Sprawcy masakry w Buczy boją się powrotu na front. "Mogą trafić tam, skąd nie wrócą żywi"

Rosyjscy żołnierze, oskarżani o masakrę w Buczy, mają wrócić do Ukrainy. Przede wszystkim po to, by zastraszać ludność cywilną. Ale jak mówi Agnieszka Lichnerowicz, to nie jest jedyny cel. Dziennikarka TOK FM wyjaśniła, że chodzi o to, by wysłać żołnierzy z 64. Samodzielnej Brygady Strzelców Zmotoryzowanych w takie miejsca, z których nie wrócą żywi.
Zobacz wideo

Wywiad wojskowy Ukrainy opublikował w poniedziałek dane ponad 1600 żołnierzy 64. Samodzielnej Brygady Strzelców Zmotoryzowanych, która ma być odpowiedzialna za masakrę cywilów w Buczy. W podkijowskiej miejscowości Rosjanie mieli zamordować ponad 300 osób. Wiele z tych osób było torturowanych, mieli związane ręce.

We wtorek ukraiński wywiad poinformował, że 64. Samodzielna Brygada Strzelców Zmotoryzowanych ma wrócić na Ukrainę. Żołnierze mogą trafić do strefy walk, prawdopodobnie w obwodzie charkowskim. Strona ukraińska ostrzega, że może chodzić m.in. o "'zutylizowanie' niepotrzebnych świadków".

Agnieszka Lichnerowicz, która od kilku tygodni przebywa w Ukrainie, relacjonowała w TOK FM, że członkowie jednostki, która miała dokonać mordów w okolicy Kijowa, nie chcą wracać na front. - Rozumieją, że mogą odpowiadać za zbrodnie wojenne, że tutaj wszyscy już ich znają. Według strony ukraińskiej ich dowódcy nie przyjmują tych odmów. Chcą ich tu wysłać, żeby po prostu siać terror, żeby ludzie się bali - mówiła. 

Zastraszanie, terror to nie jedyny cel rosyjskiego dowództwa. Jak stwierdziła dziennikarka TOK FM, chodzi o to, by wysłać żołnierzy z 64. Samodzielnej Brygady Strzelców Zmotoryzowanych "w takie miejsca, z których nie wrócą żywi". 

Bo jeśli nie przeżyją, to nie będą mogli świadkami w ewentualnych procesach dotyczących zbrodni wojennych. - Aktywiści, którzy zajmują się zbieraniem dowodów na zbrodnie wojenne oraz ukraińskie władze od samego początku powtarzają, że będą próbować na wszystkie sposoby to osądzić. Oczywiście skupiamy się na tym, czy głównodowodzący, czyli prezydent Władimir Putin może za to odpowiedzieć. Ale przecież odpowiedzialność mogą ponieść też ci, którzy wykonywali rozkazy. Więc mówienie o osądzaniu zbrodni wojennych może mieć wpływ na tych, którzy zrzucają bomby, dokonują egzekucji - oceniła Agnieszka Lichnerowicz.

Posłuchaj całej rozmowy Mikołaja Lizuta z Agnieszką Lichnerowicz:

Teraz z kodem: UKRAINA odsłuchasz każdą audycję i podcast TOK FM. Aktywuj kod tutaj ->>

DOSTĘP PREMIUM