Wołodymyr Zełenski w Polsce. Jak rozwiąże z Dudą spór o ukraińskie zboże? "To kluczowe"
W środę prezydent Wołodymyr Zełenski, wraz z małżonką Ołeną Zełenską, złożą wizytę w Warszawie. Będzie to piąta zagraniczna podróż ukraińskiego przywódcy od czasu wybuchu rosyjskiej agresji, ale zarazem pierwsza, gdzie strona ukraińska poinformowała o konkretnej dacie wizyty.
Komentatorzy wtorkowego wydania "Poranka Radia TOK FM" liczą, że Wołodymyr Zełenski i prezydent Andrzej Duda w Polsce zajmą się nie tylko ściskaniem sobie rąk i pozowaniem do zdjęć, ale przede wszystkim wspólną pracą nad rozwiązaniem kwestii ukraińskiego zboża.
Przypomnijmy - Unia Europejska, po silnych namowach przez Polskę, zdecydowała się na zniesienie ceł na miliony tok ukraińskiego zboża, które miało dotrzeć do Gdańska, a następnie do państw głodującej Afryki. Jednak, z powodu blokady czarnomorskich portów przez prezydenta Rosji Władimira Putina, większość zboża nie została dostarczona do celu i trafiła do polskich magazynów, co spowodowało spadek ceny o połowę i nielegalne przecieki towaru.
Z tego powodu działacze stowarzyszenia Oszukana Wieś i Zamojskiego Towarzystwa Rolniczego ogłosili pogotowie strajkowe. - Sytuacja jest poważna, bo właśnie zalewają nas inne towary z Ukrainy wyjęte spod cła, a za chwilę będą protestować pszczelarze, mleczarze i właściciele zakładów drobiowych i sadownicy - alarmował lider Oszukanej Wsi Wiesław Gryn.
Proces rozwiązywania kwestii ukraińskiego zboża przez polski rząd i prezydenta Zełenskiego będzie bacznie obserwował Zbigniew Parafianowicz z "Dziennika Gazety Prawnej". - To, w jakim stylu, po roku od swojego rodzaju resetu polsko-ukraińskiego, jesteśmy w stanie rozwiązywać takie trudne spory w sposób efektywny, jest kluczowe - stwierdził gość TOK FM. Jednocześnie zauważył, że odpowiedzialność za napływ ukraińskiego zboża do Polski i jego wycieku leży przede wszystkim po stronie Polski, a nie Ukrainy, która na zaistniałą sytuację ma niewielki wpływ.
"Doszliśmy do momentu, którego obawiali się badacze"
Jak zwróciła uwagę Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin z "Kultury Liberalnej", zanim ruszył pierwszy transport ukraińskiego zboża przez Polskę, poczyniono dokładne ustalenia, by nie dopuścić do obecnej sytuacji. - To, do czego dochodzi, jest wywołane problemem w Polsce, a nie problemem międzynarodowym między Polską a Ukrainą. To temat, który w Polsce zaistniał z powodu nadchodzących wyborów, a w rzeczywistości z relacjami polsko-ukraińskimi nie ma za dużo wspólnego - stwierdziła w rozmowie z Janem Wróblem.
Mimo to sprawa nadmiaru ukraińskiego zboża zaczyna na nowo budzić niechęć Polaków do swoich wschodnich sąsiadów. - Są sondaże, które pokazują mniejszą akceptację dla uchodźców w Polsce. Ponadto ten, kto może wykorzystuje Ukrainę w swoich wewnętrznych sprawach, np. ponownie eksponując politykę historyczną. Doszliśmy do momentu, którego obawiali się badacze, czyli pogorszenia nastrojów - skomentowała dziennikarka Kultury Liberalnej.
A zboże, jak zauważył Zbigniew Parafianowicz, może być dopiero początkiem problemów, które trzeba będzie rozwiązać w stosunkach polsko-ukraińskich, a które są rezultatem wojny. - Ukraina po wojnie będzie krajem nasyconym bronią, która pewnie będzie sprzedawana na czarnym rynku i będzie rozlewała się po Europie. Wojna to też wzrost przestępczości transgranicznych zorganizowanych grup przestępczych. Stosunki polsko-ukraińskie po 24 lutego to ogromna szansa, ale też i wyzwanie oraz coś, co wymaga ogromnej dojrzałości po obydwu stronach elit politycznych - podsumował dziennikarz w rozmowie w TOK FM.