,
Obserwuj
Gospodarka

Zimno i ciemno: trzeba więc grzać i świecić. Jak wygląda energetyczna układanka w tym sezonie?

Wojciech Kowalik, Anna Augustyn
6 min. czytania
03.12.2023 14:52
Susza w Ameryce Środkowej może przyjść z pomocą dla cen gazu w Europie. Jak to możliwe? Otóż chodzi o znany wam już z naszych historii Kanał Panamski - przez wprowadzone w nim ograniczenia, transport gazu ze Stanów Zjednoczonych do Chin tym szlakiem staje się mało opłacalny. W związku z tym Amerykanie mogą już wkrótce polować na odbiorców, a tych odbiorców mogą znaleźć w Europie, łatwo dostępnej transportowo.
|
|
fot. Karol Piętek / Agencja Wyborcza.pl

Tematy energetyczne w Europie odżywają na nowo wraz z zapowiadanym uderzeniem zimy. Gorsze informacje napływają jednak z polskiego górnictwa. Po eldorado z ubiegłego roku nie ma już śladu, węgiel jest drogi, jego zapasy piętrzą się na zwałach i w domowych piwnicach. Jak ta energetyczna układanka wygląda w zaczętym dopiero sezonie grzewczym?

Jak wiadomo, skoro jest zima, to musi być zimno. A gdy jest zimno, trzeba grzać. Na dodatek jest ciemno, więc trzeba również świecić. Ile nas to będzie kosztować? I dlaczego tak dużo? A może będzie taniej?

Ograniczenia w Kanale Panamskim

Ameryka Środkowa walczy z suszą. Mimo że to jedno z najbardziej wilgotnych miejsc na świecie - położone blisko równika - modli się o deszcz. Szczególnie Panama. Bo dla niej regularny deszcz to nie tylko gwarancja wody pitnej, ale też gigantycznych wpływów do budżetu. To z miejscowych jezior zasilany jest bowiem Kanał Panamski. Gdy brakuje w nich wody, kanał ogranicza żeglugę, a to jedna z najważniejszych dróg morskich na świecie. Ten globalny skrót to oszczędność pieniędzy i czasu dla krajów położonych po obu stronach obu Ameryk, skrót z amerykańskiego wschodniego wybrzeża do Azji, i z zachodniego wybrzeża do Europy. Gdy skrót nie działa, światowy handel nie działa. I tak jest właśnie w tym wypadku.

Kierownictwo kanału zarządziło ograniczenia w ruchu. To znaczy, że przepuszcza na drugą stronę o jedną czwartą mniej jednostek niż zwykle. Na dodatek wszystkie muszą być lżejsze, żeby nie osiadły podczas przeprawy. Te, które wiozą za dużo towaru, muszą się częściowo rozładować po jednej stronie, wysłać ładunek koleją na drugą stronę, a potem załadować go z powrotem. Problem w tym, że nie da się tego zrobić z płynnym gazem.

Kolejka stojąca przed wejściem do kanału jest kosztowna. Można ją ominąć za dodatkową opłatą, a rejsowo trzeba się do niej zapisać. Jednak liczba miejsc jest ograniczona, a to oznacza konieczność czekania. Czas to pieniądz, najlepiej byłoby więc zmienić trasę. Problem w tym, że w przypadku supertankowców z płynnym gazem to praktycznie niemożliwe. I dlatego dramatyczna sytuacja w transporcie morskim może się okazać niebywałą okazją dla Europy. Jak to możliwe? Amerykanie wielką część gazu sprzedawali Chinom. Pływali z nim ze wschodniego wybrzeża do chińskich gazoportów skrótem przez Kanał Panamski. A skoro skrót nie działa jak kiedyś, zmuszeni są zmienić tradycyjne trasy. Jedna droga prowadzi po globusie w prawo przez Europę i Kanał Sueski do Azji. Druga po globusie w dół wokół Przylądka Dobre Nadziei, a potem w lewo. Obie drogi są na tyle długie, że transport staje się mało opłacalny. I to mimo że Chińczycy płacą Amerykanom więcej niż Europejczycy. Wszystko wskazuje więc na to, że amerykański płynny gaz będzie płynąć do Europy szerszym strumieniem, a to oznacza niższe ceny. I to szybko, bo już w styczniu może się okazać, że sprzedawcy amerykańskiego LNG muszą dosłownie polować na kupujących. Magazyny z gazem zapełnione są niemal pod korek tak w Azji, jak i w Europie. Ale ten stan długo się nie utrzyma. Bo jest zima.

Ceny pod wielkim znakiem zapytania

Nad Europę nadciągają siarczyste - jak na tę porę roku - mrozy. Kto pamięta, kiedy ostatnio było minus 20 stopni w listopadzie? Tę pogodową atrakcję zawdzięczamy wirowi polarnemu. Europa będzie w tym tygodniu przechodzić pierwszy energetyczny test zimowy po krytycznym poprzednim sezonie. I teraz przenosimy się w czasie.

Rok temu ceny energii przebiły sufit, bo Zachód odciął się od dostaw paliw z Rosji, które Rosja wcześniej i tak ograniczała, prowadząc z Europą wojnę energetyczną. Rekordowo drogi był gaz, a wraz z nim prąd, bo dla wielu krajów to bazowe paliwo do produkcji energii elektrycznej. W Polsce skokowo podrożał węgiel, bo rząd znienacka na wiosnę wprowadził embargo na surowiec z Rosji. A to właśnie stamtąd jechało do Polski paliwo zasilające domowe piece grzewcze. Ten sezon Europa otwiera z pełnymi magazynami gazu. Zatankowała je do pełna, zanim przyszły jesienne chłody, w tym roku dużo później niż zwykle. I dlatego we wrześniu i październiku kontynent oszczędzał na gazie. Inna rzecz, że mniej go potrzebował nie tylko z powodu wyjątkowo ciepłej jesieni. Ale także z powodu hamującej gospodarki. Przemysł pracuje na niższym biegu i nie potrzebuje zasilania. Czyli jest dobrze, ale czy stabilnie?

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć >>

Niekoniecznie. Bo po pierwsze Rosja nie skończyła ze swoją polityką energetyczną, jej celem jest osłabienie Zachodu. Po drugie wojna izraelsko-palestyńska może przerodzić się w otwartą wojnę na całym Bliskim Wschodzie, a to oznaczałoby problemy z dostawami gazu płynnego. Bo jedna trzecia globalnych zasobów tego surowca transportowana jest w świat przez cieśninę Ormuz. Każde ograniczenie ruchu morskiego w tym miejscu skończy się podwyżką cen gazu w Europie. A i tak jest dwa, trzy razy drożej niż było przed wybuchem wojny energetycznej i napaścią Rosji na Ukrainę. I na koniec polski węgiel.

'Węgiel na wagę złota'

Dla przemysłu wydobywczego nie ma lepszej wiadomości niż zapowiedź mrozów. Bo to znaczy, że elektrownie będą potrzebować węgla do produkcji prądu, podobnie ciepłownie, bo trzeba będzie grzać w kaloryferach. Ale to, co jest dobrą wiadomością dla górników, nie cieszy odbiorców. Bo choć ceny prądu są w Polsce regulowane i cena węgla dla płacących rachunki nie ma w zasadzie znaczenia, to już dla ogrzewających domy własnymi piecami węglowymi ma znaczenie kolosalne.

I tu na chwilę wrócimy do przeszłości, bo ta przeszłość jest ważna, żeby zrozumieć, co dzieje się dzisiaj i w polskim górnictwie, i w ciepłownictwie. W ubiegłym sezonie grzewczym węgiel był na wagę złota. Obowiązywał zakaz sprowadzania węgla z Rosji. Trzeba go było szukać po świecie. Węgiel sprowadzało państwo polskie. Kopalnie nie nadążały z kopaniem. Przed bramami stały kilometrowe kolejki, obowiązywała reglamentacja, ceny rosły w oczach, tona węgla nadającego się do pieca kosztowała nawet 4 tysiące. Rząd dopłacał do węgla, ale tylko do określonej ilości. Na tym szaleństwie kokosy zbijały polskie kopalnie, bo koszt wydobycia jednej tony był cztery razy niższy niż cena tony węgla dla zwykłych klientów. Aż szaleństwo się skończyło, przyszła wiosna, a polskie rodziny zostały z zapasami.

I oto jesteśmy dzisiaj. Z najdroższym górnictwem w Europie. I równie drogim węglem. Dwa razy droższym niż importowany. Oraz z zapasami państwowego paliwa, bo zostało z ubiegłorocznej akcji. Na koniec z wielomiliardową dziurą w budżecie największej firmy górniczej w Europie. To Polska Grupa Górnicza, na którą wszyscy się złożymy. Bo odchodzący rząd zdecydował właśnie, że ponad 7 miliardów złotych pożyczy w przyszłym roku na rynku, żeby dołożyć do utrzymania kopalń. Bez tych pieniędzy nie będzie na wypłaty dla górników. Kopalnie wydobywały przez większą część roku coraz mniej, bo nie było chętnych do kupowania.

W Europie jest taniej, nawet z transportem z zachodnich portów do Polski, i to o połowę. Polskie ciepłownie tymczasem - pomimo obniżek cen na świecie - płacą niemal tyle, co w ubiegłym rekordowym sezonie. Z węglem jest jeszcze gorzej. Ten dla elektrowni z polskich dostaw jest... najdroższy w historii, a zapasy są najwyższe od co najmniej dwóch lat. W tym samym czasie zatrudnienie w górnictwie niemal się nie zmienia. Ostatnio pracowników branży ubywało prawie dwa lata temu, zimą 2022 roku. Z tych wszystkich powodów największe firmy produkujące prąd w Polsce domagają się zgody na podniesienie cen prądu, nawet o 100 procent. Ktoś w końcu musi na to wszystko zarobić. Konkretnie - my, konsumenci, musimy.

Na koniec prognoza pogody, bo jak widać (i słychać), wszystko zaczyna się i kończy na pogodzie. Będzie zimno. Będzie zimno, na pewno w naszej części Europy. I to przez cały najbliższy tydzień.