Jednodniowy pucz Prigożyna. "Nie można wykluczyć ustawki"
Amerykański wywiad dowiedział się już w połowie czerwca, że Jewgienij Prigożyn szykuje zbrojną rebelię - napisał w sobotę dziennik 'The Washington Post', powołując się na rozmowy z niewymienionymi z nazwiska wysokimi urzędnikami administracji USA. Zdaniem wywiadu, Putin również został poinformowany o zagrożeniu i było to "zdecydowanie ponad 24 godziny temu" - twierdzi gazeta. Dlaczego zatem nie zostały podjęte działania? Czy Putin wiedział, że Prigożyn się zatrzyma czy mamy do czynienia z jakąś wielopiętrową ustawką? - pytała w "Poranku Radia TOK FM" Anna Piekutowska.
Zdaniem Anny Łabuszewskiej, autorki bloga w "Tygodniku Powszechnym" 17 mgnień Rosji "tej ustawki nie należy lekceważyć jako jednej z opcji, którą można tłumaczyć to, co się wydarzyło wczoraj". - Jednodniowy pucz Prigożyna jest jeszcze materią do zbadania - podkreśliła.
Jak mówiła, należy jednak na to wydarzenie spojrzeć w szerszym kontekście. - Putin bardzo chce mieć jakiś sukces na koncie, jeśli chodzi o wojnę z Ukrainą. Jego logika postępowania i horyzont, jaki ma przed sobą to marzec 2024 roku - wybory prezydenckie. I cały wysiłek jego administracji idzie teraz na to, żeby zachęcić wyborców do głosowania - wskazała.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
"Słodkie słowo bunt"
Jak dodała ekspertka, na to, że Prigożyn się zbuntuje zanosiło się już od jakiegoś czasu. - 11 czerwca napisałam na moim blogu tekst, który zatytułowałam "Słodkie słowo bunt", bo już wtedy pachniało mi jakąś kurzawą wokół tego, co się może wydarzyć na linii Prigożyn i ministerstwo obrony, że Prigożyn zacznie brykać - mówiła. I wskazała, że jego Grupa Wagnera miała zasługi w tym, że po miesiącach bardzo krwawych walk udało się zdobyć Bachmut. - To brykanie Prigożyna było też efektem tego, że on oczekiwał najwyraźniej docenienia swojej osoby i jego wkładu w wojnę w Ukrainie, ale nic się nie działo w tej materii - oceniła Łabuszewska. I przypomniała nagrania Prigożyna, które obiegały internet i były szeroko komentowane. - On tam mówił rzeczy, które nie mogły się podobać Putinowi. Dotyczyło to Szojgu i Gierasimowa. A ostatnio przeszedł już do krytyki putnizmu, krytykował korupcję, niedołęstwo urzędników - mówiła.
Według Łabuszewskiej, jeśli chodzi o wczorajszy marsz na Moskwę "może oczywiście być tak, że miał wszystko dogadane". - Nie wiem czy z Putinem, może z kimś z jego otoczenia. Wiele wskazuje na to, że w otoczeniu Putina są podziały, bo rośnie niecierpliwość - zaznaczyła.
I dodał, że z przecieków wynikało, że Prigożyn ma dojścia na Kremlu. - Być może był to szef administracji prezydenta albo jego zastępca, którzy są takimi animatorami tego, co dzieje się na wewnętrznej scenie i są odpowiedzialni za przygotowanie gruntu pod wybory. Być może ktoś jeszcze wziął udział w wypuszczeniu Prigożyna na arenę. Oczywiście jest tak, że to do końca nie było niekontrolowane przez Kreml, choć wiele na początku wskazywało na to, że to jest akt nieposłuszeństwa Prigożyna - oceniła Łabuszewska.
Zdaniem autorki bloga 17 mgnień Rosji i tak oznacza to, że rosyjski reżim jest w poważnym kryzysie. - Ale jest w stanie przynajmniej opanować taką sytuację, jaka wczoraj powstała albo ją wręcz wykreować. Dzisiaj jest za wcześnie, żeby powiedzieć, która z tych wersji jest prawdziwa. I to jest wielki kryzys putinizmu, ale to nie Prigożyn go stworzył, tylko błędna polityka Putina, to, że system też gnije i się zawala pod ciężarem tego gnicia, jest niewydolny. I to też było wczoraj widać na przykładzie tego buntu, czy sterowanego czy niesterowanego to w tym momencie drugorzędna sprawa - podsumowała gościni TOK FM.