,
Obserwuj
Kultura

Lider "Budki Suflera" wciągnął się w "zawodowe picie". "Jest długa lista rzeczy, którą tracisz na kacu"

Łukasz Konarski, TOK FM
3 min. czytania
08.01.2025 05:55
Perkusista i lider "Budki Suflera" Tomasz Zeliszewski opowiadał w TOK FM o swojej walce z nałogiem. - Niestety wciągnąłem się w dosyć zawodowe picie. To była głupota - mówił. Zdaniem artysty, tylko radykalne zerwanie z alkoholem może przynieść skutek.
|
|
fot. JPCH
  • Niestety, wciągnąłem się w dosyć zawodowe picie. To była głupota ludzka - przyznał w TOK FM Tomasz Zeliszewski, lider 'Budki Suflera';
  • Gość TOK FM nazwał alkoholizm zagrożeniem ostatecznym;
  • Pytany o związki alkoholu z trybem życia artystów rockowym Zeliszewski przekonywał, że to tylko takie slogany.

 

Tekst ukazał się we wrześniu 2024 roku. Przypominamy Państwu ten tekst, ponieważ był jednym z najchętniej czytanych w 2024 roku. Zespół tokfm.pl zapewnia, że artykuł nadal jest aktualny.

W kolejnym odcinku audycji "Zagubiona autostrada", gościem Kamila Wróblewskiego był producent muzyczny, twórca piosenek, wieloletni perkusista, a obecnie także lider zespołu "Budka Suflera" - Tomasz Zeliszewski. - Człowiek popełnia błędy. Ważne, żebyśmy sobie z tego zdawali sprawę, a nie udawali, że żyjemy w świecie własnej doskonałości. Nie jesteśmy doskonali - przekonywał.

Od trzydziestu kilku lat

 

- Myślę, że takie podstawowe, takie błędy-killery, to jakoś sobie z nimi poradziłem, bo mówiąc inaczej ta rozmowa by nie miała miejsca. Nie mógłby mnie pan zaprosić, gdybym sobie nie poradził - gość TOK FM rozwinął, że chodzi mu o wielkie ludzkie słabości typu alkoholizm czy narkomania. Dziedziny, "które człowieka niszczą, zabijają niezależnie od tego, czy mu się wydaje, że jest tak czy inaczej".

 

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Zeliszewski zastrzegł jednak, że nie zna świata narkotyków. -.Poza jakąś młodzieńczą niegroźną fajeczką, która mi się zupełnie nie podobała, nie dotykałem tego tematu. Niestety, wciągnąłem się w dosyć zawodowe picie. To była głupota ludzka - przyznał.

Jego zdaniem alkoholizm nie jest żadną ucieczką, ale, jak dodał to można zrozumieć dopiero po wyjściu z nałogu. - Nie spróbowałem alkoholu pod żadną postacią od trzydziestu kilku lat, więc mogę coś o tym powiedzieć - przekonywał i dodał anegdotę. - To nie jest tak, że wstał facet rano i mówi "Kurczę, ale ze mnie mocarz, pojutrze będzie drugi dzień jak nie chleję". To nie jest ten przypadek - powiedział.

Z powrotem same zera

 

Gość TOK FM nazwał alkoholizm zagrożeniem ostatecznym. - Z tym się nie wygrywa. Nie ma czegoś takiego, że sobie powiemy, że coś kontrolujemy. Nic nie kontrolujemy - tłumaczył. Istnieje tylko radykalne zerwanie z nałogiem, albo "bardzo szybko znikamy". - Bo mamy taką listę rzeczy, którą tracimy na kacu: pracę, rodzinę, miłości, zainteresowania, wartości, a na końcu po prostu nas nie ma. Nie da się z tym nic innego zrobić - podkreślał i powtórzył, że jedynym wyjściem jest radykalna walka z nałogiem.

- Bać się będę tego (a to jest bardzo dobre, jak się tego boimy) pewnie do końca życia, bo akurat ta słabość, ten nałóg, ta okropna choroba działa tak, że chwila nieuwagi i wracamy do punktu wyjścia - tłumaczył sytuację powrotu do nałogu. - Wszystko, co do tej pory miało miejsce, się zeruje. Jakbyśmy przycisnęli guziczek i z powrotem mamy same zera - stwierdził.

Michał Koterski szczerze o życiu i ojcu. 'Za to cierpienie jestem dzisiaj bardzo wdzięczny'

Jesteśmy po prostu pijakami

 

Jego zdaniem, kim byśmy nie byli, odstawienie alkoholu jest kluczem do wszystkiego. - Do codzienności rodzinnej, do kontaktów z innymi ludźmi, do rozwiązywania banalnych problemów (niektórych śmiesznych, niektórych poważniejszych), do pracy, do tworzenia - wyliczał. I cieszył się, że mu się powiodło. - Jeżeli coś mi się nie udaje, to przypominam sobie rzecz najważniejszą, podstawową, że gdybym kiedyś sobie nie poradził z tym jednym tematem, dawno by mnie nie było - podkreślał.

Pytany o związki alkoholu z trybem życia artystów rockowym Zeliszewski przekonywał, że to tylko takie slogany. - Przyklejamy do tego pewien zwyczaj z dziedziny obyczajowości, albo winimy za to dziewczyny, chłopaków, ustroje społeczne, prezydentów, klimat i różne inne zjawiska występujące na planecie. A to jest prosta rzecz - jesteśmy po prostu pijakami i koniec - stwierdził stanowczo, dodając, że sprowadza to się tak naprawdę do uprawiania samozagłady. - Rock'n'roll to jest zupełnie coś innego. To nie jest picie wódki - podsumował.