"Ekonomiści zaczęli się głowić, dlaczego RPP zrobiła krok wstecz". O "zaskakującej" podwyżce stóp procentowych

Do 5,25 proc. wzrosła główna stopa NBP ogłosiła Rada Polityki Pieniężnej. Zdaniem analityka finansowego Rafała Mundrego to zaskakująca decyzja. - Ekonomiści sądzili, że ta podwyżka stóp procentowych będzie wyższa - mówił w TOK FM.
Zobacz wideo

Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy procentowe 0,75 pkt proc. Główna stopa NBP - referencyjna - wzrosła do 5,25 proc. w skali rocznej. To ósma podwyżka z rzędu i zła wiadomość dla kredytobiorców, którzy będą musieli płacić jeszcze wyższe raty kredytów.

Podwyżki stóp procentowych to jedno z narzędzi do walki z inflacją, która cały czas rośnie. Z tego punktu widzenia czwartkową decyzję RPP ekonomiści uznali za zaskakującą. Dlaczego? Wyjaśniał w TOK FM analityk finansowy Rafał Mundry.

- Zaskakująca, bo wszyscy sądzili, że ta podwyżka stóp procentowych będzie wyższa. Ekonomiści teraz zaczęli się głowić, dlaczego RPP zrobiła krok wstecz (w walce z inflacją - przyp. red.), skoro przez ostatni miesiąc napływały do nas informacje o tym, że stopy powinny rosnąć jeszcze bardziej - powiedział w rozmowie z Karoliną Lewicką.

Ekspert zwrócił uwagę na to, że zaraz po decyzji w sprawie stóp procentowych złoty mocno się osłabił, co może świadczyć o tym, że rynek także jest zaskoczony. Jak dodał, eksperci przewidywali raczej podwyżkę o 100 punktów bazowych, czyli 1 proc. Tak jak było przy poprzedniej podwyżce, na początku kwietnia.  - Eksperci wciąż uważają, że stopy procentowe będą jeszcze rosły. Mało tego, RPP w komunikacie po swojej decyzji również ogłosiła, że dalej jest w cyklu podwyżek. Czyli za miesiąc możemy się spodziewać kolejnej – ocenił.

Mundry mówił, że kolejnych podwyżek nie da się uniknąć, póki inflacja w naszym kraju galopuje. Według ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego to już 12,3 proc. rok do roku. - Tymczasem stopa NBP nawet nie zbliżyła się do połowy (tego poziomu – przyp. red.). A jeśli RPP chce gonić inflację i chce ją dusić, to stopy powinny rosnąć szybciej – tłumaczył.

"Ekonomiści złapali się za głowy"

W ocenie gościa TOK FM inflacja na poziomie co najmniej 10 proc. zostanie w Polsce do przyszłego roku. - Natomiast w tym może jeszcze sięgnąć 14-15 proc. - prognozował i przywołał niedawne dane Głównego Urzędu Statystycznego, które mogą tę tezę potwierdzać. Dotyczy to np. cen produktów w skupach rolnych. - Gdy ekonomiści zobaczyli te dane, łapali się za głowy. Ceny skoczyły w marcu średnio o 35 proc. rok do roku. Najbardziej, bo 60 proc., zdrożało zboże, a bydło o 50 proc. - wyliczał.

Jak zaraz dodał, wartość produktów w skupach rolnych będzie wpływać na inflację końcową, którą zobaczymy w cenach na półkach sklepowych. - Ta inflacja na poziomie 35 proc. w skupach jest już tak duża, że niestety sklepikarze nie będą mogli obniżać swoich marży, tylko będą musieli podnieść ceny produktów – tłumaczył.

Zwrócił również uwagę, że póki co wzrost cen spowalnia wprowadzona przez rząd tarcza inflacyjna, której głównymi elementami są: obniżka cen paliw, niższy VAT na gaz i energię oraz specjalny dodatek osłonowy dla rodzin. Na razie obowiązuje do końca lipca, ale premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że zostanie przedłużona do końca roku.

- Myślę, że zostanie przedłużona do następnych wyborów. Bo gdybyśmy zwrócili do stałych stawek VAT, to inflacja skoczyłaby automatycznie o ok. 2-3 proc. Więc to byłaby bardzo niepopularna decyzja rządzących i zakładam, że politycy na razie się nie zdecydują na rezygnację z tej tarczy – podsumował w rozmowie z Karoliną Lewicką analityk finansowy Rafał Mundry.

DOSTĘP PREMIUM