,
Obserwuj
Polska

Tak patodeweloperka zniszczyła Polskę. "Nie mają pojęcia o budownictwie"

Kamil Śmiałkowski
6 min. czytania
18.08.2024 17:44
Problemy z mieszkaniami w Polsce to efekt zaniedbania, narastającego od lat dziewięćdziesiątych. Obecnie rynkiem trzęsą deweloperzy, a to środowisko, które przyciąga ludzi chciwych. - Do tej branży idą ci, którzy chcą wyciągnąć jak najwięcej kasy i to jak najszybciej - opowiadał w TOK FM Bartosz Józefiak, autor książki "Patodeweloperka. To nie jest kraj do mieszkania" .
|
|
fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl

Problemy z budownictwem mieszkaniowym w Polsce ciągną się przez kolejne dekady i kadencje zmieniających się rządów. A to jednak - zdaniem Bartosza Józefiaka - zadanie właśnie dla państwa. - Jeżeli żyjemy w cywilizowanym kraju europejskim to państwo buduje mieszkania - stwierdził stanowczo dziennikarz programu "Uwaga!" w TVN i autor książki 'Patodeweloperka. To nie jest kraj do mieszkania'. Jak tłumaczył gość Anny Piekutowskiej, nieważne, czy mowa o rządzie, czy samorządach, ale musimy powrócić do systemu, w którym to państwo polskie buduje nowe mieszkania.

Plaster na krwawiącą ranę

Dziś 98 proc. mieszkań budują deweloperzy i stąd wszystkie patologie, które Józefiak opisuje w książce. -Te odpadające tynki, przeciekające i źle zaplanowane mieszkania, brak zieleni - to wszystko wynika z tego, że mieszkania są traktowane w Polsce jako towar, jak każdy inny. To musi się tak skończyć - apelował gość TOK FM. Tymczasem obecny rząd, jeśli dotrzyma obietnicy i wprowadzi kredyt 0 proc., to wręcz pogorszy sytuację. - Te wszystkie rządowe programy polegały na tym, żeby przelewać kasę przez banki do developerów - tłumaczył, dowodząc, że to tylko podbija ceny mieszkań. Tak było przy kredycie 2 proc. i ten nowy program może mieć podobne skutki.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Autor reportażu przyznał, że nawet w niektórych kwestiach zgadza się z deweloperami, jeśli chodzi o regulacje prawne. - Jeśli co do centymetra opiszemy, jaka ma być odległość między budynkami, bo deweloperzy doskonale sobie z tym poradzą: po prostu te koszty przerzucą na klientów. To niczego nie rozwiąże - stwierdził, po czym poprawił się, że może tyle, że odsuniemy te budynki i deweloperzy będą musieli się bardziej nagimnastykować, żeby zapewnić mieszkańcom trochę światła. - Ale to jest plaster na ranę - przekonywał. Bo rana, i to krwawiąca, to jego zdaniem rynek mieszkaniowy jako taki i "kompletna abdykacja państwa z tego pola".

- To się zaczęło, jak wiele patologii, które dzisiaj obserwujemy w Polsce, w latach dziewięćdziesiątych - opowiadał. To wtedy biedne państwo polskie przerzuciło ten problem na samorządy, a one tego nie udźwignęły, bo ani nie miały do tego środków, ani ochoty. - I tak od trzydziestu lat mamy to, co mamy - stwierdził Józefiak. W efekcie powstał system, którego beneficjentami są deweloperzy.

Branża pełna ludzi chciwych

Zdaniem gościa TOK FM sytuację pogłębiał każdy kolejny rząd, który nie miał innych pomysłów i tworzył przepisy pomagające deweloperom. - Oni oczywiście są aktywnymi graczami, bo mają organizacje lobbistyczne, związek deweloperów - przyznał. Opowiadał, jak robią wszystko, by zapisy prawa był dla nich korzystne, a gdy nie są, to je zaskarżają i protestują.

Józefiak przyznał, że są etyczni deweloperzy, podobnie jak architekci czy budowlańcy, "tylko to nie jest książka o nich" - To jest książka o systemie, który wymusza nawet na uczciwych jednostkach, żeby konkurowały z resztą. A muszą konkurować kosztami. I chcąc nie chcąc muszą schodzić, a to tnąc na swoich pracownikach, albo na jakości wykonania - tłumaczył. Wspomniał przy tym, że na konferencji deweloperów, na której był incognito, odniósł wrażenie, że to branża, w której odbywa się ciągła selekcja negatywna. - Mało tam spotkałem ludzi z takim etosem, że oni chcą tu mieszkania budować. Raczej do tej branży idą ci, którzy chcą wyciągnąć jak najwięcej kasy i to jak najszybciej - przekonywał. Jego zdaniem, skoro to branża, w której są dobre pieniądze, to "przyciąga ona ludzi chciwych".

- Więc niestety do tej branży wchodzą ludzie, którzy mają kasę i nie mają pojęcia o budownictwie. I to jest zmora - stwierdził. Opowiadał też, że ci ludzie często nie radzą sobie, bo budowanie mieszkań jest jednak skomplikowanym procesem inwestycyjnym. Sama logika tego rynku, czyli mieć działkę i zabudować ją pod korek może nie wystarczyć.

Niezrozumiała sympatia

W książce Józefiaka przykładem miejscowości, w której deweloperzy przez lata robili, co chcieli, jest Banino. - To wygląda trochę, jak taki zbiór takich średniowiecznych osad. Rozrzuconych kilka domków, do nich prowadzi droga z płyt betonowych, dwieście metrów dalej kolejne osiedle - opowiadał. Jego zdaniem nie składa się to w żadną urbanistyczną całość i w efekcie wieś ma właściwie wielkość małego miasta. -Samorządowcy w Babinie tłumaczyli mi, że nawet chcieli coś z tymi deweloperami ugrać, ale już było za późno - powiedział. W

yjaśnił, że przepisy w Polsce skonstruowane są w taki sposób, że to deweloperzy są "na prawie". Reporter w kilku zdaniach zrekonstruował często powtarzający się przebieg wydarzeń: deweloper znajduje gdzieś w okolicy jakiś domki i też chce mieć prawo do takiej budowy. Gdy zbuduje jeden, to potem zbuduje osiedle. A wtedy sąsiad, który też kupił działkę, też buduje osiedle. I nawet gdy Urząd Gminy nie da na to pozwolenia, to można to zaskarżyć i prawdopodobnie wygrać.

Wiele samorządów wydaje pozwolenia bez żadnych obostrzeń, bo tak naprawdę nie dbają o swoich obecnych mieszkańców, a myślą tylko o tych ewentualnych przyszłych, których będą mieli dzięki deweloperom. - W małych gminach jeszcze liczy się, że rolnicy, czyli ważny elektorat, chcą sprzedać te ziemie, bo jak sprzedadzą ziemię rolną pod deweloperkę to zarobią krocie - tłumaczył Józefiak. Stąd ciągłe naciski na wójta, by zmieniał plany miejscowe i odralniał wszystkie możliwe działki. - No i dochodzi tu jeszcze taka niezrozumiała dla mnie sympatia samorządowców dla deweloperów - przyznał. Opowiadał o wielu decyzjach i inwestycjach, które widział, niemających żadnego sensu urbanistycznego, a na które jednak ktoś wydał zgodę.

Myślał, że wspiera fundację i... mocno się zdziwił. Lepiej przeczytaj tę historię

Oczywiście, są wśród tych sytuacji wydarzenia wprost korupcyjne, o których wiemy. Gość TOK FM jako przykład podał warszawską dzielnicę Włochy. - Tam sprawa jest jeszcze w toku, na razie są postawione zarzuty. Burmistrza złapano dosłownie z reklamówką pieniędzy, czytałem akt oskarżenia - stwierdził. Dodał, że po napisaniu książki dostał sporo sygnałów o różnych dziwnych sytuacjach w całej Polsce. I na pewno zajmie się nimi w programie "Uwaga!" w TVN.

Nieszczęście skapuje w dół

Józefiak przyznał, że ma sporo wyrozumiałości dla architektów i wykonawców. - Ja ich widzę też jako pewne ofiary tego systemu, zwłaszcza tych drobnych - powiedział, tłumacząc, że małe firmy budowlane są przy takich budowach zwykle ostatnie od otrzymania wypłaty. Dostają więc najmniej, a czasem w ogóle nic. Jego zdaniem mała firma budowlana to w Polsce "sport wysokiego ryzyka". To efekt oszczędności, które pojawiają się w pewnym momencie na każdej budowie, a czasem są już od samego początku. - Deweloper ma założony jakiś budżet, ale gonią go terminy. Chce sprzedać jak najszybciej. Pogania głównego wykonawcę, ten się nie wyrabia, dostaje kary umowne. Nie chce z własnej kieszeni płacić tych kar umownych więc przerzuca to na podwykonawcę. Podwykonawca jeszcze niżej i tak to nieszczęście skapuje w dół - wyjaśniał strukturę przedsięwzięcia.

- Z architektami jest podobnie. Słyszałem takie historie i to niejednokrotnie - stwierdził, przytaczając historię dużego dewelopera, który wbrew umowie z biurem architektonicznym chce zapłacić im połowę stawki. A alternatywą jest sąd, w którym deweloperzy maja z założenia lepszą pozycję. - Mają więcej kasy, lepszych prawników. Biura architektoniczne są trochę w kropce i przerzucają to na swoich pracowników, których często mają zatrudnionych na umowach śmieciowych - opowiadał Józefiak. Środowisko pełne jest ludzkich dramatów. Autor reportażu przyznał, że słyszał o samobójstwach, depresjach...

Z rodzicami do czterdziestki

Zmiany, które są zauważalne w ostatnich latach, to większa świadomość kupujących. Świadczy o tym, zdaniem gościa TOK FM coraz większa popularność firm typu "inżynier od odbiorów". - Deweloper może więc pomyśli trzy razy czy mu się opłaca robić fuszerkę, bo potem się będzie musiał bujać z takim klientem, który ma jakieś żądania - stwierdził, ironizując przy tym, że te żądania to zwykle po prostu wywiązanie się z umowy i zbudowanie mieszkania bez usterek. - W tym sensie jestem delikatnym optymistą, że to już się będzie poprawiało - przekonywał. Choć dodał, że drugiej strony zawsze będzie ciążyła tu kwestia, że "ludzie muszą gdzieś mieszkać". Tłumaczył, że stojąc przed wyborem mieszkania z rodzicami do czterdziestki, albo kupienia nie najlepszego, ale jednak mieszkania, na które stać, mało kto będzie się zastanawiał.

Podsumowując całe zagadnienie, Józefiak stwierdził, że nie wierzy, że może być lepiej. Tym bardziej, przy aktualnym rządzie, którego kolejne decyzje, sprawiają, że można go nazywać "turboliberalnym". - Nie wierzę, że on poważnie potraktuje problem mieszkaniowy Polaków - stwierdził ze smutkiem, i dodał, że nawet jeśli jakiś kolejny rząd wziąłby się za to na poważnie, to i tak mówilibyśmy o perspektywie dekad.