Dyrektor Teatru im. Słowackiego ma zostać odwołany. "Niektórzy artyści są w Polsce na indeksie"

Zarząd województwa małopolskiego chce odwołać dyrektora słynnego Teatru Słowackiego w Krakowie. - Chcę wyraźnie podkreślić, że nie chodzi o moje stanowisko, nie chodzi o stołek. Chodzi o niezależność instytucji kultury, wolność sztuki i wolność wypowiedzi artystycznej. Okazuje się, że niektórzy artyści są w Polsce na indeksie - Maja Kleczewska, Maria Peszek i Adam Mickiewicz - powiedział dyrektor Krzysztof Głuchowski na konferencji prasowej w teatrze.
Zobacz wideo

Zarząd województwa małopolskiego podjął w czwartek uchwałę o wszczęciu procedury odwołania Krzysztofa Głuchowskiego ze stanowiska dyrektora Teatru Słowackiego w Krakowie. Według władz województwa w teatrze miało dojść do naruszenia przepisów w zakresie stosowania ustawy Prawo zamówień publicznych. Dyrektor miał także wystawiać na szwank "dobre imię teatru".

To oficjalne powody. Dyrektor i zespół nie mają jednak wątpliwości, że to kara za wystawienie "Dziadów" w reżyserii Mai Kleczewskiej - przedstawienia krytykowanego m.in. przez małopolską kurator oświaty Barbarę Nowak. Po premierze "Dziadów", w grudniu, Urząd Marszałkowski skierował sprawę do RIO, jak wskazuje Głuchowski "aby znaleźć coś wreszcie na dyrektora Teatru Słowackiego". Dyrektor podkreślił, że RIO nie wszczęło jeszcze postępowania, na razie prosi o dokumenty - nie ma więc żadnych podstaw merytorycznych do jego odwołania, żadnej sprawy w prokuraturze.

Zapowiedział, że nie zrezygnuje dobrowolnie z funkcji, wezwał też do obrony wolności artystycznej. - Chcę wyraźnie podkreślić, że nie chodzi o moje stanowisko, nie chodzi o stołek. Tak właśnie umiera kultura. Chodzi o niezależność instytucji kultury, wolność sztuki i wolność wypowiedzi artystycznej. Okazuje się, że niektórzy artyści są w Polsce na indeksie - Maja Kleczewska, Maria Peszek i Adam Mickiewicz - powiedział Głuchowski na konferencji prasowej.

Dyrektor odwołał się także do wyjątkowej historii teatru. - To miejsce, zbudowane rękami krakowian w 1893 roku, które nosi dumną nazwę na frontonie "Kraków narodowej sztuce", jest ważniejsze od nas wszystkich. A w tamtych czasach słowo "narodowy" oznaczało "niezależny", bo Polski nie było. Naszym zadaniem jest obrona niezależności tego miejsca ponad wszelką cenę - apelował. 

Odniósł się także do krytyki "Dziadów" oraz nacisków na teatr. - Ten wolny kraj jest krajem, w którym zastanawiamy się czy wolno nam wystawić "Dziady" Mickiewicza. Ten piękny arcydramat polski napisany piękną poezją może szkodzić młodzieży, może szkodzić ludziom. Czy artyści nie mają już prawa interpretować sztuki w sposób w jaki chcą? - pytał.

Podkreślił, że trudno zarzucić coś Teatrowi Słowackiego od strony merytorycznej, czysto artystycznej. Ma bowiem na swoim koncie także w ostatnich latach wiele cenionych sztuk. - To ten zespół zrobił spektakl "Tysiąc nocy i jedna. Szeherezada 1979", to ten zespół zrobił "Debila", "Hamleta". To są najgłośniejsze premiery ostatnich kilku sezonów. To jest teatr sukcesu. Nie przegrany teatr. To jest teatr, który jest absolutnie na topie w tej chwili w Polsce - wskazał.

Murem za dyrektorem stanęli wszyscy pracownicy Teatru im. Słowackiego. Dyrektora popiera także Związek Zawodowy Artystów Scen Polskich. List do marszałka województwa Witolda Kozłowskiego (urząd marszałkowski jest organem założycielskim teatru) z protestem przeciwko odwołaniu Głuchowskiego podpisało blisko 180 osób z zespołu. W czwartek wieczorem kilkudziesięciu pracowników przyszło do teatru wyrazić poparcie dla dyrektora. Stanęli za Krzysztofem Głuchowskim z transparentem "Teatr jest nasz".

W imieniu pracowników głos zabrał aktor Andrzej Grabowski. - Wielu dyrektorów było wyrzucanych, ale nigdy nie spotkałem się z tym, żeby cały zespół stanął w obronie dyrektora - mówił Grabowski. Zwrócił się także bezpośrednio do Krzysztofa Głuchowskiego: "Obojętnie, co się stanie Krzyśku jesteś wielkim dyrektorem i takim będziesz".

Dyrektor Głuchowski zapowiada że nie zdejmie "Dziadów" z afisza tak długo, jak jest dyrektorem. Nie zamierza też odwoływać kwietniowego koncertu Marii Peszek, do czego próbował go zmusić marszałek Witold Kozłowski.

"Dziady" w reżyserii Mai Kleczewskiej nie spodobały się prawicy

Premiera najnowszej inscenizacji sztuki Adama Mickiewicza w reżyserii Mai Kleczewskiej odbyła się w listopadzie na deskach Teatru im. Słowackiego w Krakowie. 

Na przedstawienie ostro zareagowała małopolska kurator oświaty Barbara Nowak, która w oficjalnym stanowisku na stronie kuratorium wskazała, że "w jej ocenie spektakl ten zawiera interpretacje nieadekwatne i szkodliwe dla dzieci i uczniów, które nie wpisują się w cele systemu oświaty", a także "zdecydowanie odradziła organizowanie przez szkoły wyjść dzieci i młodzieży na ten spektakl".

Małopolska kurator w swoim stanowisku oceniła również, że inscenizacja Kleczewskiej "jest swobodną emanacją poglądów środowiska, które pragnie kształtować spojrzenie społeczne na współczesną Polskę nie z troską, miłością należną Ojczyźnie, lecz z nienawiścią do jej rodowodu historycznego, do tożsamości narodu ugruntowanego na fundamencie tradycji cywilizacji łacińskiej".

Wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński proszony wówczas przez dziennikarzy o odniesienie się do sprawy, zaznaczył, że krakowskiego spektaklu nie widział, ale słyszał krytyczne opinie. - Niepokoją wszelkie takie działania, która są kontrowersyjne w sztuce i przekraczają granice tej akceptowalnej kontrowersji - zaznaczył.

DOSTĘP PREMIUM