"Dyplomacja w ruinie". Były ambasador o "zwłokach polskiego MSZ": To jest zombie

- Siedzimy przy stole jak brydżysta, który ma same blotki w ręku - tak o modelu dyplomacji przyjętym przez PiS mówi w rozmowie z tokfm.pl Jerzy Marek Nowakowski. Zdaniem byłego ambasadora, który polityką zagraniczną zajmuje się od lat 80., obecnie "na placówkę zostajesz wysłany w nagrodę i na synekurę". - Masz głównie korespondować z centralą. Dlatego pora zacząć mówić już o zwłokach polskiego MSZ - ocenił.
Zobacz wideo

Minister Rau zainaugurował w styczniu polskie przewodnictwo w OBWE. Będziemy potrafili to wykorzystać?

Raczej się na to nie zanosi. Kiedy Polska przewodniczyła OBWE ponad 20 lat temu, pracowałem w rządzie i widziałem, jak prof. Bronisław Geremek telefonował do sekretarz stanu USA Madeleine Albright, spotykał się z ministrami spraw zagranicznych najważniejszych państw. Był niebywale aktywny, wykorzystywał przewodzenie OBWE dla wzmocnienia pozycji Polski i polskiego MSZ w relacjach międzynarodowych. To wtedy weszliśmy do polityki międzynarodowej jako gracz wagi ciężkiej. Budowaliśmy nie tylko kontakty, lecz także wizerunek kraju jako autora inicjatyw politycznych wykraczających poza region.

Na dzień dobry polskiego przewodniczenia minister Rau dostał za to nieprawdopodobną szansę.

Konflikt w Kazachstanie, tak! Jako przewodniczący OBWE nie powinien wysiadać z samolotu i odrywać słuchawki telefonicznej od ucha. Podobnie nasi dyplomaci - oni także powinni nieustannie krążyć po świecie. Od razu dałoby to Polsce trampolinę, niezwykle potrzebną w sytuacji, gdy sami od lat spychamy się na margines polityki europejskiej. Nic takiego się jednak nie stało.

Jaki jest w takim razie pomysł na przewodnictwo w OBWE?

Wydaje się, że w ogóle go nie ma. Albo inaczej: pomysł jest, ale taki, by ocieplić wizerunek PiS i nic więcej. A to za mało.

Inna rzecz, że minister Rau sam sobie na to przewodnictwo nie zapracował, to efekt polityki (byłego) ministra Jacka Czaputowicza. Jako urzędnik MSZ widział w tym szansę odbudowania polskiej dyplomacji w kategoriach umiejętności działania na forum wielostronnym. Dla ekipy PiS-owskiej to pole, którego nie rozumie, z którego w zasadzie nie korzysta.

Co jeszcze osłabia teraz polski MSZ, a co wspiera?

Co wspiera? Trudno wskazać takie elementy, bo nasza dyplomacja leży w ruinie, jesteśmy krajem zmarginalizowanym, skonfliktowanym, ze wszystkimi sojusznikami, nawet z USA. Amerykanie postrzegają nas jako państwo o nieskonsolidowanej demokracji, delikatnie mówiąc. A przy ofensywie ideologicznej ekipy Joe Bidena - ze wspólnoty demokracji chce zrobić wehikuł polityczny, który skonsoliduje świat Zachodu wobec państw autorytarnych i agresywnych - średnio się w tym modelu mieścimy. Nie bardzo możemy uchodzić za przykład udanej transformacji, a wcześniej było to naszym wielkim atutem.

Innymi słowy: z punktu widzenia USA Polska nie jest już szczególnie użyteczna.

Może więc szansą dla ministra Raua i dla polskiego MSZ byłaby próba odejścia od wizerunku kraju awanturnika?! Bo jak na razie jednym naszym atutem jest odwoływanie się do historii, "Solidarności" i faktu, że byliśmy prekursorem demokratycznych zmian w regionie. Oraz oczywiście siedzenie cicho z pomysłami pana Ziobry i jego ekipy, która próbuje demontować resztki praworządności w Polsce.

Eksperci od polityki zagranicznej podnoszą, że Polsce z roli pośrednika trudno się będzie wywiązać też dlatego, że praktycznie nie utrzymujemy kontaktów z Rosją.

Z uznaniem odnotowuję, że na początku stycznia minister Rau opublikował artykuł, w którym uznał - wbrew dotychczasowej propagandzie PiS - że trzeba z Rosją rozmawiać.

To, że zauważył to członek ekipy, która zajmuje się budowaniem murów mentalnych i rzeczywistych, to bardzo pozytywny sygnał. Ale tak, co do zasady: nie mamy kontaktów, praktycznie z nikim. Nawet z krajami Kaukazu Południowego (Gruzji, Armenia, Azerbejdżan - red.), z którymi zawsze mieliśmy dobrą współpracę. Może poza Węgrami, ale one są krajem rewizjonistycznym, i Turcją - także niszczącą ład i porządek w regionie. Nic więcej. Siedzimy przy stole jak brydżysta, który ma same blotki w ręku.

Może karta się odmieni przy nowym niemieckim rządzie?

A skąd, skoro Jarosław Kaczyński mówi o zamiarze budowy przez Niemcy "IV Rzeszy w Europie".

Za to Niemcy wykonały poważny gest, jakim była wizyta kanclerza Olafa Scholza w Polsce.

I to tuż po wizycie we Francji, co jest podkreśleniem znaczenia Polski w polityce niemieckiej. Co więcej, w niemieckiej umowie koalicyjnej znalazł się postulat odbudowy trójkąta weimarskiego. Ale co z tego, skoro Scholz został przyjęty w Warszawie wręcz lodowato. Głównie powiedziano mu, że Niemcy mają płacić i siedzieć cicho. A przypominam: to nasz sojusznik w UE, NATO, kluczowy partner gospodarczy. W odróżnieniu od np. Portugalii zainteresowany tym, by na wschód od polskich granic panował względny ład, którego podstawą nie będzie agresja wojskowa. Przecież to się ociera o politykę samobójczą. Nie wiem, na ile to osobiste kompleksy liderów partii rządzącej, a na ile program obliczony na budowę nacjonalistycznego napięcia, jak za czasów Gomułki.

To jakie powinny być w tej sytuacji wyzwania naszego przewodnictwa w OBWE?

Zgodziłabym się z ministrem Rauem, że podstawowe zadanie to załagodzenie zagrożeń wojennych na granicy Rosja-Ukraina. Rosjanie chcą doprowadzić do rozbicia obecnego porządku. Liczą, że jeśli powstanie "globalny nieład", jak to określał Zbigniew Brzeziński, to jako kraj agresywny tylko na tym zyskają. Dwa - utrzymanie w kręgu oddziaływania krajów Zachodu byłych republik sowieckich. Po agresywnym wkroczeniu Rosjan do Kazachstanu, a tak można chyba określić zbrojne wsparcie dla tłumienia antyrządowych demonstracji, tam też zmienia się sytuacja geopolityczna. Jako Zachód powinniśmy pamiętać, że to nie boisko do rozgrywek rosyjsko-chińskich, ale krąg państw, które także do OBWE należą, jak wspomniany już Kazachstan. Trzy - powrót do modelu z lat 90., czyli budowanie jej nie tylko w oparciu o twarde interesy ekonomiczne, lecz także podstawowy katalog wartości.

Poza Ukrainą w grę wchodzi także sytuacja na granicy polsko-białoruskiej. Jak tutaj ocenia pan aktywność polskiego MSZ?

Bardzo źle, poczynając - nie zgadzam się tu z dużą częścią naszych polityków - od budowy muru na granicy polsko-białoruskiej. To klęska i pogrzeb całej polskiej polityki wschodniej.

Dlaczego?

Bo była ona budowana na opowieści o inkluzowości świata Zachodu. Jeszcze was nie przyjęłyśmy, bo jeszcze nie jesteście gotowi, ale jesteśmy na was otwarci. "Cały czas chcemy was, Białorusinów, Ukraińców, ale również Gruzinów, Ormian, w naszym zachodnim świecie". Tymczasem budowanie zasieków na granicy jest symbolem czegoś dokładnie odwrotnego. "Wynocha, idziecie do siebie, idźcie do tego wschodniego bałaganu". Jest to widomy symbol porażki całej polityki nazywanej niekiedy doktryną Giedroycia. Przyciągania Wschodu do świata zachodniego - to z jednej strony. Z drugiej - jako polska dyplomacja prawie nie mamy kanałów komunikacji z partnerami na wschodzie. Przecież to, co stało się na granicy polsko-białoruskiej, dotyczy także granicy białorusko-litewskiej czy białorusko-ukraińskiej. I jaka jest nasza odpowiedź? Wejście w grę według reguł mińskiego dyktatora. Zamiast mimo wszystko znaleźć rozsądną odpowiedź, opartą o wartości demokratycznego świata.

Rozsądną, czyli jaką?

Taką, która pokaże, że jesteśmy gotowi do pomocy migrantom, ale też twardo bronimy integralności granicy. To było wykonalne, ale nie zostało zrobione. Przecież jeżeli już wiosną Białoruś wypowiedziała umowę o readmisji, nawet nie podjęliśmy próby dialogu. Choćby z obrzydzeniem, skoro nam się nie podobają ich formy rządów. Można też zapytać: gdzie byli nasi dyplomaci, kiedy przedstawiciele firm turystycznych z Białorusi i Rosji jeździli po krajach Bliskiego Wschodu i opowiadali, że najlepszym sposobem na dostanie się do Niemiec jest wycieczka na Białoruś. Przecież dyplomacja powinna temu przeciwdziałać.

Jak? Tak konkretnie pytam.

Wcześniej dyskretnie pytać, co robić, by kryzys się nie pogłębił, bo obie strony na tym tracą. Potem dawać wywiady do miejscowych mediów: "Granica jest szczelna i nie da się jej przekroczyć", "Uważaj, bo stracisz możliwość legalnego przyjechania do pracy, a taka przecież istnieje". Innymi słowy, przekonywać, że taki model migracji jest bez sensu. Obowiązkowo rozmawiać też z miejscowymi władzami i liniami lotniczymi: "Słuchajcie, nie dajcie się wpuścić w czartery na Białoruś, bo to próba prowokacji". To są rzeczy oczywiste i jedne z głównych zadań dyplomacji!

A jaki model dyplomacji przyjął PiS?

Na placówkę zostajesz wysłany w nagrodę i na synekurę. Masz głównie korespondować z centralą. Nie opuszczać swojego gabinetu. Dlatego pora zacząć mówić już o zwłokach polskiego MSZ, to jest zombie. On nie ma realnej siły politycznej wewnątrz struktur władzy. Przecież szef MSZ na całym cywilizowanym świecie jest w istocie wicepremierem i obowiązkowo konsultowany przy najważniejszych tematach. Tak nie było z żadnym ministrem spraw zagranicznych PiS.

W tej chwili jeśli ambasador towarzyszy przedstawicielowi opozycji w rozmowach z partnerami zagranicznymi, dostaje w najlepszym razie naganę, w najgorszym - zostaje zwolniony. A przecież MSZ to instytucja, która ma prawo, nie tylko obowiązek, koordynowania różnych działań. Ale jak to robić, skoro jej pracownicy karani są za jakiekolwiek przejawy inicjatywy? Dalej: młodzi, którzy przychodzą do pracy, dowiadują się, że ich zadaniem jest obsługiwanie partii, w najlepszym razie rządu. A nie państwa polskiego.

To co, tu i teraz, powinien zrobić MSZ, by odbudować swoją pozycję? Na koniec poproszę o trzy konkretne rady.

Zmienić ustawę o służbie zagranicznej, przyjąć opcję zerową i głęboko zreformować dyplomację. Do tego widziałbym intensywne szkolenia, szczególnie dla młodych pracowników, którym połamano kręgosłupy. Nie mam też wątpliwości, że bez długiej opowieści, na czym w ogóle polega dyplomacja, się nie obejdzie. Oczywiście z nagradzaniem za inicjatywę, nawet jeśli wiąże się to z błędami. A nie za bierność i posłuszeństwo.

Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador, doradca premiera Jerzego Buzka, współtwórca pierwszego polskiego think tanku, zajmuje się polityką zagraniczną od lat 80. XX wieku, także w czasach opozycji demokratycznej.

DOSTĘP PREMIUM