Co dalej z Piotrem Wawrzykiem? W PiS już wiedzą, jak chcą to rozegrać
Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało w środę byłego wiceministra spraw zagranicznych Piotra Wawrzyka (poprosił o podawanie pełnych danych). Po postawieniu zarzutów prokurator wyznaczył mu 100 tys. złotych poręczenia majątkowego. Jak podał zespół prasowy CBA, W. nie przyznał się do winy i odmówił złożenia wyjaśnień. Byłego wiceministra zatrzymali na terenie województwa mazowieckiego funkcjonariusze lubelskiej delegatury Biura - w śledztwie dotyczącym płatnej protekcji, w związku z przyspieszaniem procedur wizowych.
Afera wizowa. Piotr W., byłý wiceminister MSZ za PiS, z zarzutami. 'To nie koniec'
Nic nie wskazuje na to, by politycy PiS stawali w obronie Piotra Wawrzyka Jarosław Kaczyński i Mariusz Błaszczak - pytani o tę sprawę w Sejmie - mówili, że nie wiedzą, kim jest W. Przypomnijmy - ich były kolega z rządu Mateusza Morawieckiego.
Zdaniem Kamili Biedrzyckiej z "Super Expressu", Wawrzyk nie zostanie kolejnym - po Macieju Wąsiku i Mariuszu Kamińskim - "więźniem politycznym reżimu Donalda Tuska". - Wszyscy byli koledzy się od niego odcinają. Szykowana jest mu po prostu rola kozła ofiarnego - oceniła dziennikarka.
Zwróciła też uwagę, że PiS już stara się wmówić opinii publicznej swoją narrację w całej sprawie. - Utrzymują, że Piotr Wawrzyk został zatrzymany, bo to właśnie politycy PiS usunęli go ze stanowiska w sierpniu ubiegłego roku. Nie wpuszczono go także na listy wyborcze PiS. Narracja jest więc taka, że gdyby nie ta krystaliczna uczciwość PiS i demokratyczne podejście do władzy, to w ogóle nie doszłoby do zatrzymania. Co więcej, to ma być dowód na to, jak wspaniałą i skuteczną służbą jest Centralne Biuro Antykorupcyjne, które reżim Tuska chce zlikwidować - wyjaśniała gościni Filipa Kekusza.
Dlatego Biedrzycka nie spodziewa się, żeby politycy PiS strajkowali przeciwko zatrzymaniu byłego wiceministra, tak jak robią to w przypadku Kamińskiego i Wąsika. - Jednak Piotr Wawrzyk może powiedzieć śledczym bardzo ciekawe rzeczy. Czuję, że to dopiero początek, a sam Piotr W. jest tylko niewielkim wierzchołkiem całkiem dużej góry lodowej - podsumowała Biedrzycka.
Afera wizowa rządu PiS
Afera wizowa wybuchła latem 2023 roku, niemalże w przededniu wyborów parlamentarnych. "Gazeta Wyborcza" ujawniła, że urzędnicy polskich służb konsularnych i Ministerstwa Spraw Zagranicznych za pieniądze przyznawali wizy imigrantom z Afryki i Azji Południowo-Wschodniej.
1 września, dzień po wizycie agentów CBA w MSZ, odwołany został z funkcji sekretarza stanu Piotr Wawrzyk, który miał być odpowiedzialny m.in. za rozporządzenie dotyczące ułatwień dla pracowników zagranicznych m.in. z Iranu, Pakistanu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, którzy mieli przyjechać do Polski. Sam Wawrzyk niedługo później trafił do szpitala w stanie "zagrażającym życiu". Wawrzyk miał rzekomo koordynować cały proces wraz ze swoim współpracownikiem Edgarem K.
Afera wizowa. Służby wiedziały wcześniej
Stanisław Żaryn, były pełnomocnik rządu ds. bezpieczeństwa przestrzeni informacyjnej RP, informował, że pierwsze informacje o nieprawidłowościach były już znane służbom państwowym w lipcu 2022 roku, a śledztwo w tej sprawie rozpoczęto w marcu 2023 roku. O nielegalnym procederze polskie służby miał poinformować wywiad Stanów Zjednoczonych już we wrześniu 2022 roku.
Jesienią do MSZ z kontrolą ws. afery wizowej weszła NIK. W telewizji rządowej z orędziem wystąpił ówczesny Marszałek Senatu Tomasz Grodzki, który tłumaczył widzom TVP, na czym polegała cała afera. Szefostwo MSZ za czasów rządu PiS, ale też sama partia z prezesem Kaczyńskim na czele, wielokrotnie zaprzeczało o istnieniu afery wizowej.