Ostatni raz widziała siostrę w kwietniu na rosyjskim zdjęciu. "Podpisali ludzi numerami jak więźniów z Buchenwaldu"

Ostatnią wiadomość od siostry dostała 12 kwietnia. Przeczytała w niej rozpaczliwą relację z Mariupola: "Nie wiem, co się z nami stanie. Wszędzie słychać krzyk. Jesteśmy otoczeni i nie mamy dokąd pójść". - Od tego czasu nie mam informacji o jej losach. Jedynie 14 kwietnia znalazłam na rosyjskim kanale Telegramu zdjęcia mojej Oleny i innych medycznych pracowników szpitala. Były podpisane numerami, jak zdjęcia więźniów z Buchenwaldu - opisywała w TOK FM Swietłana Harlińska, siostra pielęgniarki ze szpitala wojskowego w Mariupolu.
Zobacz wideo

Po tym, jak Rosjanie rozpoczęli okupację Mariupola, do ich niewoli trafiło wielu cywilów, w tym ok. 300 pracowników medycznych. Wśród nich znalazł się personel 555. Szpitala Wojskowego. Rosja nie ujawnia, co się z nimi dzieje. Prawdopodobnie zostali wywiezieni na terytorium okupanta. Rodziny porwanych Ukraińców błagają świat o interwencję w tej sprawie. Jedną z nich jest Swietłana Harlińska – siostra uwięzionej pielęgniarki ze szpitala w Mariupolu - która była gościnią TOK FM.

- Od ponad 110 dni medycy z tego szpitala są przetrzymywani przez państwo agresora. Wśród nich jest moja siostra, 49-letnia Olena Biejowska, matka dwóch synów. Wcześniej przychodziły do mnie telefony i SMS-y, w których dawała znać, że żyje. Zawsze pytała też, co z naszą matką. Później na szpital w Mariupolu rzucono bomby lotnicze i jego pomieszczenia zostały zniszczone. Wtedy (personel szpitala – przyp. red.) przeniósł się do Zakładów Metalurgicznych Azowstal, gdzie umieszczono bardzo wielu rannych: wojskowych i cywilnych. Siostra mówiła, że wszystkie piwnice tych zakładów były zapełnione rannymi. Wszędzie było czuć zapach krwi – opowiadała Harlińska w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

Jak dodała, ostatnią wiadomość od siostry dostała 12 kwietnia. Przeczytała w niej rozpaczliwą relację: "Nie wiem, co się z nami stanie. Wszędzie słychać krzyk. Jesteśmy otoczeni i nie mamy dokąd pójść". Po tym SMS-ie kontakt sióstr się urwał. - Od tego czasu nie mam informacji o jej losach. Jedynie 14 kwietnia znalazłam na rosyjskim kanale Telegramu zdjęcia mojej Oleny i innych medycznych pracowników szpitala. Fotografie opublikowali Rosjanie. Nie były podpisane imionami ani nazwiskami, tylko numerami, jak zdjęcia więźniów z Buchenwaldu. Zostały zrobione w niewoli. Kobiety i chłopaki byli na nich bardzo zmęczeni i zapłakani – opisywała łamiącym się głosem.

Podkreśliła, że ona i inne rodzinny pojmanych mieszkańców Mariupola liczą, że świat "nie zamknie oczu na nieludzkie czyny Rosjan". - Chcemy, by pomógł nam sprowadzić naszych krewnych do domu. Bardzo was o to proszę, bo dla nas najważniejsze jest życie naszych krewnych. Pozostałam w Ukrainie i każdego dnia modlę się o ich życie i zdrowie – wyznała gościni TOK FM.

Przypomnijmy, Mariupol to największe ukraińskie miasto, które zdobyli Rosjanie. Przed rozpoczęciem ataku rosyjskiego na Ukrainę mieszkało tam blisko 500 tys. ludzi. Portowe miasto nad Morzem Azowskim było jednym z ważniejszych celów strategicznych dla Moskwy. Praktycznie od początku wojny, czyli od 24 lutego, Mariupol był ostrzeliwany i bombardowany. Celami były m.in. szpitale i teatr, w którym schronili się cywile. Rosjanie zniszczyli też wodociągi i sieci energetyczne. Mieszkańcy oblężonego miasta umierali nie tylko do ran, ale też z pragnienia i z głodu.

DOSTĘP PREMIUM