Kłótnie o nazwy ulic mają się dobrze. Jak ich uniknąć? "Cienka granica"
- Nie przeszkadza nam, że mieszkamy przy cmentarzu, ale już przeszkadza, że mieszkamy przy ul. Cmentarnej. Dlaczego? Bo jest w papierach - mówiła w TOK FM dr hab. Monika Kresa z Wydział Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego.
- Nazwy ulic często wywołują debaty społeczno-polityczne;
- Tendencja do nadawania nazw pamiątkowych wymaga dodatkowej uwagi;
- "Bardzo często trudno przewidzieć problemy, które mogą się pojawić z użytkową stroną nazewnictwa i z tym jak nazwy zaczną funkcjonować w przestrzeni" - mówiła w TOK FM hab. Monika Kresa z Wydział Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego.
W Polsce regularnie dochodzi do sporów wokół patronów. Raz to kłótnie o ulicę Lecha Kaczyńskiego w Warszawie, raz o ulicę Stepana Bandery w jednym z ukraińskich miast.
O to, jaka jest dobra nazwa dla ulicy, ale też placu i skweru pytana była w TOK FM dr hab. Monika Kresa z Wydział Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego.
- To zależy, kogo zapytać, bo musimy tutaj brać wiele czynników pod uwagę. Ale na pewno dobra nazwa to taka, która wpisuje się w nazewniczy koloryt lokalny. Tym bardziej, że nazw nie nadajemy w próżni. Jeżeli więc nadajemy nazwy w miejscach w mieście, które są już dosyć stare, warto byłoby odwołać się chociażby do lokalnej historii. Czegoś, co tam rzeczywiście funkcjonowało - mówiła.
Inna rzecz, oceniła, że mamy teraz tendencję do nadawania nazw tzw. pamiątkowych, czyli do upamiętniania różnych osób. Ale tu trzeba też wziąć pod uwagę więcej czynników, zastrzegła. - Po pierwsze nie możemy nadać nazwy od nazwiska osoby, które jeszcze żyje. Ulica Jana Pawła II to precedens. Po drugie, ta osoba powinna być faktycznie zasłużona, czy to z perspektywy całego kraju, miasta czy lokalnej społeczności - wyliczyła w rozmowie z Adamem Ozgą.
Co do zasady, zapewniła, nie dotyczy to lotnisk i "innych elementów przestrzeni", stąd jest np. Port Lotniczy im. Lecha Wałęsy.
- To nie chodzi tylko o to, żeby ktoś jeszcze nie nawywijał, ale o identyfikację z tą czy inną ideologią, która może się zmienić - tłumaczyła ekspertka z UW. Stąd, wskazała, być może przydałby się okres karencji. - Tylko pytanie, jaki? Przecież wiemy, że w przypadku osób publicznych pewne sprawy wychodzą na jaw po wielu, wielu latach - zastanawiała się.
Cienka granica
Gościni TOK FM wskazała też, że o ile od wieków nazywaliśmy ulice i place od tego, gdzie się znajdowały, o tyle teraz do nazwy przywiązujemy ładunek emocjonalny. - Nie przeszkadza nam, że mieszkamy przy cmentarzu, ale już przeszkadza, że mieszkamy przy ul. Cmentarnej. Dlaczego? Bo jest w papierach - mówiła dr hab. Monika Kresa.
Co jeszcze się zmieniło? Przybyło nazw, które "nie ze swojej winy mogą prowadzić do popełnienia błędu". I tak, wskazała wykładowczyni Uniwersytetu Warszawskiego, w warszawskim Wawrze jest ul. Strusia. - Sama w sobie językowo nie jest trudna. Tyle, że chodzi nie o zwierzę, ale lekarza Józefa Strusia. A że imię wypada w komunikacji potocznej, to jak ktoś słyszy ul. Strusia to zaczyna odmieniać przymiotnikowo - tłumaczyła.
Quiz: Trudny quiz o wydarzeniach mijającego tygodnia. Sprawdź, czy śledzisz newsy uważnie!
Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!
Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.
Promocje nie łączą się.
Zastrzegła, że podobnych przykładów nie brakuje. - Kiedy słyszymy Kazimierza Króla myślimy sobie: Ej, przecież chodzi o króla Kazimierza. A tak nie jest - podkreśliła. Mowa jest o Kazimierzu Królu, czyli pedagogu i działaczu oświatowym.
- Bardzo często trudno przewidzieć problemy, które mogą się pojawić z użytkową stroną nazewnictwa i z tym, jak nazwy zaczną funkcjonować w przestrzeni - przyznała gościni TOK FM.
Wskazała na koniec, że sama granica jest cienka i zależy "od czegoś bardzo nieuchwytnego, czyli świadomości historycznej, ale też świadomości lokalnej użytkowników nazw". - Osoby, które nadawały tę nazwę wiedziały, kogo upamiętniają, ale osoby, które tą nazwą się posługują już niekoniecznie - skwitowała dr hab. Monika Kresa.
Źródło: TOK FM