Jedna książka to trzy jajka. Kto zarabia na książkach, a kto tylko je pisze?
Unia Literacka chce minimalnej stawki dla pisarzy. - Tutaj aż kusi, żeby autorowi nie dopłacić, bo autor to najsłabsze ogniwo. Co my możemy. I tak napisaliśmy, i tak musimy to wydać. Inna rzecz, że i tak jesteśmy postrzegani jako hobbyści, którzy robią to właściwie nie wiadomo dlaczego - mówił w TOK FM członek zarządu stowarzyszenia, powieściopisarz i prawnik.
- Unia Literacka chce, by do autora książki trafiało 10 proc. ceny okładkowej;
- Jak teraz wygląda rynek? Kto zarabia na książkach, a kto tylko je pisze?
- O tym w TOK FM mówił członek zarządu stowarzyszenia Unia Literacka, powieściopisarz i prawnik Piotr Siemion.
Jedna książka to równowartość trzech jajek. Dwie książki to jedna kawa espresso. Za trzy sprzedane książki można kupić pączka. Autor w Polsce na sprzedanej książce zarabia 2,87 zł, wynika z raportu Polskiej Sieci Ekonomii. Tymczasem Unia literacka domaga się ustawowej minimalnej stawki dla pisarzy. 10 proc. - tyle ceny okładkowej miałoby trafiać do autora książki.
Gdzie teraz znika 95 proc. ceny książki? Jak mówił w TOK FM członek zarządu stowarzyszenia Unia Literacka, powieściopisarz i prawnik Piotr Siemion "rynek ma wiele części i na każdym etapie jest ktoś, kto potrzebuje i musi zarobić".
- Wydawca mówi: "Więcej ryzykuję od pana, bo pan już napisał. A poza tym pan pisać nie musiał, a ja muszę wydać, żeby na tym zarobić". To logika, z którą można polemizować. Ale teraz wydawca ma swoje koszty. Redaktorów, korektorów, marketing, na którym zwykle oszczędza. I druk - jest taki fetysz, że druk to dopiero kosztuje. Nie, druk to też 5 proc. kosztów; 10 proc., jeżeli wydajemy coś wspaniałego. A potem wydawca sprzedaje tę książkę z łóżka polowego jak w latach 90. lub wydrukowany nakład przekazuje dystrybutorowi, hurtownikom. A hurtownik mówi: "Dobrze, ale tutaj cena okładkowa to 50 zł, a potrzebują upustu. Zapłacę połowę z tego, bo muszę zarobić. Mam swoje koszty". Dalej są księgarnie, które też muszą zarobić itd. - tłumaczył w TOK FM cały mechanizm.
Jak dodał, skutki są takie, że wydawcy oszczędzają na promocji, hurtownicy lubią mieć swoje sklepy, bo wtedy marże zostawiają sobie. - A autorzy dostają jakieś groszaki bo nie da inaczej, tak słyszą. Poza tym jest w tym też trochę moralnego hazardu, jak mówią ekonomiści. Tutaj aż kusi, żeby autorowi nie dopłacić, bo autor to najsłabsze ogniwo. Co my możemy. I tak napisaliśmy, i tak musimy to wydać. Inna rzecz, że i tak jesteśmy postrzegani jako hobbyści, którzy robią to właściwie nie wiadomo dlaczego - dodał w rozmowie z Michałem Tomasikiem.
Quiz: Polityczne wydarzenia w Polsce i na świecie. Uwaga, 10 trudnych pytań! [QUIZ TOK FM]
Ukończ quiz i odbierz nagrodę do -40% na TOK FM Premium!
Zniżka zależy od uzyskanego wyniku.
Promocje nie łączą się.
"Na każdym etapie kasują swoje marże"
Raport pokazał też, że cztery największe firmy dystrybucyjne kontrolują około 80 proc. rynku. Piotr Siemion zwrócił w tym kontekście uwagę, że w tej grupie są też hurtownicy, którzy jednocześnie mają swoje wydawnictwa, własny hurt, własne sieci księgarskie oraz własne media społecznościowe i reklamowe. - To quasi monopole zintegrowane wertykalnie. Po prostu biorą książkę i na każdym etapie kasują swoje marże - dopowiedział.
Zastrzegł, że choć to mechanizm legalny, to "niewątpliwie szkodliwy". - Pozwala, by rynek się konsolidował, a autorzy byli niedopłacani - podkreślił.
Inna rzecz, dodał na koniec gość TOK FM, że debiutanci często przyjmują pierwszą ofertę wydawcy, a ta wcale nie musi być dla nich optymalna. - Potem bardzo się dziwią: Dlaczego w ogóle zgodziłem na takie warunki?! Dlatego, że nastąpiło zjawisko asymetrii informacyjnej: wydawca wiedział wszystko, debiutant nic - skwitował w TOK FM.
Źródło: TOK FM