"Trutka na szczury" mówił o bitcoinie Buffett. A to dzięki kryptowalutom tyle zarabia
Znów ciekawie zrobiło się na bitcoinie. Elektroniczny pieniądz w ostatnich dniach zelektryzował inwestorów, by chwilę później przyprawić ogromną grupę z nich o straty przekraczające sto milionów dolarów. Wszystko za sprawą jednej fałszywej wiadomości. Jak to się dzieje, że jeden tweet najpierw spowodował wybuch radości, by chwilę później przynieść straty liczone w milionach? I czy kryptowaluty są 'eksplozją hazardu' jak mówił o nich guru światowego inwestowania?
Bitcoin i spółka, czyli cała długa lista, działających w wirtualnym świecie kryptowalut nie zaliczą ostatniego roku do udanych. Po ubiegłorocznej aferze z bankructwem trzeciej największej giełdy kryptowalut FTX, kiedy - jak pisały amerykańskie media umarło kryptomarzenie - elektroniczne pieniądze są cieniem swojej potęgi sprzed dwóch lat. I raz po raz wstrząsają nimi kolejne mniejsze lub większe afery. Jak ta ostatnia, która tak jak szybko wyniosła bitcoina w okolice 30 tysięcy dolarów, tak jeszcze szybciej sprowadziła go na ziemię. Co się właściwie stało?
Jeden z serwisów podał wiadomość, że amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd zatwierdziła pierwszy fundusz ETF oparty o bitcoina. Brzmi skomplikowanie, prawda? Ale już wyjaśniamy. ETFy, to takie fundusze, które dokładnie odwzorowują zachowanie instrumentu finansowego, o który są oparte. Żeby to rozszyfrować, posłużymy się przykładem.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć >>
Żeby zainwestować w pięćset największych amerykańskich spółek notowanych w ramach indeksu S&P500 na giełdzie w Nowym Jorku, nie musimy kupować po kolei każdej z tych spółek. Możemy kupić jeden fundusz ETF, który dokładnie odwzorowuje zachowanie wspomnianego indeksu. Na Zachodzie to popularna metoda inwestowania, u nas ciągle raczkuje. No i właśnie: ETF oparty o bitcoina ułatwiłby inwestowanie w elektroniczne pieniądze: nie byłoby konieczne zakładanie kont na bitcoinowych giełdach, które lubią bankrutować, zostawiając inwestorów na lodzie, wystarczyłby jeden fundusz, łatwy do kupienia w dużej instytucji finansowej, który oddawałby zachowanie bitcoina.
Tyle że takiego funduszu nie ma, wiadomość o jego zatwierdzeniu w Stanach okazała się fałszywa, bo proces zatwierdzania trwa i nie wiadomo czym i kiedy może się skończyć. Euforia inwestorów opadła w momencie, kurs spadł, a ci, którzy grali zwłaszcza za pożyczone pieniądze, przegrali miliony. Serwis, który podał fałszywą wiadomość, próbuje się tłumaczyć, ale straty są potężne. Czy rację zatem miał Warren Buffet, guru światowego inwestowania, który mówiąc o kryptowalutach, nie przebierał w słowach, nazywając je 'trutką na szczury do kwadratu'?
Najbardziej znany światowy inwestor, który na inwestowaniu zbił miliardy, nigdy nie ukrywał swojej niechęci do kryptowalut, nazywając je szarlatanerią, a handel nimi po prostu głupim. Ale jako że tylko krowa nie zmienia zdania, Buffet w kryptowaluty wszedł, a przynajmniej pośrednio. Jego wehikuł inwestycyjny kupił warte ponad miliard dolarów udziały w brazylijskim Nubanku, notowanym na nowojorskiej giełdzie. To bank, który wypuścił własną kryptowalutę i całkiem mądrze nią zarządza. Na przykład jego klienci właśnie w kryptowalucie dostają zwroty za zakupy albo nagrody w programie lojalnościowym. W planach jest wypłacanie w nucoinach czegoś w rodzaju odsetek za lokaty. Bank robi błyskawiczną międzynarodową karierę, a swoim sukcesem wyprzedził już na świecie znanego wam zapewne Revoluta.
Od wkładek do butów po nowojorską giełdę. Tak najbrzydsze sandały świata doszły na szczyt
Efektem jest stuprocentowy wzrost notowań jego akcji na nowojorskiej giełdzie tylko w tym roku i spory zastrzyk gotówki dla akcjonariuszy, w tym - Warrena Buffeta. Brazylijski bank, w którym kryptowaluty są na porządku dziennym, dał zarobić więcej niż inne obecne w portfelu inwestora spółki, w tym tacy giganci jak Amazon, Apple, Coca-Cola czy Bank of America. Pieniądze więc Buffetowi nie śmierdzą, a kluczem jest tu mądre inwestowanie. Kłania się najbardziej znane wśród giełdowych wyjadaczy powiedzenie, żeby nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka.