Poprzednie zamachy "wykreowały" Putina jako "wojownika". Czy tak będzie i tym razem?
Uzbrojeni napastnicy zaatakowali w piątek salę koncertową Crocus City Hall w Krasnogorsku pod Moskwą. Otworzono do ludzi ogień, były też doniesienia o eksplozjach. W budynku wybuchł pożar, w wyniku którego zawaliło się górne piętro budynku.
Zamachowcy, zbiegli z miejsca zamachu. W sobotę rano portal Meduza poinformował o zatrzymaniu w związku z zamachem 11 osób.
Piątkowy zamach był tematem rozmowy z Piotra Jaśkowiaka z Wacławem Radziwinowiczem. Dziennikarz "Gazety Wyborczej" nie ukrywał, że wydarzenia, do których doszło pod Moskwą, są bardzo trudne do komentowania, ponieważ w rosyjskich mediach brakuje konkretnych informacji.
Zamach pod Moskwą. Brak wytycznych z Kremla
- Wygląda na to, że jest tam ciągle ogromne zamieszanie. Brak informacji i zagubienie się tych oficjalnych mediów kremlowskich jest po prostu niesamowite. Jeszcze o godzinie ósmej ich czasu, czyli o naszej szóstej i wcześniej, prezenterki telewizyjne występowały w kolorowych ciuszkach. Dopiero przy wiadomościach o godzinie 9:00 prezenterka była ubrana na czarno. A to znaczy, że na Kremlu wcześniej nie potrafili wydać dyspozycji, żeby tak zrobić. Oni by się nie przebrali, dopóki nie dostali informacji. Jeżeli nawet tego nie ma, to znaczy, że zamieszanie jest ogromne - tłumaczył.
Rosja zaskoczona atakiem pod Moskwą. 'Sami nie wiedzą, kogo oskarżył'
Radziwinowicz nie ukrywał, że walka ze skutkami zamachu zajmie sporo czasu, ponieważ miejsce, w którym do niego doszło, jest "ogromnym obiektem". - To jest kilka hektarów pod dachem - podkreślił. Dlatego dogaszanie i przeszukiwanie szybko się nie zakończy. A liczba ofiar może wzrosnąć.
Do przeprowadzenia zamachu przyznało się Państwo Islamskie (ISIS) - podał Reuters, powołując się na kanał w Telegramie tej organizacji terrorystycznej. Dziennikarz "Gazety Wyborczej" ma wątpliwości co do tej deklaracji. - Przyznanie się nikogo nie przekonuje, bo ta organizacja przyznawała się do wszelkich zamachów terrorystycznych. A nawet do klęsk żywiołowych - stwierdził. Wskazał jednak inna ważną rzecz.
- Przed takim atakiem, właśnie z tej strony, jeszcze 7 marca przestrzegał swoich obywateli będących w Rosji i władze rosyjskie Waszyngton. Amerykańskie służby, wydały komunikat, pisząc w sposób kategoryczny, że nieuniknione są tego typu wydarzenia. A tego słowa bardzo unikają - podkreślił. Co więcej, amerykańskie służby potwierdził prawdziwość tych informacji. - Przyznanie, nieprzyznanie ISIS nie jest takie ważne. Ważne jest to, że służby, które sprawnie działają, to potwierdzają - podsumował .
To nie pierwszy tragiczny zamach w Rosji
Piotr Jaśkowiak przypomniał, że do podobnych ataków terrorystycznych dochodziło w Rosji już wcześniej. Poczynając od roku 1999. - Putin ma bardzo złą historię kredytową, że się tak wyrażę. Bo rzeczywiście wysadzenie domów z cywilami najpierw w Bujnaksku. Potem dwóch w Moskwie, potem jeszcze w Wołgodońsku przysporzyło mu popularności. Wykreowało go tak naprawdę - wyjaśniał.
Szef MON uspokaja po ataku pod Moskwą. 'Stale monitorujemy sytuację'
Dzięki nim prezentował się jako "wielki maczo, wojownik, który wrogów będzie nawet w kiblach mordował". - To mu dało prezydenturę - stwierdził dziennikarz.
Kolejnym tragicznym wydarzeniem był atak na szkołę w Biesłanie. To posłużyło Putinowi "do przykręcania śruby w polityce wewnętrznej". - On to zawsze wykorzystywał - powiedział Wacław Radziwinowicz. Dlatego "nie można mu udzielić kredytu zaufania i automatycznie przypisuje mu się winę za tego typu tragedie".
Putin i Rosja "w wielkiej rozterce"
Potwierdzeniem chaosu, o którym komentator wspominał już wcześniej, jest także zapowiadanie i odwoływanie orędzia Putina. Początkowo informowano, że rosyjski prezydent przemówi do narodu w piątek. Tak się jednak nie stało.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
- To jest też symptom, że nie wiedzą, co mają zrobić, chociaż minęło już tyle godzin. Nie potrafią zrobić tego, co bardzo by chcieli, czyli przypisać tego, co się wydarzyło Ukraińcom (...) Najlepiej byłoby znaleźć jakiegoś terrorystę i znaleźli przy nim wizytówkę Zełenskiego - wyjaśnił Radziwinowicz.
Wtedy zdaniem dziennikarza, "odetchnęliby pełną piersią i ta cała maszyna propagandowa by zadziałała".