"Sukcesja", "Biały Lotos" i fascynacja bogaczami. "Gdyby tych seriali nie było, to trzeba byłoby je wymyślić"
Oglądalność pokazuje, jak bardzo lubimy oglądać filmy i seriale, których bohaterami są ludzie bogaci. Uwagę milionów w tym roku przykuły m.in. "Biały Lotos" i finałowy sezon "Sukcesji". Do tego dodać można filmy "Trójkąt miłości", "Glass Onion", "The Menu".
Agnieszka Lichnerowicz do rozmowy o tym, z czego wynika popularność filmów i seriali, cynicznych czarnych komedii albo komediodramatów o "złych bogatych" zaprosiła filozofa, redaktora naczelnego Culture.pl dr. hab. Bartosza Kuźniarza, autora książek m.in. "Król liczb. Szkice z metafizyki kapitalizmu". Jak podkreśliła gospodyni audycji "Wieczorem", wszystkie przywołane produkcje nie są opowieściami w stylu seriali "Dynastia" i "Dallas", które "były oparte wyłącznie na naszych aspiracjach i marzeniach o bogactwie, które tam ukazano".
- Mnie się to układa w takie zdanie, że gdyby tych seriali nie było, to trzeba byłoby je wymyślić. Te seriale wpisują się w taką szerszą kulturową narrację, którą od wielu lat można zaobserwować. Jak mamy książki, seriale dotyczące jakiś wielkich postaci - np. "Rzym", "Rodzina Borgiów", to z jakiegoś powodu lubimy sprowadzać bohaterów tych opowieści do parteru. To znaczy, że zaczyna się wszystko od dylematów historycznych, rozterek moralnych, a potem wszystko to błyskawicznie się na naszych oczach rozpada i zostajemy z targanymi jakimiś małymi perwersyjnymi impulsami łajdakami. Wtedy widz rozpiera się w fotelu i mówi: nareszcie w domu, nareszcie pokazują, jak jest naprawdę - mówił ekspert.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Dr hab. Bartosz Kuźniarz wyjaśnił, że jest to wizja świata pozbawiona autorytetów, w której "nie ma czegoś takiego jak wielkoduszność". - Funkcja społeczna takich opowieści to petryfikacja tego układu. Bo po obejrzeniu iluś tam tego rodzaju obrazów, możemy powiedzieć, że "così fan tutte", tak robią wszyscy. W związku z tym, jeżeli nam się powinie noga, zachowamy się niezbyt ciekawie, to przecież ci wszyscy na górze tym bardziej tak robią, bo to widzieliśmy. To jest usprawiedliwienie - argumentował.
Sprawa ma też wymiar polityczny, bo "znieczula nas na wszelkiego rodzaju uchybienia władzy". - Widzieliśmy, że ci tam - na górze są zepsuci, więc jak przychodzi kolejna wiadomość z realnego świata, która to potwierdza, to wzruszamy ramionami. To jest bardzo wygodne dla tych na górze - ocenił.
Skąd wziął się fenomen "Sukcesji"? "Boso, ale w ostrogach"
Gość TOK FM zwrócił też uwagę na to, że tego typu seriale "reprodukują też bardzo klasyczną opowieść na temat świata". - Gdzie po jednej stronie mamy widzów, którzy są biedniejsi niż np. rodzina Royów z "Sukcesji", a jednocześnie ci bogacze to z góry na dół są kretyni albo łajdacy, albo jedno i drugie. To jest więc taka opowieść, że my tu boso, ale w ostrogach; nie mamy wiele, ale jesteśmy przyzwoici - tłumaczył.
- Jak w Biblii: "Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego" - mówiła Agnieszka Lichnerowicz.
- Istnieje marksistowska krytyka tego rodzaju opowieści, mówiąca, że to opium dla ludu. Bo mamy mniejszą potrzebę, by się w realnym życiu zbuntować, a oni - mający władzę - robią sobie, co im się żywnie podoba - stwierdził Kuźniarz. Filozof zauważył też, że "opowieść o skromnych i szlachetnych biednych oraz bogatych łajdakach jest lepsza" niż to, co zauważył w ostatnich latach w różnych wypowiedziach, komentarzach. - Od pewnego czasu biedni zostawali powoli z niczym, jak ktoś chce być "eko", to najlepiej gdyby sobie kupił Teslę, hybrydę, która kosztuje. Jak mają piece, to są to te kopciuchy, które trzeba wymienić - wyliczał.
Redaktor naczelny Culture.pl zwrócił też uwagę na to, co przed laty napisał amerykański teoretyk literatury, krytyk literacki Fredric Jameson. - Pisał co nieco o teoriach spisku, że to mapowanie poznawcze dla ubogich. Czyli teorie spisku to jest taka opowieść o niesłychanie złożonym świecie, w którym władza jest bezpodmiotowa, mechanizmy są bardzo skomplikowane, my się w tym świecie gubimy. Ale w związku z tym teorie spiskowe dają nam poczucie, że tam (na szczytach władzy) jest niewielka grupa ludzi, którzy siedzą na jachcie czy w drapaczu chmur i pociągają za sznurki. Sprawiają, że świat wygląda tak, jak wygląda, ale prawda przecież nie jest taka prosta. Być może te seriale także z tej strony są dla ludzi atrakcyjne - uważa rozmówca Agnieszki Lichnerowicz.
Chińczycy stracili najbogatszego człowieka świata. To zły prognostyk dla gospodarki