"Amerykanie się odsłonili". Co teraz? "Przepis na sukces w kontekście Kremla"
- Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował, że w poniedziałek na zaproszenie Donalda Trumpa wybierze się do Waszyngtonu;
- Czy dojdzie potem do wspólnych rozmów z Władimirem Putniem?
- Zdaniem dr Małgorzaty Bonikowskiej z Centrum Stosunków Międzynarodowych szanse na trójstronne spotkanie są nikłe. 'Póki Putin będzie rządził, póki się będzie czuł silny, póty takiego spotkania nie będzie' - podkreśliła w TOK FM.
W poniedziałek w Waszyngtonie prezydent USA będzie rozmawiał z Wołodymyrem Zełenskim o zakończeniu wojny w Ukrainie. Następnym krokiem mają być ich wspólne negocjacje z Władimirem Putinem. To m.in. skutek rozmów Donalda Trumpa z prezydentem Rosji na Alasce, o którym sami politycy wypowiadają się bez szczegółów. Z kolei brytyjski dziennik 'Financial Times' poinformował, Putin w rozmowie z Trumpem zażądał przejęcia obwodu donieckiego, we wschodniej Ukrainie, stawiając to jako warunek zakończenia wojny. Podobną informację podał amerykański 'New York Times', który dodał, że Trump poparł plan oddania kontrolowanych przez Ukrainę części Donbasu w zamian za zawieszenie broni i zamrożenie linii frontu.
- Samo spotkanie na Alasce, gdyby do niego doszło w innym stylu byłoby pożądane. Problem polegał na dwóch rzeczach. Po pierwsze, ono nie musiało tak wyglądać. Trump jako prezydent Stanów Zjednoczonych naprawdę nie musiał aż tak bardzo być zadowolony z tego, że wita Putina. Nie musiał klaskać na jego widok. Nie musiał go zapraszać do limuzyny. Nie musiał poklepywać go po ramieniu. Po drugie spotkanie powinno mieć miejsce wtedy, kiedy Rosja będzie do kompromisu skłonna, a nie wtedy, kiedy Putin wydaje się być zwycięzcą - skomentowała w TOK FM dr Małgorzata Bonikowska, szefowa Centrum Stosunków Międzynarodowych i ekspertka ośrodka analitycznego THINK THANK.
Jak dodała, widać też było podczas rozmów, że Trump się z Putinem liczy i ma do niego respekt. A co robi Putin? Jest znacznie bardziej zdystansowany, nie klepał po ramieniu Trumpa, wyliczyła.
- To znaczy też, że Trump sam siebie spozycjonował jako petent i wydaje się, że tu jest największy problem. A to tym bardziej, że od samego początku prezydentury Trumpa Amerykanie od razu się odsłonili, czyli powiedzieli światu, na czym im najbardziej zależy: na zakończeniu wojny w Ukrainie. W pewnym sensie za wszelką cenę. Jeżeli tak, to Putin chce zakończenia wojny na swoich warunkach. Nie chce się układać, a mieć kontrolę nad Ukrainą - podkreśliła w rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem.
"Przepis na sukces w kontekście Kremla"
W ocenie gościni TOK FM prezydent Trump, który jest przecież z partii Republikańskiej, powinien w tej sytuacji sięgnąć po dobre wzorce z czasów Ronalda Reagana. - To jest przepis na sukces w kontekście Kremla, czyli najpierw siła, działanie, które utrudnią sytuację Rosji na tyle, że nie będzie miała ruchu, a dopiero potem ewentualnie marchewka. Błąd polega na tym, że teraz sytuacja jest odwrócona - dopowiedziała.
- A jak w tej sytuacji wyobrażać pani sobie spotkanie Donald Trump, Wołodymyr Zełenski i Władimir Putin? - dopytywał prowadzący.
- Putin do tego nie doprowadzi, bo nie uznaje Zełenskiego - odpowiedziała krótko dr Małgorzata Bonikowska. Jak tłumaczyła, dla prezydenta Rosji byłoby to byłoby przyznanie się do przegranej, w tym także do tego, że Zełenski jest prezydentem Ukrainy. - Póki Putin będzie rządził, póki się będzie czuł silny, póty takiego spotkania nie będzie. Co innego, gdyby Rosja była rzucona na kolana, przygwożdżona i miała wrażenie, że nie ma innej możliwości, tylko musi się dogadać. Wtedy mielibyśmy zupełnie inną sytuację - dodała szefowa Centrum Stosunków Międzynarodowych.
Tymczasem, jak wskazała, na to się jednak nie zanosi, bo nawet podczas rozmów z Amerykanami Rosja cały czas prowadzi operacje militarne w Ukrainie. - Pokazuje, że w ogóle ma to w nosie, że się niczego nie boi. Tak naprawdę teraz jesteśmy my, jako Zachód, słabsi wizerunkowo i dyplomatyczni, niż byliśmy zanim Trump przejął władzę - podsumowała w TOK FM.