"Wyborcza" ujawnia: Jerzy Z. to recydywista. Wiadomo, za co siedział
- Według ustaleń 'Gazety Wyborczej', Jerzy Ż., od którego Karol Nawrocki przejął kawalerkę, to recydywista, co najmniej dwa razy skazany za przestępstwa seksualne;
- Ż. miał zaatakować w 2011 roku kobietę, która szła na spacer z dzieckiem w wózku, i przytrzymując ją, masturbować się i grozić gwałtem;
- Gdańska prokuratura potwierdziła 'Wyborczej', że skazany za to Ż. jest słynnym już 'panem Jerzym', któremu miał pomagać kandydat PiS na prezydenta;
- To właśnie w areszcie, w którym Ż. przebywał po popełnieniu tego przestępstwa, miało dojść do podpisania umowy sprzedaży kawalerki Nawrockim.
Jerzy Ż., od którego Karol Nawrocki wraz z żoną przejęli lokal komunalny za 10 proc. rynkowej wartości, to recydywista seksualny - pisze piątkowa 'Gazeta Wyborcza'. Mężczyzna co najmniej dwa razy został skazany za napaść seksualną. Przy ul. Focha na gdańskich Aniołkach zaatakował kobietę, która spacerowała z małym dzieckiem w wózku.
'Wyborcza' cytuje artykuł ze stron Gdansk.naszemiasto.pl z 2011 roku. Jerzy Ż. swoją ofiarę "przytrzymał (?) i się przy niej masturbował. Groził gwałtem" - pisał serwis. Mężczyzna trafił do aresztu, został skazany na półtora roku więzienia.
'Dziennik Bałtycki' pisał, że Ż. był wcześniej karany za włamanie i doprowadzenie osoby do "innej czynności seksualnej", za co spędził w więzieniu cztery lata. To wtedy, gdy przebywał w Areszcie Śledczym w Gdańsku przy ul. Kurkowej, Nawroccy odwiedzili go, by podpisać umowę sprzedaży mieszkania.
Prokuratura Okręgowa w Gdańsku potwierdziła 'Wyborczej', że sprawcą przestępstwa wobec kobiety z dzieckiem jest ten sam Jerzy Ż., którym opiekować się miał Nawrocki.
'Wyborcza' spytała rzeczniczkę Nawrockiego Emilię Wierzbicki m.in. o to, czy kandydat PiS wiedział, że Ż. był skazany za napaść seksualną, że jest recydywistą oraz dlaczego polityk nie informował publicznie o charakterze jego przestępstw.
Afera mieszkaniowa Karola Nawrockiego. Zaczęło się od kłamstwa podczas debaty
Cała sprawa kawalerki Karola Nawrockiego stała się publiczna po pytaniu Magdaleny Biejat podczas debaty prezydenckiej "Super Expressu". Nawrocki deklarował wówczas: "Mówię to w imieniu zwykłych Polek i Polaków, którzy - tak jak ja - mają jedno mieszkanie".
Tymczasem portal Onet ujawnił, że wbrew wcześniejszej deklaracji Nawrocki nie jest właścicielem jednego, a dwóch mieszkań. Poza mieszkaniem w Gdańsku, w którym mieszka z rodziną, posiadał również kawalerkę. Kilka dni później portal podał, że Jerzy Ż., wcześniejszy właściciel kawalerki - przekazał ją Nawrockiemu i jego żonie w zamian za opiekę i utrzymanie, czyli na zasadzie umowy dożywocia, jednak mężczyzna trafił do domu opieki społecznej, gdzie koszt jego pobytu pokrywa miasto Gdańsk.
W odpowiedzi na te doniesienia Nawrocki opublikował w internecie złożone przez niego jako prezesa IPN oświadczenie majątkowe z 2021 r., w którym wymienił dwa mieszkania własnościowe, które posiada z żoną oraz 50-procentowy udział w mieszkaniu jego żyjącej matki. Zdaniem Nawrockiego nabycie przez niego kawalerki w Gdańsku "dokonało się w pełni zgodnie z prawem".
Potem Nawrocki mówił, że kwestia pomocy udzielanej przez niego Jerzemu Ż. i nabycie mieszkania to oddzielne sprawy i że w kwestii mieszkania nie ma sobie nic do zarzucenia. Nawrocki poinformował też, że przekaże kawalerkę w Gdańsku na cele charytatywne. Podczas kolejnej telewizyjnej debaty kandydatów na prezydenta, Nawrocki oświadczył, że "pomógł człowiekowi", kupił od niego mieszkanie i przekazał je ostatecznie na cele charytatywne, a dokładnie Chrześcijańskiemu Stowarzyszeniu Dobroczynnemu w Gdyni.
O kawalerkę pytał Nawrockiego w czwartek w swoim programie na YouTubie Sławomir Mentzen. Dopytywał zwłaszcza o fakt zapisu w umowie przekazania 12 tys. zł za mieszkanie, choć Nawrocki przyznał, że do przekazania pieniędzy doszło dopiero po podpisaniu dokumentu. Mentzen stwierdził, że wyjaśnienia kandydata na prezydenta go nie przekonały.