Sędziowie zaczną odchodzić w stan spoczynku? "Mam swoją godność, nie pozwolę się tak traktować"
Sędzia Anna Samulak jest przewodniczącą V Wydziału Odwoławczego w Sądzie Okręgowym w Lublinie. Praca - jak sama mówi - jest jej powołaniem i prawdziwą pasją. Trafiła do zawodu jeszcze przed 1989 rokiem, ale przekonuje, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Zapewnia, że nigdy nikogo nie skazała w żadnym procesie politycznym. A już w wolnej Polsce otrzymywała kolejne nominacje - najpierw od prezydenta Lecha Wałęsy, potem od Lecha Kaczyńskiego.
W rozmowie z TOK FM sędzia przyznaje, że po przeczytaniu zaproponowanego przez PiS projektu tzw. ustawy kagańcowej nie mogła uwierzyć w to, co czyta. - Chce się, by sędziowie nie mieli swojego zdania. Chce się nas wszystkich zastraszyć - mówi. I choć miała w planach dalsze orzekanie, bo zdrowie jej na to pozwala, zdecydowała, że odchodzi w stan spoczynku.
Samulak informuje nas, że złożyła wniosek o odejście ze służby, z trzymiesięcznym wypowiedzeniem. - Mam dom, rodzinę, wnuki. A przede wszystkim mam swoją godność. Nie pozwolę się tak traktować. Niczym na to nie zasłużyłam - mówi.
Pobierz Aplikację TOK FM, słuchaj i testuj przez dwa tygodnie za darmo:
"Sędzia wrogiem narodu"
- Uważam, że po tylu latach na sali rozpraw sędzia, który dobrze wykonuje swoją pracę, ma prawo do tego, by odejść z godnością. Nie mogę pracować w takiej atmosferze, gdzie sędzia jest traktowany nie jako sprzymierzeniec, ale jako wróg narodu - stwierdza Anna Samulak.
Jak dodaje, z rozmów z sędziami wie, że nad podobnym rozwiązaniem zastanawia się też spora grupa innych osób. Niektórzy czekają, bo wciąż liczą, że proponowane przez PiS przepisy jednak nie wejdą w życie, że pod wpływem protestów rządzący się z nich wycofają.
- A może władza liczy właśnie na to, by jak najwięcej sędziów odeszło? - pytamy sędzię.
- Słyszę oczywiście takie głosy. Ale ja uważam, że mam swoją godność i nie potrafię z tego zrezygnować - utrzymuje nasza rozmówczyni.
Anna Samulak tłumaczy, że nie ma zamiaru - wydając wyrok - zastanawiać się nad tym, czy jeśli kogoś skaże albo uniewinni, zostanie wezwana przez rzecznika dyscyplinarnego. - Ze strony przedstawicieli władzy powszechnie słychać głosy, że sędziowie chcą "wysadzić sądy w powietrze". To nieprawda - podkreśla.
Jej zdaniem, kontrowersyjny projekt to zamykanie sędziom ust. Nie będą mogli się wypowiadać czy - jako środowisko sędziowskie - podejmować uchwał w obronie praworządności lub konkretnych osób. Na tym nie koniec.
- Te przepisy to założenie, że sędziowie będą inwigilowani przez władzę. Mają się tłumaczyć, z jakich kont na Twitterze czy innych portalach społecznościowych korzystają, do jakich stowarzyszeń należą czy należeli w przeszłości. Oznacza to, że władza wykonawcza i ustawodawcza chce mieć władzę nad władzą sądowniczą - mówi Samulak.
Przedstawiciele obozu władzy w wypowiedziach dla mediów często powtarzają, że to sędziowie dążą do anarchii wymiaru sprawiedliwości i że angażują się w politykę. - Ja nigdy nie czułam się żadnym politykiem. Natomiast dziś czuję się poniżona i obrażana przez organy najwyższej władzy państwa, w tym prezydenta i premiera - stwierdza sędzia Samulak.
Przypomnijmy - projekt nowelizacji Prawa i Sprawiedliwości wprowadza m.in. możliwość karania sędziów, którzy kwestionują status innych sędziów (w tym tych powołanych przez tzw. neoKRS). Czekać może ich za to przeniesienie do innego miejsca pracy, kara finansowa lub usunięcie z zawodu. Posłowie mają się nim zająć jeszcze w tym tygodniu.