Wojsko zgubiło zapalnik od pocisku. "Ręki nie urwie, ale palce może poranić"
"We wtorek po zakończeniu lotów bojowych w jednym ze śmigłowców realizujących patrol w rejonie granicy polsko-białoruskiej stwierdzono brak zapalnika w jednym z pocisków" - poinformowało w czwartek Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych. W komunikacie przekazano, że zapalnik nie stanowi zagrożenia dla otoczenia.
- Wojsko popełniło tutaj dobrą i złą rzecz - komentował w TOK FM komandor porucznik rezerwy Maksymilian Dura. Ekspert ds. sił morskich i redaktor portalu Defence24.pl. pochwalił wojsko za to, że o zdarzeniu poinformowano opinię publiczną. Ale miał też poważny zarzut do tego, co napisano w informacji. - Chciałem wyjaśnić, że to jest nieprawda, co zaznaczono w oficjalnym komunikacie, że zapalnik ma wbudowane zabezpieczenia i nie stanowi zagrożenia dla otoczenia. Musimy pamiętać, że to, co spadło na ziemię, spadło z dość dużej wysokości, więc jest uszkodzone. To może być niebezpieczne, zawiera materiał wybuchowy, niewielki, ale zawiera, i to materiał dosyć czuły - wyjaśnił.
Zdaniem rozmówcy Mikołaja Lizuta od początku też należało pokazywać, co zgubiono. A zdjęcie zapalnika opublikowano dopiero po pewnym czasie.
Wojsko zgubiło zapalnik. Ekspert ostrzega
Jak podkreślił ekspert, to, co spadło we wtorek na ziemię, "nie jest wielkim materiałem wybuchowym, nie stworzy wielkiej eksplozji". - Ale jeśli ktoś to weźmie w rękę, to niestety uszkodzenie może być. O tym należy pamiętać i przed tym należy ostrzec ludzi - stwierdził Maksymilian Dura.
Do jakich obrażeń może dojść? Gość TOK FM wyjaśnił, że tego typu zapalnik "ręki nie urwie, ale palce może poranić". - Najlepszym przykładem jest granat ręczny, który składa się z dwóch części: zapalnika i granatu. Samym granatem można rzucać i na pewno nie wybuchnie, ale jak się wkręci zapalnik, to on wtedy wybucha. Jeżeli zapalnik weźmie się do ręki, wykręci zawleczkę i - trzymając - poczeka trzy sekundy, to proszę mi wierzyć, obrażenia na rękach będą - mówił.
Według eksperta sprawy zgubienia zapalnika nie należy wiązać "z oceną polskiej armii". - Takie rzeczy się zdarzają, lotów są tysiące, rakiet są tysiące. Wojsko gubiło już rakiety, bomby lotnicze... Ale trzeba sprawdzić, co się stało, i ustrzec się przed takimi przypadkami - uważa rozmówca Mikołaja Lizuta.