advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Gospodarka

Miała inwestować w Polsce, potem mało nie zbankrutowała. Dziś odradza się jak Feniks z popiołów

Wojciech Kowalik
4 min. czytania
30.04.2026 21:15

Intel - gigant napędzający większość komputerów świata - jeszcze rok temu był spisywany na straty i stał na krawędzi upadku. Dziś jest gwiazdą, a wszystko dzięki AI. Bo może i NVidia ze swoimi mikroprocesorami ożywia ją i trenuje, ale to chipy Intela lepiej i taniej radzą sobie z lawiną pytań, jakie codziennie zadajemy sztucznej inteligencji.

Siedziba Intela w Santa Clara
Siedziba Intela w Santa Clara
fot. JUSTIN SULLIVAN/Getty AFP/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego Intel - flagowy okręt amerykańskiej technologii - wpadł w czarną dziurę, z której rok temu wróżono mu, że się nie wydostanie?
  • Jake wyszedł z biznesowego niebytu? I dlaczego jego trącące myszką produkty okazują się teraz niezbędne w rewolucji sztucznej inteligencji?
  • Jak ten biznesowy majstersztyk wycenia giełda, na której akcje Intela wystrzeliły?

Żeby zrozumieć, jak ważne jest to, co wydarza się teraz, musimy cofnąć się w czasie. Rok temu Intel stał na krawędzi bankructwa. Wydawało się to niewiarygodne, bo to przecież firma, której czipy napędzają większość komputerów na świecie. Ale do takiego stanu doprowadziła seria błędów i nietrafionych decyzji.

Po pierwsze - symbolicznym początkiem końca potęgi Intela był rok 2020, kiedy rozwód z jego mikroprocesorami wziął inny amerykański gigant - Apple, który w swoich MacBookach zaczął montować własne, opracowane od zera procesory. I choć Apple największym klientem nie był, to najbardziej prestiżowym - już tak.
Po drugie - Intel przespał dwie wielkie światowe technologiczne rewolucje. Pierwsza, to rewolucja smartfonów sprzed dwudziestu lat: Intel na czas nie opracował odpowiednich procesorów do rodzącego się na świecie rynku smartfonów i oddał pole swoim konkurentom. Ta porażka niczego jednak szefostwa Intela nie nauczyła, bo przespało drugą rewolucję, czyli rewolucję sztucznej inteligencji. Tu walkowerem oddał mecz na rzecz NVidii - firmy, która kiedyś była ułamkiem potęgi Intela, a teraz przeskoczyła go o 10 długości.
Po trzecie - Intel wyłożył się tam, gdzie był najmocniejszy - dwa lata temu jego procesory, mimo innowacyjnej specyfikacji i konstrukcji okazały się... wadliwe i niestabilne.
I po czwarte - zawiodły plany inwestycyjne, co odczuliśmy także u nas, w Polsce. Jeszcze trzy lata temu Intel zapowiadał budowę fabryki pod Wrocławiem. Miała to być największa inwestycja zagraniczna w Polsce, warta, bagatela, ponad 4,5 miliarda dolarów, czyli... ponad 17 miliardów złotych. Dwa lata temu na plac budowy zaczęły zjeżdżać koparki i buldożery, ale kilka tygodni później prace stanęły, Intel postanowił inwestycję zawiesić, a rok temu - ogłosił, że w ogóle rezygnuje z budowy. Pod nóż poszła też siostrzana fabryka w Niemczech.

W ten sposób wartość firmy spadła poniżej stu miliardów dolarów. Firmy, która dla Ameryki jest fundamentem Doliny Krzemowej. W porównaniu z bilionami dolarów wartości NVidii, Apple'a, Microsoftu, właścicieli Google'a i Facebooka, Intel był zubożałym krewnym, któremu wiodło się tak źle, że zaczęły krążyć pogłoski o jego śmierci. Jak się teraz okazuje - przedwczesne.

Najpierw pomógł Trump...

Bo na upadek takiego symbolu amerykańskiej technologii nie mógł sobie pozwolić Donald Trump. Amerykański rząd kupił 10 procent akcji Intela, co dało mu około 10 miliardów dolarów na budowę lub rozbudowę fabryk w USA. Podpórkę kolosowi na glinianych nogach podłożyła też NVidia, sąsiadka Intela w Santa Clara w Dolinie Krzemowej, która zainwestowała w konkurenta kolejne miliardy i Japończycy - ich technologiczny gigant SoftBank dosypał miliardy dolarów na inwestycję związaną ze sztuczną inteligencją. Obaj giganci w ten sposób zapunktowali u Trumpa.

I tak dochodzimy do tego, co tu i teraz. Bo tu i teraz Intel pokazał swoje wyniki, które spowodowały, że rynkom i inwestorom - dosłownie - szczęki spadły do podłogi. Pogłoski o śmierci Intela okazały się zdecydowanie przedwczesne - miał być 2-procentowy spadek przychodów, a był 7-procentowy wzrost. Zysk na akcję był niemal 30-krotnie wyższy niż spodziewali się analitycy, a prognozy rysują się niezłe. W rezultacie akcje Intela pobiły swój historyczny szczyt z czasów bańki internetowej sprzed ćwierć wieku, od początku roku wzrosły o 130 procent, a wartość firmy na horyzoncie widzi pół biliona dolarów. Co się stało, że z prostej drogi do biznesowego piekła Intel gwałtownie zawrócił w kierunku świetlanej przyszłości? Otóż stały się niewygodne, choć trafne decyzje biznesowe plus boom na sztuczną inteligencję.

...a potem AI

Żeby to zrozumieć, musimy porównać produkty Intela z produktami NVidii, królowej sztucznej inteligencji, która produkuje mikroprocesory niezbędne do ożywienia AI. Po produkty NVidii stoi światowa kolejka, firma jest maszynką do robienia pieniędzy, jej wartość z hukiem przebiła 5 bilionów dolarów. Otóż NVidia produkuje zaawansowane chipy GPU, wykorzystywane w trenowaniu sztucznej inteligencji. Natomiast okazało się, że stare, dobre procesory CPU Intela, oparte na sięgającej lat 70. ubiegłego wieku architekturze x86, lepiej sprawdzają się w codziennej, technicznej pracy w serwerach obsługujących pytania jakie ze swoich smartfonów i laptopów zadajemy sztucznej inteligencji. Są też efektywniejsze kosztowo, oferują lepszy stosunek wydajności do ceny. Architektura x86 to standard większości komputerów i serwerów na świecie, gwarantujący im kompatybilność z niemal każdym oprogramowaniem świata. I kiedy to się okazało, po procesory Intela też stanęła kolejka tak długa, że firma w moment sprzedała wszystko, co zalegało jej w szafach i magazynach. I tak długa, że problemem firmy stały się moce przerobowe, które zaspokoiłyby popyt na jej mikroprocesory.

Do tego rządzący od roku firmą prezes Lip Bu Tan poddał ją brutalnej restrukturyzacji i mocnemu zaciskaniu pasa. Nie obyło się bez cięcia wydatków, rezygnacji z projektów które nie dawały szans na zysk i - niestety - bez zwolnień pracowników. Ale dało to efekty. Prezes Intela to praktyk z wieloletnim doświadczeniem nie tylko wyciągania firm znad biznesowej przepaści, ale też świetnie dogadujący się z inżynierami w jego biznesie. Ten miks naoliwił tryby Intela tak dobrze, że firma znów pracuje pełną, innowacyjną parą.

A do tego dochodzi perspektywa współpracy z Elonem Muskiem: Intel ma projektować i produkować ultrawydajne chipy dla firm Muska: SpaceX i Tesli w kompleksie Terafab Muska w Teksasie. A za dwa lata Intel ma pokazać swoją nową generację mikroprocesorów.

Oczywiście to nie oznacza, że Intel wkracza w krainę mlekiem i miodem płynącą. Bo wciąż piętrzy się przed nim góra problemów: nie daje rady wydajność produkcji, a konkurencja nie śpi: zwłaszcza NVidia, mikroprocesorowy konkurent AMD, czy tajwański gigant w produkcji chipów TSMC. Przez Intelem trudne zadanie, ale perspektywa "Intel Outside" wydaje się zachodzić za horyzont.

źródło: TOK FM