,
Obserwuj
Polska

Kłótnie o nazwy ulic mają się dobrze. Jak ich uniknąć? "Cienka granica"

3 min. czytania
08.08.2026 09:55

- Nie przeszkadza nam, że mieszkamy przy cmentarzu, ale już przeszkadza, że mieszkamy przy ul. Cmentarnej. Dlaczego? Bo jest w papierach - mówiła w TOK FM dr hab. Monika Kresa z Wydział Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. 

Nazwy ulic
Nazwy ulic
fot. Wojciech Olkusnik/East News
  • Nazwy ulic często wywołują debaty społeczno-polityczne; 
  • Tendencja do nadawania nazw pamiątkowych wymaga dodatkowej uwagi; 
  • "Bardzo często trudno przewidzieć problemy, które mogą się pojawić z użytkową stroną nazewnictwa i z tym jak nazwy zaczną funkcjonować w przestrzeni" - mówiła w TOK FM  hab. Monika Kresa z Wydział Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. 

W Polsce regularnie dochodzi do sporów wokół patronów. Raz to kłótnie o ulicę Lecha Kaczyńskiego w Warszawie, raz o ulicę Stepana Bandery w jednym z ukraińskich miast. 

O to, jaka jest dobra nazwa dla ulicy, ale też placu i skweru pytana była w TOK FM dr hab. Monika Kresa z Wydział Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. 

- To zależy, kogo zapytać, bo musimy tutaj brać wiele czynników pod uwagę. Ale na pewno dobra nazwa to taka, która wpisuje się w nazewniczy koloryt lokalny. Tym bardziej, że nazw nie nadajemy w próżni. Jeżeli więc nadajemy nazwy w miejscach w mieście, które są już dosyć stare, warto byłoby odwołać się chociażby do lokalnej historii. Czegoś, co tam rzeczywiście funkcjonowało - mówiła. 

Inna rzecz, oceniła, że mamy teraz tendencję do nadawania nazw tzw. pamiątkowych, czyli do upamiętniania różnych osób. Ale tu trzeba też wziąć pod uwagę więcej czynników, zastrzegła. - Po pierwsze nie możemy nadać nazwy od nazwiska osoby, które jeszcze żyje. Ulica Jana Pawła II to precedens. Po drugie, ta osoba powinna być faktycznie zasłużona, czy to z perspektywy całego kraju, miasta czy lokalnej społeczności - wyliczyła w rozmowie z Adamem Ozgą. 

Co do zasady, zapewniła, nie dotyczy to lotnisk i "innych elementów przestrzeni", stąd jest np. Port Lotniczy im. Lecha Wałęsy. 

- To nie chodzi tylko o to, żeby ktoś jeszcze nie nawywijał, ale o identyfikację z tą czy inną ideologią, która może się zmienić - tłumaczyła ekspertka z UW. Stąd, wskazała, być może przydałby się okres karencji. - Tylko pytanie, jaki? Przecież wiemy, że w przypadku osób publicznych pewne sprawy wychodzą na jaw po wielu, wielu latach - zastanawiała się. 

Cienka granica 

Gościni TOK FM wskazała też, że o ile od wieków nazywaliśmy ulice i place od tego, gdzie się znajdowały, o tyle teraz do nazwy przywiązujemy ładunek emocjonalny. - Nie przeszkadza nam, że mieszkamy przy cmentarzu, ale już przeszkadza, że mieszkamy przy ul. Cmentarnej. Dlaczego? Bo jest w papierach - mówiła dr hab. Monika Kresa. 

Co jeszcze się zmieniło? Przybyło nazw, które "nie ze swojej winy mogą prowadzić do popełnienia błędu". I tak, wskazała wykładowczyni Uniwersytetu Warszawskiego, w warszawskim Wawrze jest ul. Strusia. - Sama w sobie językowo nie jest trudna. Tyle, że chodzi nie o zwierzę, ale lekarza Józefa Strusia. A że imię wypada w komunikacji potocznej, to jak ktoś słyszy ul. Strusia to zaczyna odmieniać przymiotnikowo - tłumaczyła. 

Quiz: Trudny quiz o wydarzeniach mijającego tygodnia. Sprawdź, czy śledzisz newsy uważnie!

Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!

Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.

Poprawnych odpowiedzi Zniżka
  • 100% -40%
  • 81-99% -30%
  • 61-80% -25%
  • 41-60% -20%
  • 0-40% -10%
  • Promocje nie łączą się.

    Progi nagród Strzałka rozwiń
    1/10 Czyją kandydaturę na stanowisko wicemarszałka Sejmu zgłosił w poniedziałek klub PiS?

    Zastrzegła, że podobnych przykładów nie brakuje. - Kiedy słyszymy Kazimierza Króla myślimy sobie: Ej, przecież chodzi o króla Kazimierza. A tak nie jest - podkreśliła. Mowa jest o Kazimierzu Królu, czyli pedagogu i działaczu oświatowym. 

    - Bardzo często trudno przewidzieć problemy, które mogą się pojawić z użytkową stroną nazewnictwa i z tym, jak nazwy zaczną funkcjonować w przestrzeni - przyznała gościni TOK FM. 

    Wskazała na koniec, że sama granica jest cienka i zależy "od czegoś bardzo nieuchwytnego, czyli świadomości historycznej, ale też świadomości lokalnej użytkowników nazw". - Osoby, które nadawały tę nazwę wiedziały, kogo upamiętniają, ale osoby, które tą nazwą się posługują już niekoniecznie - skwitowała dr hab. Monika Kresa.  

    Źródło: TOK FM

    Redakcja poleca