,
Obserwuj
Polityka

Tak księża agitują za Nawrockim. "Skutek może być odwrotny od zamierzonego"

5 min. czytania
30.05.2025 06:51
Co rusz słyszymy w mediach, że księża w poszczególnych parafiach agitują za Nawrockim i straszą Trzaskowskim. Zapytaliśmy ojca Pawła Gużyńskiego, czy takie apele w ogóle działają na katolików. - Ciągle do mnie piszą, bo mają dylemat - przyznaje dominikanin.
|
|
fot. Karol Porwich/East News
  • Księża z parafii w Szczawie (woj. małopolskie) wezwali wiernych do głosowania na Karola Nawrockiego, ponieważ ten - ich zdaniem - nie deklaruje sprzeciwu wobec prawa Bożego;
  • W ocenie o. Pawła Gużyńskiego to jeden z przejawów 'przerostu pobożności nad kompetencją'; 
  • Dominikanin zwraca uwagę, że podobnych przykładów jest więcej. Przy czym, jak zastrzega, nie ograniczają się one do wywieszania banerów wyborczych na murach parafii; 
  • Nasz rozmówca podkreśla, że PiS też często odwołuje się do religii w swoim przekazie;
  • Dominikanin odpowiada też na pytanie, jaki wpływ na decyzje głosujących mają akcje Kościoła.

Księża z parafii w Szczawie (woj. małopolskie) - podczas ogłoszeń duszpasterskich - zaapelowali o poparcie Karola Nawrockiego w drugiej turze wyborów prezydenckich. "Chrześcijanin może z czystym sumieniem głosować tylko na kandydata, który nie deklaruje sprzeciwu wobec prawa Bożego. Na podstawie osobistych deklaracji obu kandydatów jedynym, który spełnia to kryterium, jest Karol Nawrocki" - ogłoszono z ambony. "Za to, czy i jak zagłosujemy, przyjdzie nam zdać sprawę przed Bogiem w godzinę sądu" - dodano.

W ocenie o. Pawła Gużyńskiego księża ze Szczawy "zdecydowanie" przekroczyli reguły, które powinny obowiązywać zarówno wewnątrz Kościoła, jak i w relacjach państwo-Kościół. Zajęli się - jak tłumaczy - nieswoją działką, bo bieżącą polityką i tym, by wpływać na proces wyborczy, a nie dbaniem o wiarę i prowadzeniem do zbawienia.

- To jeden z przejawów przerostu pobożności nad kompetencją albo tego, co jeden z socjologów nazwał krótko: mistycyzujący bezład umysłowy. Z jednej strony mamy gorące akty odwołania do Boga i straszenie tym, że ktoś pójdzie do piekła za taką a nie inną decyzję wyborczą. Z drugiej strony mamy niepokojącą ignorancję dotyczącą tego, jakie cele są właściwe dla wspólnoty religijnej i społeczeństwa cywilnego, funkcjonujących równolegle w ramach demokracji - mówi dominikanin w rozmowie z tokfm.pl.

'Pasztet. Smród bije pod niebiosa'. Kto dostanie wiatr w żagle dzięki Nawrockiemu?

"Księża bez instynktu samozachowawczego" 

Parafia w Szczawie nie jest jednak jedyną, która zaangażowała się kampanię. Proboszcz jednej z najmłodszych parafii w stolicy - Jana Pawła II na warszawskim Bemowie - na oficjalnym profilu w mediach społecznościowych straszył ekskomuniką Rafała Trzaskowskiego i jego wyborców . Niedzielne rozważania zatytułował wprost: "Okiem proboszcza: głosowanie na aborcjonistę". 

O. Gużyński podaje też inne przykłady zaangażowania duchownych w kampanię. Wspomina o rozwieszaniu plakatów Karola Nawrockiego na murach kościoła. - Zrobiły tak np. parafia Matki Bożej Częstochowskiej w Zielonce czy parafia Podwyższenia Krzyża Świętego w Łaskarzewie, gdzie pod przykrywką uroczystości religijnej promowano kandydata na prezydenta - opisuje dominikanin.

"Zatrważający" - jego zdaniem - może być też przykład z Ostrowa Wielkopolskiego. Na koniec mszy, a bezpośrednio przez błogosławieństwem, ksiądz powiedział: "Udanego, dobrego tygodnia. Dzisiaj też zadecydujemy, czy opowiemy się za Polską czy za Niemcami".

Kościół a kampania wyborcza. "Księża się dużo bardziej hamują"

Mimo wszystko o. Gużyński przekonuje, że z wyborów na wybory liczba takich zdarzeń się zmniejsza. - Księża dużo bardziej się hamują, a wynika to z prostej kalkulacji: skutek może być odwrotny od zamierzonego. [Duchowni] dobrze wiedzą, że taka sprawa zaraz będzie nagłośniona i dyskutowana publicznie - tłumaczy.

Po co ABW wydała poświadczenie bezpieczeństwa Nawrockiemu? Pawlak ma teorię

Nasz rozmówca zwraca jednak uwagę, że w drugą stronę mechanizm działa podobnie, bo politycy PiS też ochoczo wykorzystują religię do działań politycznych. O. Gużyński wskazuje, że chociażby podczas konwencji wyborczej Karola Nawrockiego w Łodzi sięgnięto po hymn "Te Deum Laudamus" ("Ciebie Boga wysławiamy"), który śpiewa się w bardzo szczególnych okolicznościach. W tym przypadku jednak - jak mówi dominikanin - PiS zastosował jego przeróbkę i zmienił słowa na: "Za tą wolność, którą mamy w Polsce, w naszej ojczyźnie, Ciebie, Boga, wysławiamy" itd.

- To skandal, bo jeden z najstarszych hymnów chrześcijańskich został wulgarnie przerobiony tak, by pasował do akcji politycznej i jednoczył w odpowiedni sposób wyborców jednego kandydata, w tym odwoływał się do ich tożsamości religijnej - ocenia duchowny. -  Zresztą nie tak dawno sam Karol Nawrocki zaczął swoją przemowę od słów: "Błogosławieni cisi, błogosławieni ubodzy...".  W innym wypadku odwoływał się do postaci różnych świętych. Bez żadnej żenady używa w swojej agitacji wyborczej elementu religijnego. Przeradza się w kaznodzieję moralizującego, jednoczącego ludzi wokół wiary w Jezusa. To jest część cynicznej taktyki wyborczej tego obozu - podkreśla. 

Zastrzega przy tym, że gdyby był biskupem, to jego oświadczenie pojawiłoby się po takim zdarzeniu automatycznie. - I brzmiałoby ono jednoznacznie: "Tego nie wolno robić. To własność liturgiczna Kościoła". Podjąłbym też inne, różnego rodzaju kroki, by temu przeciwdziałać. A czy któregokolwiek z biskupów się sprzeciwił? Nikt! Żenujące - dodaje. 

'Gra wyborcza Tuska'. Bochenek broni Nawrockiego. 'Dobry, uczciwy człowiek'

Czy apele księży mają wpływ na decyzję wyborców?

Powstaje pytanie, czy te wszystkie akcje Kościoła w ogóle wpływ na decyzje głosujących? O. Gużyński przyznaje, że zgłaszają się do niego wierzący, którzy mają dylemat, co robić. - Widzą wyraźnie, że kandydat Nawrocki to typ spod ciemnej gwiazdy. Tymczasem po drugiej stronie jest kandydat Trzaskowski, o którym wiedzą, że jego prezydentura może spowodować zmiany w prawie antyaborcyjnym. A przecież "nie chcą być przedstawicielem żadnego promotora aborcji" - opowiada dominikanin.

Podkreśla przy tym, że PiS zdaje sobie sprawę z takiej postawy katolików i dlatego karmi ich głębokim skojarzeniem z wiarą i wartościami. - Bo to jest przecież swoje, znane, to katolik, on będzie bronił religii i Kościoła itd. To dlatego to robią. Nie dlatego, że są wiernymi synami Kościoła albo mądrymi implementatorami idei społecznej nauki Kościoła. To jawni rzeźnicy polityczni i religijni - ocenia.

Dopytywany, czy faktycznie wiele mogą na tym ugrać, odpowiada krótko: "Oczywiście, że tak". - Tym bardziej, że najstarsze pokolenie wychowane jest w spolegliwości i zaufaniu do Kościoła. Jak śpiewał Jacek Kaczmarski: "Cudzoziemskich ksiąg nie czytaj, czego nie wiesz, księdza pytaj". Jak im ksiądz powie: "Słuchaj, to są sprawy dotyczące zbawienia, nie można grzeszyć i na grzesznika i aborcjonistę głosować",  to w ogóle nie pójdą głosować. Bo też ich własna przyzwoitość nie pozwoli im głosować na Nawrockiego - dopowiada.

Zastrzega przy tym, że będą i tacy, którzy powiedzą: "Tu jest aborcjonista, a tutaj antyaborcjonista", w związku z czym inne rzeczy się nie liczą. - A to będzie oznaczać, że  "Vademecum wyborcze katolika"   działa, bo kryteria są tam tak sformatowane, by zdecydowanie preferować tego kandydata, który jest przeciwko aborcji - zastrzega.

"Vademecum wyborcze katolika" to dokument Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Społecznych opublikowany jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, ale przypomniany przez KEP przed pierwszą turą wyborów. O. Gużyński o vademecum tym wypowiada się krótko: "To szkodnictwo".