Tak może wyglądać kampania Nawrockiego. "Będą budować po cichu"
Michał Fedorowicz, przewodniczący europejskiego kolektywu analitycznego Res Futura: To teraz kandydaci będą po sobie kopiować?! Przecież nie dalej jak wczoraj w małej rodzinnej piekarni był też inny kandydat na prezydenta Rafał Trzaskowski. Ciekawej kampanii na pewno to nie zapowiada.
Bo to nie profil polityczny czy lifestylowy, który w jakikolwiek sposób ma angażować odbiorców. Jest poprawny, choć administracyjny, prowadzony z perspektywy urzędnika państwowego i ma spełnić funkcję informacyjną.
Zgoda, z tej perspektywy jego konta nie są "satysfakcjonujące". Widać, że bardziej niesie go fala fanów, niż świadome i zaplanowane działanie.
Oczywiście Karol Nawrocki może się tłumaczyć: ogłoszę się, kiedy marszałek Sejmu wyznaczy datę wyborów. Z perspektywy marketingu politycznego widać jednak, że jest pozostawiony samemu sobie. Nie ma jakiejkolwiek strategii i zaplanowanej komunikacji. Nie ma nic.
On tylko potwierdza, że za tym kandydatem nie stoi sztab wyborczy. Nie jest to przygotowana kandydatura, nie jest ona też zwodowana. On wchodzi z marszu - to tak, jakby dzisiaj był prezesem IPN, a jutro kandydatem na prezydenta.
… który objawił się parę dni temu, już po ogłoszeniu kandydatury. Wygląda więc na to, że Karol Nawrocki dopiero kompletuje swój zespół. Możemy też przyjąć, że osoby, które będą współpracowały z kandydatem, świadomie przyjęły taką strategię i na tej bazie zbudują całą historię. Oto najpierw jest kandydat, potem wybiera on swoją Drużyną Pierścienia i wszyscy wyruszają w podróż. Spotykają ich przygody, a finalnie bohaterowie się zmieniają. Przecież nie zawsze dostajemy gotowy produkt polityczny, gdzie wszystko musi być super przygotowane.
Co się stało z Beatą Szydło? 'Prezes uznaje, że nie dorasta mu do piąt'
Ona też była rodzajem przygody dla wyborcy. Tak! A to tym bardziej, że wszyscy już wiedzą, że nazwisko kandydata będzie powtarzane czy to w mediach tradycyjnych, czy w mediach społecznościowych. Dlatego w tym przypadku może chodzić o przemianę Karola Nawrockiego z urzędnika państwowego w kandydata na prezydenta, a potem w rasowego polityka. O jego dorastania na naszych oczach, przeobrażanie się z nieporadnego faceta w turbopolityka i silnego przywódcę. Nie da się tego zrobić w pierwszym, drugim, piątym dniu. To proces. A media społecznościowe mają to do siebie, że lubią opowieści - paradoksalnie - długie. Może uznano, że pół rok do wyborów, to dobry moment, by zbudować angażującą narrację. Przedstawiać ją kawałek po kawałku, jak u Trumpa. Dlatego robię na początku mało w mediach społecznościowych…
… w takim razie niech inni robią mi zasięg. To jest klasyczne rozbudowanie "produktu politycznego", jakim jest też kandydat na prezydenta. Dlatego on musi mieć stale coś nowego do powiedzenia. Bo co z tego, gdybyśmy dzisiaj ogłosili wszystko: "Tak, tu jest kandydat, tu jest filmik, a tu program wyborczy". Co będziemy wtedy komunikować za dwa-trzy miesiące?!
Co grozi Polsce po wojnie? 'Temu scenariuszowi da się jeszcze zapobiec'
Wbrew pozorom to nie jest strzał w kolano. Są grafiki pt. 60 sek. w Internecie. Pokazują, że o ile w 2019 r. w jedną minutę na Instagram ładowanych było 65 tys. zdjęć, o tyle w 2024 r. jest to już 700 tys. storiesów. Mamy więc bardzo dużo treści, ale za to coraz mniejsze zasięgi i musimy coraz bardziej walczyć o uwagę, angażować i szokować itd. I to właśnie mamy teraz u Nawrockiego. Facet puścił jednego twitta z siłowni i dostał ponad 1,5 mln zasięgu. Paradoks tej kampanii może więc polegać na tym, że deficyt początkowych treści będzie budzić coraz większe zaangażowanie.
Jeśli masz do 50 tys. fanów, to na każde 100 osób ok. 30 zobaczy to, co publikujesz. Ale już po przekroczeniu 50 tys. zł, zaangażowanie spada z 30 proc. do 4 proc. I musisz bardziej się starać. Wyjątkiem od tej reguły jest Donald Tusk. Publikuje mało i niezbyt często, za to wszystkie treści są wysokokaloryczne. Widać, że bawi się algorytmem, sprawdza go.
Może więc i sztab Nawrockiego przyjął strategię: będzie publikował mało, by zbudować bardzo duże zasięgi? Byłby to bardzo odważny ruch.
Dwie rzeczy. Budujemy archetyp silnego faceta i łączność przede wszystkim z mężczyznami w wieku 20-40 lat, którzy siedzą na siłowni i dbają o ciało. Przy czym to nie jest wysublimowany crossfit z dużego miasta. To ciężka ławeczka, czytaj: ciężkie tematy. To nic innego jak przekaz w kontrze do Trzaskowskiego - tam kobiety, tu konserwatywna grupa męska. Dlatego nie mówimy, jak jest pięknie, cudownie, jacy jesteście mili, sympatyczni i nie uśmiechamy się do kobiet, bo tego nie potrzebujemy.
Wchodzi w grupy niezainteresowane czy pośrednio zainteresowane polityką - filmik z Nawrockim zacznie się z automatu wyświetlać tym, którzy wyciskają. Oto nagle mają faceta, który też to robi. Jaki inny polityk to robi? Żaden! Jeżeli tak na to spojrzymy, to jawią nam się pierwsze zręby strategii.
Kwaśniewski przestrzega Trzaskowskiego. 'Miałbym siń na baczności'
To wkalkulowane ryzyko. Bo zastanówmy się inaczej, po co w ogóle wrzucać filmik z siłki na x? Odpowiedź przynoszą ostatnie badania z sieci: Polacy szukają silnego faceta na trudne czasy. A kto jest silniejszy od tego, który robi ławeczkę?
Duda 2015, Trump 2016 czy np. Bolsonaro 2018 - odpowiem krótko. Przecież po ogłoszeniu startu Andrzeja Dudy ten przez blisko dwa miesiące mylony był z Piotrem Dudą. Wyrósł dopiero na konwencji w lutym 2015 roku, kiedy wygłosił bardzo sprawne przemówienie. Głosem nadrobił wszystko - nagle wszyscy zobaczyli, że mają silnego faceta "w ogniu". Dlatego może być i tak, że teraz specjalnie będzie budowany po cichu "obywatelski" kandydat Prawa i Sprawiedliwości.
Zgoda, z badań z sieci widać, że najbardziej zapamiętaną mu rzeczą było czytanie z kartki. To ewidentny błąd. Ale jeżeli to było świadome, to przy następnej większej konwencji, kiedy będzie mówił płynnie, wszyscy uznają: "O, proszę bardzo, jak się wyrobił!".
Prekampanijny najazd na piekarnie. 'O czym, do licha, mówią kandydaci?'
Znowu mamy nagłośnienie zasięgu Karola Nawrockiego bez wydania złotówki. Gdybym nie miał pieniędzy - a jak wiadomo Prawo i Sprawiedliwość ma z tym problem - to też w ten sposób budowałbym jego rozpoznawalność. Przeciągał to maksymalnie w czasie.
Dziś mają to być tylko i wyłącznie dwie rzeczy: twarz i nazwisko. Jeżeli będzie nazwisko, to będą je wpisywać do wyszukiwarki, zrobi się szum i wszyscy na samym końcu będą rozmawiać o Nawrockim. Chodzi o to, by się zastanawiali, co zrobił, co powiedział, czego nie powiedział, jak wygląda - na zasadzie: "A widziałeś tego na siłowni. Kogo? No, tego Nawrockiego". To mogą być nawet absurdalne tematy.
Cokolwiek - w myśl zasady: nie mamy pieniędzy, to zróbmy zasięgi.
Musieliby w sieci zostawić od 5 do 10 mln zł, co dawałoby nawet blisko 2 mln zł miesięcznie. Dużo, dlatego muszą robić wszystko - jak Donald Trump. Przecież wystarczyło, że wsiadł do śmieciarki - koszt jej wypożyczenia był żaden - a wszyscy o nim mówili.
Dlaczego nie! To się nazywa rebel campaign - kampania robiona wbrew standardowemu podejściu do promocji, że oto mamy kandydata, ten ogłasza program, a potem spotyka się z ludźmi i ściska im ręce. W tym przypadku pojawia się w miejscach, w których normalnie polityk się nie pojawia. A informację o tym wrzuca do sieci.
A gdzie indziej?! Bo ile można natłuc spotkań z wyborcami? Ile razy przyjeżdżać do telewizji? Radia? Dawać wywiady w gazetach? Przecież już dwa-trzy podcasty z Nawrockim, jak u Trumpa, mogą nakręcić zasięg 3-5 mln, dotrzeć do odpowiednio sprofilowanych osób. Zresztą pokazał to już przykład Rumunii - kandydat z trzeciego miejsca, któremu sondaże dawały ok. 5 proc. głosów, wygrał w cuglach wybory w pierwszej turze - właśnie dzięki internetowi.
Nawrocki też zrobi kampanię tiktokową, tym bardziej, że i sam TikTok będzie szedł w tematy stricte konserwatywne; dzisiaj jest tam już Sławomir Mentzen. Nawrocki może do tego jeszcze dodać podcast i małe portale, które robią mu co prawda po 30-50 tys. zasięgu, ale za to będą silnie oddziaływać na społeczność.
… jemu "obywatelski" kandydat może podbierać głosy. Z kolei sam Mentzen może zrobić fikołka - postawić na osoby nieobjęte w badaniach, które, tak, jak Rumunii, całkowicie mogą ukrywać swoje preferencje. Stworzy więc przekaz: nie wierzcie w sondaże, to wszystko gówno prawda, media chcą was zniszczyć, róbcie swoje.
Zgoda! Mentzen i Nawrocki są pierwszym wyborem dla wyborców dzisiejszego obozu konserwatywno-narodowo-wolnościowego. Ten, z nich który bardziej zagospodaruje ten teren i przekona, że jest lepszym gate keeperem suwności, ten może dowieść bardzo dobry wynik. Dlatego "obywatelski" kandydat też może ogłosić np. "TVN to fejkowe media, w ogóle nie będę z nimi rozmawiać. Dziękuję, do widzenia". Podobnie zresztą zrobił Trump przekonując, że kolejne telewizje i gazety to fake news media. Na czele z CNN, "Washington Post" i "New York Times".
Jeszcze nie. Cały czas nie wiem, czy to świadome działanie, czy jednak chłopaki jeszcze nie zebrali kredek do piórnika.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>