Grecja w ogniu. A gdyby do takich pożarów doszło w Polsce? Nie mamy dobrych informacji
Obszar objęty pożarem na północ od Aten jest cztery razy większy niż powierzchnia miasta. Ogień jest trudny do ugaszenia, bo w Grecji panują upały, a dodatkowo wieje bardzo silny wiatr. Władze kraju zwróciły się o zagraniczną pomoc. Sprzęt i ludzi wysyłają Francja, Czechy, Włochy i Rumunia. Pomoc zaoferowała też polska straż pożarna.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Pożary w Grecji. Ogień wejdzie do Aten?
Zdaniem Kamila Wyszkowskiego z UN Global Compact Grecy są obecnie lepiej przygotowani do akcji gaśniczych niż rok temu. - Teraz rozlokowali jednostki gaśnicze tak, żeby system wczesnego ostrzegania był lepszy. Zrobili też przesieki pomiędzy obszarami, gdzie są kompleksy leśne, wyłożyli je kamieniami i tam też są zbiorniki z wodą na wypadek tego, gdyby coś się zaczęło dziać. Plus, że mają w gotowości lotnicze jednostki gaśnicze. I to działa. To rzeczywiście zrobiło robotę wokół tego ogniska pożarowego w okolicach jeziora Marathon i ten ogień się nie rozprzestrzenił. Ale nie udało się to w przypadku pożaru na północ od Aten. Tam jest źle - mówił w 'Pierwszym programie' w TOK FM.
Rozmówca Wojciecha Muzala ocenił, że ogień do stolicy Grecji nie wejdzie. - Ateny są przygotowane na to, żeby nie doszło do wejścia pożaru w miasto. Natomiast lasy niestety zostaną strawione i skala jest monstrualna. Prawdopodobnie, jeśli ten wiatr się utrzyma i strażacy będą bezradni, to sięgną po pomoc europejską - uważa Wyszkowski.
Co, gdyby do takich pożarów doszło w Polsce? 'Nie mielibyśmy czym gasić'
W opinii Kamila Wyszkowskiego pożary na południu Europy to sytuacja bez precedensu. Jak podkreślił, w poprzednich latach pożarów od stycznia do lata było średnio ok. 700, w tym roku już ponad 3 000. Wynika to między innymi ze wzrostu temperatur, który jest spowodowany zmianami klimatu.
I dodał, że dotyczy to także Polski. - W Polsce w latach 1950-1990 temperatury powyżej 30 stopni Celsjusza to były pojedyncze dni. Natomiast od 1990 roku do dziś to już jest kilkanaście-kilkadziesiąt dni w skali roku. Czyli mamy do czynienia z anomalią, która stała się nową normą - alarmował gość TOK FM.
Ekspert przekonywał, że w związku z tym w najbliższych latach trzeba będzie przeznaczać więcej środków na prewencję związaną z przeciwdziałaniem pożarom.
- Na pewno powinniśmy wdrożyć podobne mechanizmy jak np. w Hiszpanii, gdzie mamy zbudowany system zbiorników retencyjnych dwufunkcyjnych, które zbierają wodę na etapie opadów, a potem wypuszczają na etapie suszy. Właśnie po to, żeby utrzymać na odpowiednim poziomie wilgotność, np. ściółki leśnej. W Hiszpanii takich zbiorników jest ponad 2 000, w Polsce sześćdziesiąt kilka. Powinniśmy mieć mniej więcej tyle, co Hiszpania. Bo ten kraj magazynuje wodę deszczową, która spada na ich terytorium w 46 procentach, a my w sześciu - mówił Wyszkowski.
- Polska powinna tę rekomendację bardzo szybko wziąć pod uwagę. Bo gdyby u nas doszło do sytuacji podobnej jak w Grecji, to zabrakłoby wody do gaszenia tych lasów oraz jednostek straży pożarnej - ostrzegał rozmówca Wojciecha Muzala.