"Tacy wspaniali menedżerowie, a nikt się o nich nie zabija". O klubie milionerów "dobrej zmiany"

Wirtualna Polska opublikowała raport na temat milionerów "dobrej zmiany", czyli osób powiązanych z PiS, którzy zarabiają majątek w państwowych spółkach. Rekordzista dostał 13,314 mln zł. - Dla wielu osób to są szokujące kwoty. Po stronie partii rządzącej pojawia się często argument, że tacy wspaniali menedżerowie mogliby znaleźć pracę w dowolnym miejscu. Ale okazuje się, że jak wychodzą z państwowych spółek, to nikt się o nich nie zabija - mówiła w TOK FM Bianka Mikołajewska z WP.
Zobacz wideo

W latach 2016-2021 ludzie związani z PiS zarobili w państwowych firmach aż 267 mln zł – wynika z raportu Wirtualnej Polski. Z 122 opisanych przez portal osób 66 stało się milionerami. W ich gronie są m.in.: była szefowa kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy - Małgorzata Sadurska, ludzie ze środowiska Zbigniewa Ziobry (w tym poseł Janusz Kowalski), a także były szef młodzieżówki PiS-u, Maks Kraczkowski.

To jednak tylko wierzchołek góry lodowej, bo – jak mówiła w TOK FM autorka raportu Bianka Mikołajewska – przeanalizowano tylko 19 z ok. 430 spółek skarbu państwa. - To raport dotyczący tylko spółek giełdowych, które mają obowiązek publikowania wysokości wynagrodzeń dla członków zarządów firm i ich rad nadzorczych. W innych firmach takiego obowiązku nie ma, przez co pewnie nie dowiadujemy się wielu ciekawych rzeczy na temat zarobków – tłumaczyła w rozmowie z Mikołajem Lizutem.

Jak dodała, choć prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił, że "do polityki nie idzie się dla pieniędzy" i zapowiadał, że kryteria przyjęcia ludzi do zarządów i rad nadzorczych będą przejrzyste, to praktyka pokazała, co innego. - Po dojściu do władzy PiS-u nic nie wyszło z obietnic, że nie będzie kolesiostwa i nepotyzmu w państwowych spółkach. Przeciwnie: niektóre warunki przyjęcia do takich spółek zostały poluzowane. Wcześniej, żeby zasiadać w radach nadzorczych tych firm, trzeba było zdać dość trudny egzamin państwowy. Ale PiS zmienił zasady, dzięki czemu, żeby dostać taką pracę wystarczy mieć dyplom MBA – podkreśliła.

Przypomnijmy, w Polsce istnieje wiele szkół, które za pieniądze oferują bardzo szybką ścieżkę zdobycia takich dyplomów. Sposób działania jednej z nich - Collegium Humanum - opisał niedawno "Newsweek". Z przedstawionych przez dziennikarzy informacji wynikało, że uczelnia - prowadzona przez bratanka europosła PiS Ryszarda Czarneckiego - Pawła Czarneckiego - pozwala w krótkim czasie zdobyć dyplom MBA, umożliwiający otrzymanie posady w spółkach Skarbu Państwa. Jak podał tygodnik, absolwentami uczelni są m.in. stryj prezydenta Andrzeja Dudy oraz brat prezesa Orlenu - Daniela Obajtka.

- Trafiłam na sporo takich osób, które miało bardzo ciekawe CV. Było w nich wymienionych mnóstwo różnych dyplomów, które można było zdobyć online np. na brytyjskich uczelniach. Więc to oddzielne zagadnienie, jak te dyplomy dzisiaj się uzyskuje. Myślę, że jest to znacznie łatwiejsze niż przejście przez egzamin, który wcześniej obowiązywał – wskazała Mikołajewska.

Dziennikarka zwróciła uwagę, że uzyskanie dyplomu MBA kosztuje niewiele w porównaniu do zarobków w spółkach skarbu państwa. - W radach nadzorczych zarabia się kilkadziesiąt lub ponad 100 tys. złotych miesięcznie. Członek takiej rady spotyka się kilka-kilkanaście razy (w roku) z innymi na jej posiedzeniach. A niektórzy mają posady w kilku takich radach nadzorczych, więc ich wynagrodzenia są wielokrotnie wyższe. Dlatego inwestycja w dyplom MBA, który kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych, szybko się zwraca – podkreśliła gościni TOK FM.

"Wspaniali menedżerowie, a nikt się o nich nie zabija"

Liderem opublikowanego w Wirtualnej Polsce zestawienia jest Michał Krupiński, który od czasu wygranych przez Zjednoczoną Prawicę wyborów w 2015 był już prezesem PZU, banku Pekao SA oraz szefem rady nadzorczej Alior Banku. Ekonomista powołany w lutym 2021 roku do rady nadzorczej Gemini Polska zarobił - od 2016 roku - 13,314 mln zł. - Dla wielu osób to są szokujące kwoty. Po stronie partii rządzącej pojawia się często taki argument, że tacy wspaniali menedżerowie mogliby znaleźć pracę w dowolnym miejscu. Ale okazuje się, że jak wychodzą z państwowych spółek, to nikt się o nich nie zabija. Przez ileś lat błąkają się po radach nadzorczych spółek komunalnych w miejscowościach, gdzie rządzi PiS. Albo odnajdują się w małych, prywatnych biznesach. Wspaniałymi menedżerami okazują się znowu, dopiero kiedy PiS wraca do władzy – opisywała.

Mikołaj Lizut zwrócił uwagę na to, że w wśród liderów rankingu nie ma Daniela Obajtka. Prezes Orlenu znalazł się na 17. miejscu. I to mimo że media donosiły o jego niebotycznym majątku. Według Wirtualnej Polski na posadach w spółkach skarbu państwa zarobił do tej pory ok. 5,8 mln zł. - Ma jeszcze szansę zbliżyć się do tej czołówki najlepiej zarabiających, jeśli przynajmniej do wyborów będzie pełnił funkcję w Orlenie. Natomiast już teraz trudno powiedzieć, że zarobił mało – podsumowała Bianka Mikołajewska.

DOSTĘP PREMIUM