"Kucharz Putina" przyznał się do ingerencji w wybory w USA. Bosacki: Ma status jak Patryk Jaki i Janusz Kowalski

Jewgienij Prigożyn - zwany "kucharzem Putina" - potwierdził ingerencje Rosjan w amerykańskie wybory. Zdaniem Marcina Bosackiego Kreml świetnie opanował manipulowanie kampaniami wyborczymi w USA. - Jednak wyznanie Prigożyna ma znaczenie raczej bezczelne niż oficjalne - mówił w TOK FM senator PO. Sformułował również zaskakujące porównanie statusu "kucharza Putina" do tego, który ma w polskiej polityce Patryk Jaki i Janusz Kowalski.
Zobacz wideo

"Proszę państwa, interweniowaliśmy, interweniujemy i będziemy to robić nadal. Delikatnie, precyzyjnie, chirurgicznie i po swojemu, tak jak umiemy. Podczas punktowych operacji usuniemy obie nerki i wątrobę" - tak Jewgienij Prigożyn odpowiedział na pytanie o udział Rosji w trwających właśnie wyborach do amerykańskiego Kongresu. Słowa te padły w wywiadzie dla Russia News.

Jewgienij Prigożyn to współtwórca tzw. grupy Wagnera, czyli prywatnej firmy, której najemnicy walczą m.in. przeciwko Ukrainie. To on ma stać za petersburskimi farmami trolli, za co został objęty sankcjami zarówno USA, jak i UE. To należące do niego firmy cateringowe obsługiwały m.in. kolacje Władimira Putina z zagranicznymi dygnitarzami i wygrały przetarg na zaopatrzenie rosyjskiej armii. Dlatego też nazywany jest "kucharzem Putina".

Jak przypomniał w TOK FM senator Marcin Bosacki, to, że Rosjanie odegrali istotną rolę w dojściu do władzy Donalda Trumpa w 2016 roku, jest "właściwie oczywiste". - Są na to dowody. Rosjanie świetnie manipulowali finiszem kampanii w wyborczej w 2016 roku, kiedy przeciekiem o błędach Hillary Clinton przykryli bardzo niepokojące dla samego Trumpa wypowiedzi o kobietach. To jest wyższa szkoła socjologii i propagandy wyborczej. A oni to potrafią - mówił gość audycji "A teraz na poważnie".

Prigożyn jak... Patryk Jaki i Janusz Kowalski

Do tego, jak zwrócił uwagę Marcin Bosacki, Rosjanie korzystają też pewnie ze swojej agentury w amerykańskich mediach i środowiskach politycznych. - Trudno sobie wyobrazić, żeby jej tam nie było. Natomiast ja nie przesadzałbym ze skalą tych wpływów. To nie jest tak, że sama agentura powtarza tezy rosyjskiej propagandy, bardziej jest to wspólnota interesów między skrajną prawicą a celami Putina - stwierdził.

Jak ocenił rozmówca Mikołaja Lizuta, "to, że Prigożyn potwierdza (rosyjską ingerencję w amerykańskie wybory - przyp. red.), ma pewne znaczenie, ale znaczenie raczej bezczelne, niż oficjalne". Senator porównał też rosyjskiego oligarchę do dwóch polityków z polskiej sceny politycznej.

- On ma taki status, jak u nas panowie Jaki czy Kowalski, zanim zostali ministrami. Prigożyn ma taką funkcję, że mówi rzeczy, które są najbardziej agresywne, prowokujące Zachód. To dużo zmienia propagandowo, ale niewiele zmienia w polityce. Amerykanie, ktokolwiek tam rządzi, wiedzą, że Rosjanie w ich wyborach maczali swoje palce, podobnie jak maczali je w referendum brexitowym, jak próbowali maczać w wyborach francuskich i prawdopodobnie również w wyborach polskich - mówił rozmówca Mikołaja Lizuta.

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM