PiS chce majstrować przy terminie wyborów. "Boją się. Widać nerwowość w ruchach"

PiS chce o rok przesunąć wybory samorządowe. - Boją się przegranej i z pewnością będziemy mieli do czynienia z manipulacjami dotyczącymi i ordynacji, i terminu wyborów. Tak, by były one korzystne dla PiS - komentowała w TOK FM Kamila Gasiuk-Pihowicz z Koalicji Obywatelskiej. Także zdaniem ekspertek z Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Wrocławskiego zmiana daty głosowania to realny scenariusz.
Zobacz wideo

Prawo i Sprawiedliwość chce przesunąć wybory samorządowe o rok - informuje "Gazeta Wyborcza". To oznacza, że te odbyłyby się już po wyborach parlamentarnych. - PO ustawiłaby się na pozycji lidera i zwycięzcy. Przed wyborami krajowymi nie jest nam potrzebny taki przekaz - ocenił w "GW" poseł z partii rządzącej.

Jak zauważyła Kamila Gasiuk-Pihowicz z Koalicji Obywatelskiej, wiceprzewodnicząca sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka, "ze strony PiS widać pewną nerwowość w ruchach". - Boją się przegranej i z pewnością będziemy mieli do czynienia z manipulacjami dotyczącymi i ordynacji, i terminu wyborów. Tak, by były one korzystne dla PiS - mówiła w "Poranku Radia TOK FM" u Macieja Głogowskiego. - Widać strach w szeregach PiS i stąd coraz więcej informacji na temat nieczystych zagrań związanych z nadchodzącymi wyborami - dodała od razu.

"Jesteśmy gotowi na manipulowanie kalendarzem"

Także zdaniem prof. Anny Pacześniak z Uniwersytetu Wrocławskiego i prof. Anny Wojciuk z Uniwersytetu Warszawskiego zmiana terminu wyborów to realny scenariusz. - Bardziej bym jednak wierzyła, że wybory do parlamentu odbędą się znacznie wcześniej, czyli już na wiosnę. Zwłaszcza, że rządzący będą mieli narzędzia, żeby taki manewr przeprowadzić, bez oglądania się na opozycję. Jak? Nie uchwalając budżetu na przyszły rok - zastrzegła wykładowczyni Uniwersytetu Wrocławskiego.

To oznacza też, jej zdaniem, że "szykuje wielka wakacyjna ofensywa polityczna". - Kolejny raz okazuje się, że wakacje to nie jest dla nas, wyborców, czas odpoczynku od polityki. Politycy uznają bowiem, że wreszcie mamy czas, nie zajmujemy się zarabianiem pieniędzy i możemy chętnie a to na plaży, a to w górach spotkać się z politykami - dodała. I podkreśliła: "Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy jako obywatele i politycy gotowi na manipulowanie kalendarzem. Jaki będzie efekt, to duża zagadka". 

Prof. Anna Wojciuk zwróciła z kolei uwagę, że "nawet z wypowiedzi sędziego (Wojciecha) Hermelińskiego (były szef Państwowej Komisji Wyborczej - red.), wynika, że organizacji dwóch typów wyborów w krótkim okresie może być problemem". Zarówno wybory samorządowe, jak i parlamentarne miałyby się odbyć jesienią 2023 roku.

Dlatego, jej zdaniem, w tej sytuacji "powinniśmy bardzo zwracać uwagę na to, żeby wszystkie wybory odbyły się wedle najwyższych standardów". - W demokratycznym państwie prawa władza i opozycja powinny ustalić jakieś rozwiązanie. Takiego rozstrzygnięcia należałoby się spodziewać - mówiła. Choć, jak od razu zastrzegła, jest ono mało prawdopodobne.

Bardziej realny jest za to - i dla niej - scenariusz wcześniejszych wyborów. - Przy czym przeszkodą dla niego jest to, o czym mówią sami posłowie PiS: problemem może być wytłumaczenie wyborcom, dlaczego nie zostanie przyjęty budżet. Dlaczego rząd musi zakończyć przed terminem swoją kadencję. Nie jest to dla nich dobry start kampanii. PiS nie jest tutaj w wygodnej sytuacji - tłumaczyła. 

Mimo tego, jak zastrzegła, "PiS zapewne podejmie decyzję o przesunięciu wyborów samorządowych w sposób, który będzie wątpliwy prawnie. - Będzie kolejnym działaniem, które może pokazać, że mamy do czynienia z partią, która stosuje metody typowe dla państw zmierzających w kierunku autorytaryzmu. Święte zasady demokratycznego państwa prawa, (PiS) traktuje bardzo swobodnie. Pragmatycznie. Pod katem własnych interesów - podsumowała. 

DOSTĘP PREMIUM