,
Obserwuj
Świat

Wybory po białorusku. "Zmiana władzy nie jest możliwa?"

Agnieszka Lichnerowicz
5 min. czytania
19.12.2010 01:00
Łukaszence udało się przekonać wszystkich: świat, społeczeństwo i zagranicę, że zmiana władzy na Białorusi nie jest możliwa - mówi TOK FM politolog Walery Karbalewicz. Dzisiejsze wybory prezydenckie rzeczywiście prawdopodobnie nic nie zmienią.

Grzywna, więzienie, wojsko. Solidarność po białorusku Czytaj tutaj

Choć niezależne i zależne ośrodki badań opinii publicznej potwierdzają, że Aleksander Łukaszenka jest najpopularniejszym kandydatem i mógłby wygrać nawet w pierwszej turze, to jak twierdzi opozycja władza i tak niczego nie zostawi losowi. Rywale Łukaszenki nie maja wątpliwości, że komisje wyborcze zadbają o wyniki głosowania. I nie powstrzyma ich garstka krajowych i zagranicznych obserwatorów.

Opozycja apeluje więc, by Europa nie dała się nabrać na pozorowaną odwilż. Bo podczas kampanii wyborczej rzeczywiście powiało swobodą. Kandydaci mogli bez przeszkód zbierać podpisy i bez strachu agitować. Wzięli nawet udział w debacie transmitowanej przez telewizję publiczną. - Ale Łukaszenka króluje tam przez 24 godziny na dobę - ripostuje opozycyjny aktywista Franak Wiaczorka.

Ta gra pozorów miałaby być teatrem dla europejskiego widza. Aleksander Łukaszenka flirtuje bowiem z Unią Europejska i ma nadzieje na jej finansowe względy. Z Rosją, która przez lata wspomagała białoruski budżet mu się bowiem nie układa. - Unia uzna wyniki tych wyborów, jeśli będą demokratyczne - mówił dyplomatycznie w Poranku Radia TOK FM szef MSZ Radosław Sikorski.

Opozycja nie ma w tej sprawie złudzeń i dlatego wzywa do protestów. - Mamy różne scenariusze. To zależy od tego ilu ludzi przyjdzie na Plac Październikowy - mówi TOK FM jeden z głównych rywali Łukaszenki, Uładzimir Niaklajeu. - 20 tysięcy to jeden scenariusz, a 50 tys. to drugi. Najlepszy scenariusz zakłada 100 tys., bo wtedy raz na zawsze rozwiążemy problem tej dyktatury - dodaje.

Aleksander Milinkiewicz, który cztery lata temu był kandydatem zjednoczonej opozycji, w pomarańczową rewolucję nie wierzy. Jego zdaniem władze może zmienić tylko społeczeństwo obywatelskie. Ale jak podkreśla Białorusini są z roku na rok bardziej gotowi do zmian.

Łukaszenka i 9 przegranych

Z Aleksandrem Łukaszenką rywalizuje w tym roku rekordowa liczba kandydatów. Ale żaden i tak nie ma z nim szans. Na sukces Łukaszenki niezmordowanie pracuje cała machina państwowa, propaganda i służby siłowe. Do tych dołączą też - jak ostrzega opozycja - machina wyborcza, która zadba o wynik prezydenta.

Opozycji na pewno nie pomaga również to, że nie udało jej się wystawić wspólnego kandydata. 4 lata temu był nim Aleksander Milinkiewicz, który jak wyjaśniał TOK FM tym razem nie startuje, bo głosowanie i tak zostanie sfałszowane.

Opozycja jest zbyt podzielona, by wybrać innego przedstawiciela. Jej główni rywale zrzucają też winę na Łukaszenkę i twierdzą, że część kandydatów to jego ludzie, którzy startują, by wprowadzić zamęt w głowach wyborców.

Największa popularnością - według niezależnych sondaży - cieszy się Uładzimir Niaklajeu , na którego miałoby chcieć głosować 17 proc. wyborców. Ten charyzmatyczny poeta mieszkał kiedyś w Polsce, gdzie schronił się z powodów politycznych. Tak, jak inni kandydaci nie wierzy w uczciwość tych wyborów i wzywa swoich zwolenników na plac. Ma nadzieję, że przyjdzie 100 tys. ludzi, bo jak mówił TOK FM to raz na zawsze rozwiązałoby problem tej dyktatury.

Niektórzy nazywają go kandydatem prorosyjskim, on sam odrzuca te zarzuty i przypomina, że przed wyborami został zaproszony m.in. do Polski. Postuluje ściślejszą współpracę z Unią Europejską, ale 'nie zamierza zrywać stosunków gospodarczych z Rosją, bo na niej opiera się nasz przemysł'.

Andrej Sannikau był nawet w latach 90. wiceministrem spraw zagranicznych, ale podał się do dymisji by zaprotestować przeciwko rządom Łukaszenki. Też chce do NATO, ale nie zamierza zrywać strategicznego partnerstwa z Rosją. Też wzywa na plac.

W Polsce rozpoznawane jest też nazwisko Jarosława Romańczuka , m.in. ze względu na jego polską narodowość. Jak ekonomista skupia się na programie gospodarczym i jak mówił TOK FM podczas kampanii wyborczej próbował wyjść poza 'getto elektoratu demokratycznej opozycji'. Według niezależnych badań, twardy elektorat opozycji to niezmiennie od kilkunastu lat ok. jednej czwartej wyborców, tymczasem Romańczuk chciałby przekonać do siebie również tych niezdecydowanych, którzy obawiają się np. reform.

Podobną strategie przyjął Aleś Michalewicz , który też nie wierzy w uczciwość machiny wyborczej, ale jak mówi TOK FM ma nadzieję, że te wybory coś zmienią. Próbując się przypodobać Zachodowi, Łukaszenka zezwolił bowiem kandydatom na agitację wyborczą i dzięki temu ci dotarli do ludzi, do których wcześniej nie mogli dotrzeć. Na przykład dzięki pierwszej od 16 lat debacie kandydatów w mediach publicznych.

Jest jeszcze Ryhor Kastasiau , który reprezentuje jedną z głównych partii opozycyjnych, Białoruski Front Narodowy oraz Mikoła Statkiewicz , który chce stworzyć partię socjaldemokratyczną.

No i 'Baćka', który rządzi Białorusią od 16 lat. Pierwsze wybory wygrał demokratycznie, ale potem już wszelkimi sposobami bronił się by nie stracić władzy z rąk. Na Zachodzie i przez opozycję wyśmiewany - w kraju ma wielu zwolenników, jak i fanek.

Ile głosów na Łukaszenkę?

Związane z reżimem ośrodki twierdzą, że w tym roku prezydent będzie mógł liczyć na ponad 70 procent głosów. To i tak mniej niż 4 lata temu, gdy według oficjalnych danych poparło go 86 proc. wyborców, a on sam opowiadał, że musiał ten wynik sfałszować, bo prawdziwy sięgnął 93 proc. i nikt, by w to nie uwierzył.

Z badań niezależnych ośrodków wynika tymczasem, że na prezydenta zagłosuje od 30 do ponad 50 proc. rodaków. Politolog Siarhiej Nikaliuk mówi TOK FM , że przywódcę Białorusi popierają osoby starsze, z małych miast, urzędnicy i mundurowi, czyli wszyscy ci, którzy są zależni od państwa.

Walery Karbalewicz, autor politycznej biografii Łukaszenki wyjaśnia , że prezydent Białorusi jest wyśmienitym populistą, który świetnie wyczuwa nastroje rodaków, wykorzystuje je i manipuluje nimi. Przez 16 lat już kilka razy zmieniał wcielenia: od prorynkowego demokraty, przez restauratora ZSRR, aż po zwolennika prywatyzacji.

Niezmiennie pozostaje przeciwnikiem swojej opozycji, której działacze są wyrzucani z uniwersytetów i pracy, padają ofiarami pobić 'przez nieznanych sprawców', lądują w więzieniach, a nawet giną w 'tajemniczych okolicznosciach'.