Wielki deal Trumpa i Zełenskiego to "kupowanie kota w worku". Kto zyska najbardziej? "To bilet wstępu"
- Donald Trump zapowiedział, że w piątek Wołodymyr Zełenski przyleci do Białego Domu;
- W ocenie Michała Kacewicza z Biełsatu dla prezydenta USA "to okazja, by okazać Amerykanom, że dotychczasowa i dalsza pomoc dla Ukrainy nie jest bezinteresowna, ale będzie opłacalna dla amerykańskiego podatnika";
- A w co gra Zełenski? "Relacje gospodarcze, które się zrodzą po podpisaniu umowy ze USA może wykorzystać jako dźwignię, co pozwoli na związanie dużych gospodarek z gospodarką ukraińską" - dodał w TOK FM.
Prawdopodobnie zbliża się spotkanie prezydentów USA i Ukrainy, Donalda Trumpa i Wołodymyra Zełenskiego. Trump powiedział, że oczekuje wizyty Zełenskiego w Białym Domu w piątek. Zełenski w środę wyjaśnił, że kompromis osiągnięty ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie eksploatacji ukraińskich bogactw mineralnych jego kraju jest dopiero 'początkiem' i 'porozumieniem ramowym'. Podkreślił, że sukces umowy będzie zależał od rozmów z amerykańskim prezydentem. Z kolei przedstawiciel Białego Domu, cytowany przez agencję Reutera, powiedział, że jeśli umowa o minerałach nie zostanie sfinalizowana, wizyta Zełenskiego w Waszyngtonie nie będzie miała sensu.
- Ukraińcy grają o to, żeby w przyszłości nie być aż tak mocno uzależnieni gospodarczo od Stanów Zjednoczonych. Z drugiej strony o samej umowie wiemy niewiele. Choćby to, że 50 proc. dochodów ze strony Ukrainy ma być przekazywane do funduszu inwestycyjnego, który będzie z kolei inwestował w gospodarkę ukraińską - skomentował w TOK FM Michał Kacewicz z Biełsatu.
Wiadomo też np. że w dokumentach ma być mowa o nowo odkrytych złożach. Przy czym, dodaje się - zastrzegł rozmówca Jakuba Janiszewskiego - że są one ogromne, ale jednoznacznych dowodów na to nie ma. - Brzmi jak historia ze sprzedawaniem kota w worku. Jeżeli spojrzymy na naszą historię, to jest jak z gazem łupkowym. Polsce też miało to zapewnić drugie Emiraty i dać wielkie amerykańskie inwestycje, ale nic z tego nie wyszło - dopowiedział.
Bilet wstępu dla Trumpa i ukłon
Administracja Trumpa porozumienie zakładające dostęp USA do ukraińskich złóż metali ziem rzadkich forsuje od początku lutego. Według Waszyngtonu, ma to by być forma zapłaty za udzieloną Kijowowi amerykańską pomoc. Trump twierdzi, że USA wydały na pomoc Ukrainie 300 lub 350 mld dolarów, choć w rzeczywistości liczba ta jest co najmniej o połowę mniejsza. Osoby z otoczenia Trumpa argumentują też, że samo "partnerstwo ekonomiczne" z USA byłoby dla Ukrainy gwarancją na przyszłość.
W ocenie gościa TOK FM umowa, którą Zełenski chce podpisać w USA jest "biletem wstępu dla Trumpa", który wcześniej zasłynął "głęboko osobistą niechęcią" i "awanturami z władzą w Kijowie".
Zapewnił też, że zyskać miałby na tym także Donald Trump. - To okazja do tego, żeby pokazać Amerykanom, że dotychczasowa i dalsza pomoc dla Ukrainy nie jest bezinteresowna, ale będzie opłacalna dla amerykańskiego podatnika. W związku z czym tzw. wielki deal z Ukrainą jest w pewnym sensie położeniem na stole tego, czego Trump by oczekiwał i czym może się pochwalić swoim wyborcom. To niewątpliwie ukłon w jego stronę - dopowiedział Michał Kacewicz.
'Trump tych spraw nie rozumie'
Kijów do tej pory odrzucał proponowane przez Waszyngton wersje porozumienia, uzasadniając to brakiem konkretnych gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy, które - zdaniem Zełenskiego - muszą być warunkiem porozumienia. Problemem dla Kijowa była także wysokość żądanej przez stronę amerykańską stawki. Prezydent Ukrainy podkreślił, że "nie podpisze czegoś, co później spłacać będzie 10 pokoleń Ukraińców".
- Z perspektywy Kijowa umowa - w całej trudnej sytuacji związanej z wojną - też jest wygodna. Relacje gospodarcze, które się zrodzą może wykorzystać jako dźwignę, która pozwoli na związanie dużych gospodarek z gospodarką ukraińską - wskazał Michał Kacewicz.
Zapewnił też, że prezydent Ukrainy, tak jak Trump, też będzie próbował sprzedać umowę. - Zełenski będzie chciał pokazać, że umowa to także możliwość, by Ameryka nie stała się wrogiem dla Ukrainy i sojusznikiem dla Putina, ale przez inwestycje w przyszłości na Ukrainie związała się z bezpieczeństwem tego kraju, niezależnie od tego, czy znajdą się tam gwarancje bezpieczeństwa czy też nie - dopowiedział.
Na uwagę prowadzącego, że np. gwarancje budapesztańskie nic nie dały, odpowiedział krótko: zgoda. Stąd, wskazał, strona ukraińska cały czas naciska, by pojawiły się innego rodzaju gwarancje. - Tu różne warianty, zależne od wynegocjowanego najpierw zawieszenia broni, a później porozumienia pokojowego. To np. stacjonowanie wojsk europejskich - wskazał konkretny przykład.
Zastrzegł też, że po drodze będą negocjowane jeszcze inne kwestie, w tym np. wybory w Ukrainie. Jak tłumaczył, chodzi o to, żeby nie dopuścić do gry politycznej w Ukrainie, kandydatów jednoznacznie popieranych przez Rosję. - Oni w najbliższych wyborach pewnie nie mają większych szans, natomiast będą elementem budowania od nowa rosyjskich wpływów w Ukrainie. Trump tych spraw zupełnie nie rozumie, więc przekonywanie go do tego, że to ważne, a nawet ważniejsze od kwestii rozwiązań związanych z linią frontu jest bardzo istotne dla Zełenskiego - podsumował w TOK FM.