,
Obserwuj
Polska

Manowska w ogniu krytyki. "Daleko idący element buńczuczności"

jsx
3 min. czytania
24.06.2025 11:47
- Raz Sąd Najwyższy ma mniej pracy, raz więcej pracy. Są wątpliwości, sprawy trzeba zbadać, a nie mówić o poceniu się. Nie mówić o tym, że jest dużo pracy i że długi weekend był, na Boga. Zaraz się zaczynają wakacje, odpoczniecie państwo - mówiła Magdalena Rigamonti.
|
|
fot. Filip Naumienko/REPORTER / Filip Naumienko/REPORTER
  • Ponad 50 tys. protestów wyborczych przeciwko wyborowi prezydenta dostał Sąd Najwyższy. Jego pierwsza prezes Małgorzata Manowska mówiła, że taka skala to nieodpowiedzialne działanie;
  • Manowska narzekała w Radiu Zet, że SN ma za dużo pracy z protestami. Mówiła m.in., że w związku z tym pracownicy nie mogli skorzystać z długiego weekendu;
  • Jak oceniła w TOK FM Magdaleny Rigamonti, takimi wypowiedziami szefowa SN uprawia "grubą politykę";
  • Tomasz Żółciak zastanawiał się z kolei, co się stanie, jeżeli Sąd Najwyższy uzna ważność wyborów, a prokuratura stwierdzi nieprawidłowości. Czy będziemy mieli dwóch prezydentów?;

Pierwsza prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska powiedziała w Radiu Zet, że mamy "bajzel" w wymiarze sprawiedliwości. Narzekała, że większość przesyłanych protestów wyborczych jest stworzona na zasadzie "kopiuj wklej" z formularza przygotowanego przez Romana Giertycha. Jej zdaniem, protesty wyborcze w masowej skali to nieodpowiedzialne działanie.

- Ja bym przestrzegała przedstawicieli Sądu Najwyższego od uprawiania polityki. I to tak grubej polityki stawania po którejś ze stron - komentowała w "Poranku TOK FM" Magdalena Rigamonti.

Sprawy badać, a nie mówić o poceniu się

Jak dodała dziennikarka Onetu, w sytuacji, w której co najmniej kilka tysięcy głosów oddanych na Rafała Trzaskowskiego przypisano Karolowi Nawrockiemu, "bym się w ten sposób nie wypowiadała". - A na pewno nie używałabym słowa "bajzel". Bo słowo "bajzel", jak pani prezes zna etymologię tego słowa, oznacza też burdel i możemy iść dalej w tłumaczeniu, co znaczy to słowo - mówiła.

- Raz Sąd Najwyższy ma mniej pracy, raz więcej pracy. Mieliśmy bardzo gorący okres wyborczy. Za nami trzy wybory: parlamentarne, do Europarlamentu i wybory prezydenckie, dwa lata de facto kampanii wyborczej i jest kumulacja. Są wątpliwości, sprawy trzeba zbadać. A nie mówić o poceniu się, że jest dużo pracy i długi weekend był. Na Boga, zaraz się zaczynają wakacje, odpoczniecie państwo - ironizowała Rigamonti.

Maciej Kluczka zwrócił uwagę, że członkowie Izby Nadzwyczajnej zarabiają ok. 30-40 tys. zł miesięcznie. - Co cztery tygodnie taką sumę dostają. No na Boga - powtórzyła Rigamonti.

Prezydent prokuratorski i prezydent sądowy

Tomasz Żółciak wytknął Manowskiej nieprawdę, kiedy utrzymywała, że wiele protestów miało wpisanych numer PESEL Giertycha. - Można nazywać protesty koordynowanymi, giertychówkami, nie ma to znaczenia. To kwestia narracji. Narracja wczoraj zaproponowana przez pierwszą prezes (Sądu Najwyższego) miała zbyt daleko idący element buńczuczności, deprecjonowania ważnej instytucji, jaką są protesty wyborcze - mówił dziennikarz Money.pl.

Sprawa nieprawidłowości przy liczeniu głosów to poważny problem. - A co, jeżeli śledczy ustalą, że były jakieś nieprawidłowości? Czy skończy się tylko na odpowiedzialności karnej osób, które dopuściły się tych nieprawidłowości, czy może wpłynąć na korektę wyniku wyborów? - pytał Żółciak.

A jeżeli dodatkowo w międzyczasie Sąd Najwyższy stwierdzi ważność wyborów? - Bajzel, cytując panią Manowską - mówiła ze śmiechem Rigamonti. - Będziemy mieli prezydenta sądowego, odwołując się do Sądu Najwyższego, i prezydenta prokuratorskiego, który będzie bazował, że prokuratorzy ustalili co innego - dodał Żółciak.

Jak zniechęcić do głosowania?

Dziennikarka Onetu przypomniała, że w kampanii wszystkie strony namawiały do brania udziału w wyborach. - Każdy głos się liczy. I teraz, jak się słucha pani Manowskiej, ona ma w głębokim poważaniu, że każdy głos się liczy - oceniła.

Zdaniem prowadzącego "Poranek TOK FM" Macieja Kluczki konsekwencje obecnego zamieszania możemy zobaczyć przy okazji kolejnych wyborów. Bo część wyborców może się zniechęcić do udziału w głosowaniu.

- Jeśli teraz przedstawiciele państwa, przedstawiciele władzy sądowniczej, a taką przedstawicielką jest pani Manowska mówi o "bajzlu", że ma za dużo pracy, to po prostu wpływa na zaufanie - nas obywatelek i obywateli - do państwa - przekonywała Rigamonti.