Protest mediów. Dlaczego? Prezes Agory: To są negocjacje prosiaczka z rzeźnikiem
Czołówki gazet są w czwartek czarne, na portalach internetowych i w mediach społecznościowych pojawia się czarne tło i hasło protestu: "Politycy! Nie zabijacie polskich mediów". Ponad 350 redakcji i organizacji dziennikarskich protestuje w sprawie nowelizacji ustawy o prawie autorskim, którą Sejm uchwalił w miniony piątek.
Nowelizacja wdraża do polskiego porządku prawnego dwie dyrektywy unijne (m.in. DSM - Digital Single Market). - Dyrektywa mówi o tym, że wydawcom i dziennikarzom należy się uczciwe wynagrodzenie za korzystanie z ich pracy, artykułów, treści, które tworzą i które są publikowane bez wynagrodzenia przez duże platformy technologiczne m.in. Google czy Facebook. I to jest bardzo dobre - mówił w "Poranku Radia TOK FM" prezes Agory Bartosz Hojka.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Protest mediów. "To są negocjacje prosiaczka z rzeźnikiem"
Problem jednak w tym, że, wbrew apelom mediów, posłowie odrzucili poprawki, które wzmocniłyby polskich wydawców w negocjacjach z gigantami technologicznymi, wprowadzając mechanizmy arbitrażowe. - Sęk w tym, że ta dyrektywa mówi: Wynagrodzenie się należy, a teraz się dogadajcie. A to są takie negocjacje prosiaczka z rzeźnikiem albo kota z myszą. I wydaje mi się, że będzie bardzo ciężko osiągnąć w nich kompromis - podkreślił rozmówca Karoliny Lewickiej.
Bo - jak wskazał Hojka - brak kompromisu jest na rękę "naszym konkurentom na rynku reklamowym". - Właśnie dlatego, że tego problemu od lat nie udaje się skutecznie rozwiązywać, on narasta. Dzisiaj już dwie trzecie dochodów z rynku reklamowego w Polsce jest transferowanych do Kalifornii. Musimy robić dla naszych słuchaczy, naszych czytelników media za jedną trzecią tych przychodów, które mieliśmy do dyspozycji przed laty. W związku z tym media gwałtownie ubożeją - powiedział.
Prezes Agory alarmował, że brak korzystnych regulacji to potężne zagrożenie szczególnie dla mediów lokalnych, które są w najgorszej sytuacji. - Duże firmy medialne, takie jak Agora, one pewnie jeszcze kilka lat ustoją, ale wiele tych najmniejszych mediów lokalnych jak "Gazeta Radomszczańska", "Nowiny Raciborskie", "Głos Miliczan" (...) są w pierwszej kolejności zagrożone wyginięciem - podkreślił.
Protest mediow. Big techy siȩ nie zatrzymajȩ, przyjdȩ teź po was. Kto wtedy to opisze?
"Zostaniemy bez dziennikarzy, będziemy mieli tylko instagramowych celebrytów"
Wiceminister kultury Andrzej Wyrobiec przekonywał niedawno, że wszystkie ważne kwestie, niepodjęte podczas obecnej nowelizacji, znajdą się w agendzie prac Forum Prawa Autorskiego. Bartosza Hojki to jednak nie satysfakcjonuje. - Nie przyjmuję tej zapowiedzi za dobrą monetę. Dlatego, że kłopot, który mają wydawcy i dziennikarze jest tu i teraz. A w zasadzie to on jest i narasta od lat. Spotykamy się z zarzutami, że media ubożeją, tracą na jakości i to wszystko prawda. Nie ma miesiąca, żeby nie było słychać o zwolnieniach grupowych w tej czy innej redakcji, podczas gdy w tym samym czasie zyski osiągane przez wielkich gigantów technologicznych rosną w tempie kilkudziesięcioprocentowym rok do roku. My już nie mamy czasu! Dlatego ta dzisiejsza akcja ma taki desperacki wymiar i dlatego ten dzisiejszy apel do polityków jest tak mocny - powiedział gość "Poranka Radia TOK FM".
Rozmówca Karoliny Lewickiej ostrzegał, że "jeżeli dzisiaj tego nie zrobimy szybko i nie zrobimy dobrze, to za parę lat nie będzie już mediów". - Nie będziemy krajem praworządnym i demokratycznym tylko krajem rządzonym przez klikę oligarchów i przeżartym korupcją. Bo to niezależne media w ostatnich latach ujawniały wszystkie afery, które dzisiaj są przedmiotem działań Sejmu. Zostaniemy bez dziennikarzy, będziemy mieli tylko instagramowych celebrytów i recenzje kebabów i maści na pryszcze - podsumował prezes Agory.