Putin sięgnie po argument "wsparcia Zachodu", by wypowiedzieć wojnę Ukrainie? "Może stwierdzić, że to zagrożenie"

Cała świat zastanawia się, co Władimir Putin powie swojemu narodowi podczas obchodów Dnia Zwycięstwa. Zdaniem generała dywizji w stanie spoczynku Leona Komornickiego, prezydent Rosji może ogłosić powszechną mobilizację wojska, a winą za to obciąży Zachód.

W obchodzonym w Rosji 9 maja Dniu Zwycięstwa, świętowanym jako rocznica zwycięstwa nad faszyzmem, na Placu Czerwonym w Moskwie odbędzie się defilada wojskowa. Przyjmować ją będzie siedzący na trybunie honorowej Władimir Putin. Tym razem jednak nie będzie wokół niego żadnych zagranicznych przywódców. Świat zastanawia się, czy okazja ta zostanie przez niego wykorzystana do wypowiedzenia Ukrainie wojny i ogłoszenia powszechnej mobilizacji. W obliczu braku znaczących postępów na froncie ukraińskim miałoby to być wzmocnienie dla rosyjskiej ofensywy. 

O tym, że rosyjska armia nie realizuje celów w Ukrainie, mówił w "Pierwszym Śniadaniu w TOK-u" gen. dywizji w stanie spoczynku Leon Komornicki, były zastępca szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. 

2 km na dobę zamiast 40 km

- Rosyjska armia nie zrealizowała żadnego celu wojskowego ani politycznego o znaczeniu strategicznym czy taktycznym. Zwycięstwa są okupione olbrzymimi stratami. Postęp tej ofensywy to 2 km na dobę, gdzie normy rosyjskie przewidują 40 km na dobę. Jest to wyjątkowo nieudolne działanie - stwierdził generał w rozmowie z Wojciechem Muzalem. 

Prognozował, że mimo to Rosja będzie chciała pokazać to, co robi w Ukrainie, jako zwycięstwo. Dodatkowo stawiając to w kontekście rocznicy zwycięstwa nad nazistowskimi Niemcami. - Bo tak to jest legitymizowane - jako wojna z faszyzmem w Ukrainie - wskazywał.

Winny będzie Zachód?

Czy możemy się dziś spodziewać w Moskwie deklaracji wypowiedzenia wojny Ukrainie? - Nie sądzę, żeby Putin się przyznał, że "operacja specjalna" nie powiodła się i w związku z tym ogłasza wojnę i powszechną mobilizację, bo tym samym przyznałby się do porażki, a tego nie uczyni w Dniu Zwycięstwa - mówił gen. Komornicki. Ale przedstawił też nieco inny scenariusz, a właściwie inne ułożenie narracji.

- Putin mógłby za to powiedzieć, że do "operacji specjalnej" dołączył Zachód, dostarczając Ukrainie technikę i broń. W związku z tym mógłby uznać, że czuje się tym zagrożony i dlatego ogłasza powszechną mobilizację i tym samym rozpoczyna wojnę - wskazywał wojskowy.

Pytany o to, co zobaczymy w czasie defilady w Moskwie, wskazał, że zapewne będą to sztandarowe rosyjskie dywizje czy jednostki taktyczne, jak również rakiety międzykontynentalne, jak choćby Satan - jej niedawne testy wykorzystano w przekazach propagandowych. - Ale obrazem, który tego nie zamaże, jest wojna w Ukrainie, jej technika, która nie zdaje tam egzaminu, zdemoralizowany i niewyszkolony żołnierz, dopuszczający się grabieży i gwałtu, aktów ludobójstwa. Tego w przestrzeni nierosyjskiej nie da się zmazać - mówił gen. Komornicki, podkreślając, że oczywiście przekaz dla samych Rosjan będzie znacznie czytelniejszy. 

Defilada w zrujnowanym mieście

Czy należy się spodziewać defilady w zrujnowanym Mariupolu, gdzie w zakładach Azowstal wciąż bronią się żołnierze ukraińskiego pułku Azow? - Być może przejdzie tam jakaś mała defilada, w czasie której mogłoby zostać odtrąbione zwycięstwo i uzyskanie połączenia lądowego z Krymem. Może będzie to jakiś mały przemarsz, pokazanie wziętych do niewoli Ukraińców. Próba pokazania, że jakiś cel został osiągnięty - zastanawiał się rozmówca Wojciecha Muzala.

Ale zaraz dodawał, że jeśli analizować postępy rosyjskiego wojska, to cele nie zostały osiągnięte - Donbas nie jest opanowany, nie powiększono granic separatystycznych republik w założonym zakresie, Ukraina nie jest też odcięta od Morza Czarnego. - Choć u wybrzeża pokazały się okręty podwodne floty rosyjskiej, które mogą wykonywać uderzenia na siły lądowe i wzmocnić siłę uderzenia, bo Rosja wyczerpuje swój arsenał - dodał. 

DOSTĘP PREMIUM