Putin boi się zmuszać Rosjan do "przymierzania trumny". Liczy więc na "hajlujących nazioli"

Zarówno Ukraińcy, jak i Rosjanie trwają w impasie na froncie walk. Aby go przełamać, Rosjanie werbują ochotników do walki. Jak jednak mówił w TOK FM Zbigniew Parafianowicz, odbywa się to "po cichu", bo Putin nie może sobie pozwolić, by zmuszać Rosjan do "przymierzania trumny". - A przymusowy nabór do wojska i jechanie do Ukrainy to jest właśnie "przymierzanie trumny" - tłumaczył dziennikarz "Dziennika Gazety Prawnej".
Zobacz wideo

Wojska rosyjskie są w trakcie przerwy operacyjnej w Donbasie, ale kontynuują tam pomniejsze operacje i przygotowują się do rozpoczęcia ofensywy na dużą skalę - poinformował amerykański Instytut Studiów nad Wojną. Jednak - zdaniem Zbigniewa Parafianowicza "Dziennika Gazety Prawnej" - zarówno armia ukraińska, jak i rosyjska trwają w impasie, który trudno im przełamać. - Obie strony zatrzymały się i nie mogą doprowadzić do czegoś, co można byłoby określić strategicznym sukcesem. To widać już od wielu tygodni. Jedynym zauważalnym rosyjskim sukcesem jest przebicie korytarza lądowego na Krym - mówił w TOK FM.

Rozmówca Piotra Najsztuba zwrócił uwagę, że aby przełamać ten impas, Rosjanie werbują ochotników do walki na froncie w Ukrainie. Jednak – jak podkreślił – odbywa się to "po cichu". - Bo Putin nie może sobie pozwolić na otwarte i pod przymusem werbowanie do wojny. Nie mógłby tego zrobić bez strat politycznych. Ponieważ mimo tego, że swoją władzę legitymizuje siłą, to jest w tym mafijno-oligarchicznym systemie władzy element umowy społecznej, szczególnie ze specyficzną rosyjską klasą średnią. Są nią wszelkie struktury siłowe i mundurowe. Ta umowa społeczna z nimi polega na tym, że nie muszą "przymierzać trumny". A przymusowy nabór do wojska i jechanie do Ukrainy to jest właśnie "przymierzanie trumny" - tłumaczył.

Przypomniał, że takie "przymierzanie trumien" przez rosyjskich żołnierzy miało miejsce w latach 80. w Afganistanie i od tego czasu mocno zakorzeniło się w głowach rosyjskich. - Powtórka z Afganistanu jest całkiem realna, jeśli chodzi o kreowanie ogólnorosyjskiej traumy po wojnie. Zresztą już na tym etapie wojny ok. 60 proc. składu osobowego, który na początku wziął udział w inwazji na Ukrainę, nie bierze już udziału w tej wojnie. Część z tych osób nie żyje, a część została wycofana, bo odniosła rany i już nie może walczyć (…) "Przymierzanie trumien" jest więc teraz dla władzy problemem – podkreślił.

Dlatego – w jego ocenie – z pomocą władzy przychodzi tzw. grupa Wagnera, która "po cichu" werbuje m.in. rosyjskich więźniów na wojnę z Ukrainą. - Ta grupa to konfederacja wielu firm, stowarzyszeń patriotycznych, które w Rosji tworzą taki prywatny sektor wojskowy. Ale jest to bardziej projekt PR niż realne przedsięwzięcie wojskowe – powiedział.

Tłumaczył również, że stowarzyszenia patriotyczne, które wchodzą w skład Wagnerowców, to m.in. organizacje neonazistowskie, które są grupami przestępczymi zajmującymi się w Rosji np. wymuszaniem haraczy. - Tak wygląda ten biznes prywatnych armii. To są także zwykli, hajlujący naziole, którzy po powrocie z frontu do Rosji, handlują narkotykami czy realizują to, co w Polsce nazywamy "dziesioną z dwóją", a więc zuchwałym napadem z kradzieżą i z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Na froncie Wagnerowcy bardziej sprawdzają się jako siły siejące terror, czego dowiedli np. w Syrii. Ale w warunkach starcia z realną siłą zbrojną jak Ukraińcy są bez szans – stwierdził.

"Zełenski patrzy ma wojnę w kategoriach politycznych"

Zbigniew Parafianowicz zwrócił uwagę, że patowa sytuacja na froncie również po stronie ukraińskiej powoduje poważne problemy. Przypomniał pierwszy zgrzyt, do którego doszło między Zełenskim a ukraińskimi wojskowymi w ubiegłym tygodniu. Prezydent skrytykował wtedy decyzję Sztabu Generalnego Ukrainy o tym, że mężczyźni w wieku poborowym mają nie opuszczać swoich miejsc zamieszkania. - Proszę Sztab Generalny, aby w przyszłości nie podejmował podobnych decyzji bez mojego udziału – oświadczył lider Ukrainy.

- Ukraińcy, którzy są zatrzymani w Donbasie, nie mogą skutecznie się regenerować, a to rodzi frustrację w wojskowych. Oni i państwa, które wspomagają wojskowo Ukrainę, naciskają na prezydenta Zełenskiego, by pokazał, że ta kontrofensywa na południu jest możliwa. To jest cel minimum: przełamanie korytarza lądowego, który Rosjanie "wybili" do Krymu od strony terytorium Rosji - mówił i dodał, że Zełenski czując tę presję, patrzy na wojnę w kategoriach politycznych – jako prezydent, który będzie się ubiegał o reelekcję. A żołnierze patrzą na wojnę ze swojej - militarnej - perspektywy. Właśnie z tej różnicy zrodził się pierwszy zgrzyt między obiema stronami.

DOSTĘP PREMIUM