"Stos afer" w Szpitalu Południowym. Dymisje w ratuszu zamykają sprawę?
Wiceprezydentki Warszawy złożyły rezygnację, Rafał Trzaskowski przyjął ich dymisje. To kolejne konsekwencje związane z aferą w Szpitalu Południowym. Czy to zamyka sprawę? - na to pytanie odpowiadali politycy zaproszeni do "Wyborów w TOK-u".
Minister zdrowia i szef NFZ do wtorku mają czas na przygotowanie konkretnych rekomendacji dotyczących wyeliminowania patologii w publicznej ochronie zdrowia. Jeśli tak się nie stanie, premier Donald Tusk zapowiada zmiany personalne. To rezultat doniesień medialnych w sprawie nieprawidłowości w Warszawskim Szpitalu Południowym. W piątek prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski poinformował, że dwie jego zastępczynie Renata Kaznowska i Aldona Machnowska-Góra zrezygnowały ze stanowisk.
O to, czy dymisja zamyka sprawę pytała w "Wyborach w TOK-u" Dominika Wielowieyska.
- Rafał Trzaskowski bardzo mocno podwyższył standardy w życiu publicznym, podejmując również wczoraj bardzo ważną decyzję: w spółkach, którymi on zarządza, nie będzie miejsca dla czynnych polityków i członków partii politycznych. To sprawa bezprecedensowa. Chcę bardzo wyraźnie powiedzieć to standardy, których ja nie spotkałem przez osiem lat, patrząc PiS-owi na ręce - mówił Michał Szczerba z Koalicji Obywatelskiej.
Co na to inni politycy obecni w studiu? W ocenia Pawła Sałka z Prawa i Sprawiedliwości to, co działo się w Szpitalu Południowym jest nie do obrony przez Koalicję Obywatelską.
- W tym szpitalu wszystko się pali i wali, sytuacja jest skandaliczna, bo co dwa-trzy dni wychodzą nowe wątki związana z tą aferą. To problem i medycznym, i personalny, i tego w jaki sposób był prowadzony nadzór przez Rafała Trzaskowskiego jako prezydenta miasta stołecznego Warszawy - przekonywał.
Podobnego zdania był Alvin Gajadhur z Kancelarii Prezydenta, który przyznał wprost, że "Warszawa zarządzana jest przed szkodnika, który nad niczym nie panuje".
- Afera w Szpitalu Południowym pokazuje ogrom rozkładu państwa za czasów rządu Donalda Tuska. Ta afera ma twarz Donalda Tuska i Rafała Trzaskowskiego. Nietrudno sobie też wyobrazić, że jak prezydentem Polski byłby Rafał Trzaskowski, to saloniki VIP byłby w całym kraju - dodał.
O tym, że nie jest to jedna afera, a "stos afer" przekonany jest z kolei Bartłomiej Pejo z Konfederacji. - Salon VIP t mały pikuś w tym wszystkim, bo mowa jest też o dopuszczaniu do nagrań w prosektorium czy np. o biznesie na zmarłych - wyliczył.
Według doniesień portalu Zero i Onetu szef prosektorium szpitala miał promować firmę pogrzebową swojej wspólniczki, publikował zdjęcia ciał i szczątków ludzkich na profilach w mediach społecznościowych, a prosektorium miało być wynajmowane jako plan filmowy. Miało też tam dochodzić do nielegalnego sprzedawania ciał i usług pogrzebowych. Kierujący prosektorium miał obiecywać rodzinom zmarłych najlepsze usługi pogrzebowe, a zakładom pogrzebowym - zwłoki.
Stąd, jak mówił Pejo rozwiązaniem mogłoby by być oddanie zarządzania szpitalami "menadżerom i fachowcom, którzy byliby wybierani w otwartych postępowaniach, a nie z klucza partyjnego".
- Politycy powinni zająć polityką, a nie zarządzaniem szpitalami i spółkach spółkami skarbu państwa czy np. spółkami komunalnymi - podsumował w TOK FM.
Są też propozycje, by wprowadzić limit godzin pracy nie tylko lekarzy na etacie, ale także na kontraktach. Przy czym, jak oceniła prowadząca "Wybory w TOK-u" Naczelna Izba Lekarska ten limit określiła bardzo wysoko. Po drugie, uchwalono ustawę, która ma zapewnić transparentność wynagrodzeń lekarzy.
Wcześniej ukazały się publikacje dotyczące lekarza Dawida Kacprzyka, który jako koordynator SOR-u w Warszawskim Szpitalu Południowym, a także radny KO warszawskiej dzielnicy Ursus, miał w trakcie specjalizacji z anestezjologii zarobić w ubiegłym roku 1,6 mln zł. Na prowadzonym przez Kacprzyka oddziale politycy Koalicji Obywatelskiej mieli być przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania miały być im wykonywane niemal bezpośrednio po dokonaniu przez nich rejestracji.
Źródło: TOK FM, PAP