekomo czerpie z gospodarstwa domowego rodziny.

Jego problemy zaczęły się nasilać po kolejnej decyzji Sądu Najwyższego, który w marcu tego roku uwzględnił kasację rodziny K. i oddał sprawę do ponownego rozpatrzenia. A to oznacza, że

po 10 latach batalii sądowych cały proces rusza od nowa . "To niezrozumiałe, niepojęte jak do tego doszło. Od wymiaru sprawiedliwości oczekiwałabym, że potrafi obronić osobę poszkodowaną. A co zrobił sąd? Dał przyzwolenie stalkerom. Jak mam się czuć w tej sytuacji?" - żaliła się Bożena Wołowicz.

Mimo dziesiątek skarg i dowodów w postaci nagrań sąsiedzi z piekła rodem nadal nie trafili do więzienia. Zdaniem Andrzeja Lisa, którego rodzina K. napadła wiele lat temu jeszcze w Tarnowie, "oni muszą po prostu kogoś zabić". Dopiero wtedy, jak uważa, wymiar sprawiedliwości zdecyduje się podjąć odpowiednie kroki. - Ale może jak zabiją, to okaże się, że w trakcie popełniania przestępstwa mieli zniesioną poczytalność - stwierdza gorzko mężczyzna w rozmowie z dziennikarzami TVN.

Będzie happy end dla ofiar rodziny K.?

19 lipca następuje kolejny zwrot w sprawie - tym razem pozytywny dla pokrzywdzonych. 72-letnia Małgorzata K. wraz ze swoim 40-letnim synem Andrzejem i 36-letnią córką Małgorzatą podejrzani o to, że wspólnie i w porozumieniu uporczywie nękali swoich sąsiadów i grozili im śmiercią,

zostają aresztowani na trzy miesiące.

Jak wskazuje analiza materiału dowodowego, rodzina K. dopuściła się przestępstw z art. 190 §1 kk w połączeniu z art. 190a §1 kk. Całej trójce zarzucono, że działając wspólnie i w porozumieniu, w latach 2021-2023 uporczywie nękali swoich sąsiadów, a także grozili im pozbawieniem życia. Przestępstwa te zagrożone są karą do 8 lat pozbawienia wolności.

Tekst powstał na podstawie serii reportaży stacji TVN poświęconych rodzinie K. i Bożenie Wołowicz, wyemitowanych w programie "UWAGA".

Posłuchaj: