Putin w Dniu Zwycięstwa: Rosyjska armia w Donbasie walczy o wolność ojczyzny. Słowo "Ukraina" nie padło ani razu

Nasi żołnierze w Donbasie walczą za naszych rodaków, walczą w obronie naszej ojczyzny - mówił Władimir Putin w wystąpieniu w czasie obchodów Dnia Zwycięstwa w Moskwie. W jego wystąpieniu słowo "Ukraina" nie padło ani razu.

W Moskwie na Placu Czerwonym jak co roku Rosja świętuje zakończenie II wojny światowej - tam nazywanej Wielką Wojną Ojczyźnianą - i zwycięstwo nad faszyzmem. Świat z niepokojem oczekiwał wystąpienia Władimira Putina - spodziewano się, że może on wykorzystać tę okazję do otwartego wypowiedzenia wojny zaatakowanej przez Rosję Ukrainie.

"Atak wyprzedzający"

Tak się jednak nie stało, a Putin ani razu nie wymienił nazwy kraju, który rosyjska armia zaatakowała na jego rozkaz 24 lutego. Kilkukrotnie mówił za to o Donbasie jako miejscu, w którym walczą teraz rosyjscy żołnierze. Jak wskazywał, również na Placu Czerwonym znaleźli się wojskowi, którzy wrócili ze strefy walk. - Dziś żołnierze walczą o bezpieczeństwo ojczyzny i w obronie naszych ludzi w Donbasie - mówił. W jego słowach pełno było insynuacji i manipulacji, w tym oskarżenia wobec NATO, które miało przygotowywać atak na Rosję. To stały przekaz rosyjskiej propagandy, który ma tłumaczyć brutalną agresję wobec Ukrainy.

Putin tłumaczył, że w grudniu 2021 roku Rosja chciała rozmów z Zachodem i wypracowania równego pokoju i gwarancji bezpieczeństwa. Jak stwierdził jednak, Zachód planował atak na jej granice i zajęcie jej "historycznych terytoriów", w tym Krymu. Putin oskarżał NATO, że rozpoczęło zbrojenie terenów sąsiadujących z Rosją i że postanowiło wspierać "neonazistów".

Wspomniał nawet, że w "Kijowie mówiło się o możliwym użyciu broni jądrowej". Dlatego - jak tłumaczył w wystąpieniu transmitowanym na żywo przez rosyjską telewizję - reakcja była niezbędna i konieczna. - Niebezpieczeństwo rosło z każdym dniem. Ale Rosja dała odpór agresji, było to jedyne możliwe rozwiązanie - stwierdził. A przypomnijmy, że Krym został nielegalnie anektowany przez Rosję, przy sprzeciwie świata, w 2014 roku. A ani Ukraina, ani NATO nie szykowało żadnej operacji wymierzonej w Rosję. Przeciwnie - od ośmiu lat to terytorium Ukrainy jest atakowane przez siły rosyjskie. 

"Rosja szanuje wszystkie narody"

Wystąpienie Putina pełne było ataków na Zachód - pojawiło się m.in. stwierdzenie, że próbował on nasyłać na Rosję "bandy międzynarodowych terrorystów". Pod adresem USA zaś pojawił się zarzut, że próbuje sobie podporządkować świat - w przeciwieństwie do Rosji, która "szanuje wszystkie narody". - My jesteśmy inni. Nigdy nie odrzucimy miłości ojczyzny, tradycyjnych wartości, obyczajów przodków - stwierdził Putin i zarzucił Zachodowi "cyniczne fałszowanie II wojny światowej". Posunął się nawet do stwierdzenia, że amerykańskim weteranom, którzy chcieli wziąć udział w Dniu Zwycięstwa w Moskwie, zabroniono przyjazdu do Rosji. 

Prawda jest jednak taka, że w Rosji uważa się, że II wojna światowa zaczęła się w 1941 roku - od ataku Hitlera na ZSRR. W związku z tym w oficjalnym nauczaniu historii nie ma mowy m.in. o ataku Stalina na Polskę 17 września 1939 roku. 

DOSTĘP PREMIUM