,
Obserwuj
Kultura

Porucznik Borewicz i silne kobiety. Fenomen serialu "07 zgłoś się"

Kamil Śmiałkowski
3 min. czytania
30.11.2024 19:30
Blisko pół wieku po swojej premierze serial "07 zgłoś się" wciąż jest dziełem bardzo popularnym, wręcz kultowym. Powodów tego można szukać w nieustannym łamaniu schematów. Szorstka postać bohatera, cynicznego milicjanta, inne podejście do postaci homoseksualnych czy kobiecych. - Tylu postaci niezależnych, silnych kobiet nie ma w żadnym innym serialu - mówił w TOK FM Rafał Dajbor.
|
|
fot. Źródło: vod.tvp.pl

W listopadzie minęło 48 lat od premiery jednego z najbardziej kultowych seriali w historii polskiej telewizji "07 zgłoś się". Historia śledztw porucznika Borewicza ze stołecznej komendy Milicji Obywatelskiej. Nadawany przez jedenaście lat serial był dużym sukcesem, a i dziś jest jednym z najpopularniejszych telewizyjnych produkcji czasów PRL. Swój sukces zawdzięcza w dużej mierze łamaniu schematów - Borewicz jest postacią nietypową, bo o ile kpt. Sowa grany przez Wojciecha Gołasa w "Kapitan Sowa na tropie" czy Walczak grany przez Krzysztofa Litwina w "Przygodach psa Cywila" są sympatyczni, to Borewicz sympatyczny nie jest - mówił gość audycji "Powrót do przeszłości", aktor, dziennikarz i autor książek Rafał Dajbor. Gość Karoliny Lewickiej przywołał dla porównania wcześniejsze telewizyjne seriale milicyjne, by tym bardziej uwypuklić oryginalność postaci granej przez Bronisława Cieślaka.

Kobiety decydują 

- W rozmowach, i to bynajmniej nie z przestępcami, tylko ze zwykłymi obywatelami, których po prostu o coś pyta, potrafi być szorstki, bardzo niemiły. Niej jest wulgarny, do nikogo nie zwraca się w sposób obelżywy - opisywał Borewicza, przytaczając sytuację, w której wręcz sam bohater strofuje innego milicjanta z drogówki, który zwrócił się do niego "Jak jedziesz, baranie!".

Nie znaczy to jednak, że sam jest wzorem miłego milicjanta. - Proszę popatrzeć, jak w niektórych odcinkach rozmawia z ludźmi, których może jedyną winą jest to, że się zamotali w jakieś podwójne życie, albo znaleźli się w niewłaściwym miejscu i czasie - mówił Dajbor, akcentując mocno obcesowość głównego bohatera serialu. 

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Ważnym element "07 zgłoś się" jest też według gościa TOK FM jego wyraźny feminizm. - To jest chyba najbardziej feministyczny serial, jaki powstał za PRL-u. Tylu postaci niezależnych, silnych kobiet nie ma w żadnym innym serialu - przekonywał, podając przykłady. - Jaką kobietą jest Magda Karwowska? Czym się zajmuje? Ma swoją pracę zawodową, wraca do domu i staje się kurą domową usługującą Karwowskiemu i dzieciom. Proszę zobaczyć, jak wyglądają bohaterki seriali Barei, chociażby w "Alternatywach 4" Ta grana przez Bożenę Dykiel Aniołowa, czy nauczycielka grana przez Celińską. Potem w "Zmiennikach": mamy Kasię Piórecką, która się postawi, ale żeby to zrobić, musi się przebrać za mężczyznę, a jej matka jest gospodynią domową, chce tylko wydać córkę za mąż, dostarczyć do domu mięso i przechować jabłka na balkonie - wyliczał.  

Serial "07 zgłoś się" jest tego odważnym zaprzeczeniem. Bohaterki tego serialu same "decydują o swoim życiu zawodowym, uczuciowym, czy erotycznym". Dajbor przytoczył tu fragment fabuły z odcinka "Strzały na dancingu", w którym dyrektor grana przez Ewę Szykulską była szantażowana swoimi nagimi zdjęciami i chce je odzyskać. - Ale z samego faktu, że takie zdjęcia sobie wykonała, nie robi problemu. Jest dorosłą osobą i ma prawo to robić - przekonywał.

Szlachetny gej

Inny sposób pokazywania rzeczywistości, niż w pozostałych rozrywkowych produkcjach czasów PRL-u widać, według gościa TOK FM, również na przykładzie postaci homoseksualnej w odcinku "24 godziny śledztwa". - Mamy w nim wiekowego geja granego przez Andrzeja Szalawskiego, przedwojennego kawalerzystę, który przyznaje się do niepopełnionej zbrodni, żeby ochronić chłopaka, którego kocha - tłumaczył Dajbor, podkreślając godność i powagę, z jaką pokazano ten wątek.

- Uwielbiamy wszyscy "przegięte cioty" u Gruzy - przyznał, podkreślając różnice kreacji Szalawskiego. - Proszę porównać tę postać z powstałymi właściwie w tej samej epoce rolami Michnikowskiego w "Dzięciole", Pszoniaka w jednym z odcinków "Czterdziestolatka" czy Łazuki w "Motylem jestem". Zobaczmy inne postacie homoseksualne. Służą przeważnie dowcipowi, służą zabawie - stwierdził, zastrzegając, że inaczej wygląda to w "Wodzireju Falka", ale "to jest pewna publicystyka". 

Tymczasem "07 zgłoś się" od początku był tworzony i traktowany jako rozrywka, gatunek popularny. - I nagle mamy postać homoseksualisty, które jest szlachetnym człowiekiem, naprawdę kochającym swojego młodszego partnera, z piękną kartą wojenną. I jeszcze aktorstwo Andrzeja Szalawskiego dodatkowo to podbija - zachwycał się gość TOK FM, podkreślając, że nie jest to postać "wyśmiana, wydrwiona, wykpiona, karykaturalna". - A to jest druga seria "07 zgłoś się", to jest rok 1978. To jest coś tak prekursorskiego, że warto zdać sobie z tego sprawę - podkreślał.