Tysiące obserwatorów wyborczych chce nadzorować głosowanie. W I turze widzieli nieprawidłowości

Mowa o obserwatorach w ramach Obywatelskiej Kontroli Wyborów, czyli akcji organizowanej przez Komitet Obrony Demokracji. Obserwatorach w kraju i za granicą, w większych miastach i malutkich wioskach. Obserwatorach - uczniach, rodzicach i dziadkach.
Zobacz wideo

Patrycja Kluch ma 18 lat - jest tegoroczną maturzystką, skończyła III Liceum Ogólnokształcące w Lublinie. Obserwatorką wyborczą była po raz pierwszy - w małej miejscowości ok. 40 km od Lublina. Nie kryje, że gdy pojawiła się na miejscu - niedługo przed liczeniem głosów - wśród pań z komisji była konsternacja. - Ale jak to? Ktoś ma nam patrzeć na ręce? - zastanawiały się niektóre. Ale nie można było Patrycji ot tak nie wpuścić.

Jak mówi, nie zauważyła nieprawidłowości, choć miała poczucie, że gdy ona jest w komisji, wszyscy bardziej się pilnują. - Pojawiły się błędy w liczeniu głosów, ale panie z komisji jeszcze raz wszystko przeliczyły - mówi Patrycja. Dlaczego zgłosiła się na obserwatorkę? - Było to dla mnie oczywiste, że te wybory potrzebują nadzwyczajnego nadzoru. Dlatego się zgłosiłam. Miałam szkolenie online, dowiedziałam się, na co mamy zwracać uwagę - mówi Patrycja.

***

Obywatelska Kontrola Wyborów (OKW), podjęta przez Komitet Obrony Demokracji, trwa od 2018 roku. Obserwatorzy starają się być w jak największej liczbie komisji. Nie inaczej jest i tym razem. W I turze na obserwatora zgłosiło się około tysiąca osób - teraz już jest ponad dwa tysiące chętnych, a nabór cały czas trwa. Cieszy to koordynatora akcji, Michała Leśniaka z Krakowa, bo im więcej takich osób będzie w komisjach, tym lepiej. Chodzi o zapobieżenie ewentualnym próbom fałszowania wyników. Obserwatorem można być w ciągu dnia, można tylko wieczorem przy liczeniu głosów, ale potrzebne są też osoby, których praca skupi się na robieniu zdjęć protokołów z poszczególnych komisji.

Przy I turze wyborów prezydenckich połowa obserwatorów OKW została wysłana poza duże miasta. - W wyborach prezydenckich zgłosili się też chętni do obserwacji w komisjach za granicą - mamy obserwatorów w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji, Belgii, Danii, Szwajcarii,Portugalii, Hiszpanii, we Włoszech, Norwegii, Szwecji, Kanadzie, USA, Rosji, Hongkongu - mówi Magdalena Bielska z KOD.

Jeśli chodzi o głosowanie w I turze w komisjach w Polsce, zaobserwowano m.in. słabe przygotowanie członków komisji. - Mamy informację, że szkoleń dla nich - teraz, w dobie pandemii - często po prostu nie było. Spotkania polegały tylko na tym, że członkowie komisji dzielili się kompetencjami i tyle. Jeśli ktoś zna prawo wyborcze i przeczytał aktualne wytyczne, to był na bieżąco. Jeśli ktoś tego prawa nie zna, to przekłada się to potem na problemy w trakcie głosowania - mówi Michał Leśniak z KOD.

W efekcie zdarzało się, że członek komisji nie wiedział, czy legitymacja szkolna albo paszport uprawnia do oddania głosu, czy też nie. W Lublinie w jednej z komisji był przypadek, że pani, która przyszła z paszportem - chciano wpisać w dokument, że uczestniczyła w głosowaniu. - Nie zgodziłam się, przecież to absurd - mówi mam wyborczyni.

***

Lidia Popiel ma ponad 80 lat, jest emerytką, przed laty pracowała w Świdniku w zakładach lotniczych - jest inżynierem lotnictwa. Też była obserwatorką wyborów w I turze. - Zawsze byłam zaangażowana, łącznie ze stanem wojennym. Teraz też nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej. Trafiłam do komisji w Lublinie, przy ul. Krochmalnej - komisji, w składzie której były osoby wyłącznie z PiS. Dlatego to było tak ważne, by był tam ktoś jeszcze - mówi nasza rozmówczyni. Dodaje, że nie zauważyła nieprawidłowości.

Ma wrażenie, że sama jej obecność powodowała, że komisja się pilnowała. - Na kartach do głosowania nie było podwójnych skreśleń, co zdarzało się w innych miastach, a takie głosy są nieważne. Cała komisja liczyła głosy wspólnie, nie podzielili się przy liczeniu, a to ważne. Był jedynie problem z jedną z kart do głosowania. Liczba głosujących była o jedną osobę większa niż liczba wrzuconych kartek. Wynikało to z tego, że jeden chłopak podpisał się, że był na wyborach, ale od razu wyszedł - nie wziął kartki, nie oddał głosu - opowiada emerytka. Idzie też na II turę jako obserwatorka wyborcza. - Im jest nas więcej, tym bardziej daje to jakąś pewność, że nie będą próbowali oszukiwać np. przy liczeniu głosów - słyszymy od pani Lidii.

***

Jeśli chodzi o nieprawidłowości stwierdzone w skali kraju, to dotyczyło to m.in. wyborców, którzy mieli być dopisani do spisu wyborców, a na miejscu, w lokalu, okazywało się, że ich w spisie nie ma. Były przypadki wrzucania do urny pakietów korespondencyjnych, co jest niezgodne z prawem, bo pakiet trzeba oddać komisji. - Na szczęście były to nieliczne sytuacje - mówi Michał Leśniak. Problemem był brak znaku "X" przy którymś z kandydatów czy "X" przy więcej niż jednym kandydacie (głos jest wtedy nieważny). Pojawiła się też inna kwestia - niektórzy zamiast znaku "X" stawiali znak "V" (być może jako znak zwycięstwa - tyle że taki głos też jest nieważny, bo muszą być dwie przecinające się linie - przyp. red.).

Istotnym problemem było dzielenie się komisji na "podkomisje" przy liczeniu głosów, co nie powinno się zdarzać. - W 15 procentach obserwowanych przez nas komisji głosy były liczone w podziale na grupy - przyznaje Michał Leśniak. Jak tłumaczy, to może sprzyjać nieprawidłowościom.

- Chciałabym zwrócić uwagę na moment segregowania kart do głosowania. O ile komisje przeliczają kilkukrotnie liczbę oddanych głosów na danego kandydata, o tyle najczęściej nie są sprawdzane wcześniej komisyjnie liczone karty - czy zostały prawidłowo rozłożone i czy w danej puli znajdują się faktycznie tylko głosy na danego kandydata. To najprostszy sposób zafałszowania wyników i praktycznie bezkarny, bo trudno ustalić, kto położył które karty i czy podmiana to wynik pomyłki z pośpiechu i zmęczenia, czy próba fałszerstwa - tłumaczy Magdalena Bielska.

Odnotowano też coś pozytywnego - w lokalach wyborczych w związku z pandemią nie było tłoku, jak to zdarzało się wcześniej. Nie było konieczności wypełniania karty do głosowania na podłodze czy na parapecie. Każdy miał godne warunki do postawienia znaku "X" na karcie do głosowania i do wrzucenia jej do urny.

- Dochodzę do wniosku, że sama obecność obserwatorów w komisjach powoduje, że komisje lepiej się starają, lepiej wykonują swoje obowiązki - tłumaczy Michał Leśniak z Obywatelskiej Kontroli Wyborów.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM