advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Kultura

Zakonnica miała romans z księdzem. "Nie spotkały mnie żadne konsekwencje" [FRAGMENT KSIĄŻKI]

6 min. czytania
22.12.2024 07:07
"Dostałam na odchodne kanapki, pieniądze na bilet kolejowy z Łodzi do domu i pięćdziesiąt złotych na drobne wydatki. To w ramach zachowania wobec mnie 'słuszności i ewangelicznej miłości'. Żeby ułatwić start do nowego życia. Przełożona stwierdziła, że nic więcej mi się nie należy" - opowiada była zakonnica, jedna z bohaterek reportażu "Zakrystia" Artura Nowaka.
|
|
fot. Piotr Skornicki / Agencja Wyborcza.pl

Poniższy fragment pochodzi z książki 'Zakrystia' autorstwa Artura Nowaka, która ukaże się 14 stycznia 2025 roku nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.

(...) Mówi się, że kobiety to plotkary, ale zakonnice potrafią trzymać język za zębami - uważa Roman, były ksiądz, który posługiwał jako kapelan u sióstr. - Na zewnątrz tego nie widać, ale tam się dopiero kotłuje. Są agresywne, biją się. Kilka razy byłem świadkiem, jak na siebie ruszyły.

Kiedyś takie sytuacje nie wydostałyby się na zewnątrz. Obecnie - za sprawą mediów - dowiadujemy się o nich częściej. Przywiązywanie dzieci do łóżek, bicie, trzymanie w klatce… Z reportażu Dariusza Farona i Szymona Jadczaka wynika, że zakonnice tak traktowały podopiecznych w domu pomocy społecznej w Jordanowie. Takie obrazy zachowały się też w pamięci Kory, pensjonariuszki tego ośrodka: "Jeśli dzieci nie trzymały moczu, musiały całą noc spać w mokrym prześcieradle. Smarowano je kałem, stosowano przemoc psychiczną i fizyczną". Była zakonnica Izabela Mościcka wspomina skrajne okrucieństwo, a zarazem patologie władzy w Kościele. Opowiada o wyrafinowanym okrucieństwie:

Karolina, zanim sama odeszła i zaczęła szukać ukojenia w alkoholu, długo kolekcjonowała momenty, za które teraz się wstydzi. Chodzi o wszystkie te chwile, gdy inna z sióstr wracała od przełożonej z zapłakanymi oczami i poszarpanymi włosami. - Byłam wtedy jeszcze świeżo po święceniach, zakochana w życiu duchownym i patrzyłam na przełożoną jak na autorytet. Była dla mnie matką, która delikatnym głosem mnie wspierała i była ze mnie dumna - opowiada.

Nie mogła więc uwierzyć, że jej 'matka' może maltretować inną siostrę. Zapłakane oczy i poszarpane włosy Karolina odczytywała jako wynik intrygi wymierzonej w przełożoną. - Odsuwałam się od niej, byłam bezlitosna, zawsze gotowa do rzucenia pogardliwego spojrzenia. Jedyny wyraz litości, na jaki umiałam się zdobyć, to milczenie. Ale czasem rzucałam: "Dobrze ci tak!". W końcu ta siostra nie wytrzymała i odeszła z zakonu. Wtedy głos przełożonej - dotąd delikatny - zamienił się w charczący i wstrętny. Pewnie zawsze taki był, ale tego nie słyszałam, bo byłam otumaniona. Stałam się jej kolejną ofiarą. Jakby w zastępstwie za tą, która nie miała już siły nią być - tłumaczy.

Jak dodaje, dopiero na terapii "w cywilu" uświadomiła sobie, jak wyglądał proces robienia z niej ofiary. Władza absolutna przełożonej żywiła się bezwzględnym posłuszeństwem Karoliny. A każda jej potrzeba - kupienia nowej kurtki albo odwiedzenia rodziny - była nazywana samowolą i karana przemocą. - Kulminacją tego okrucieństwa był moment, gdy moja mama umierała na raka i potrzebowałam ją pożegnać, a przełożona odmówiła. Byłam zrozpaczona i rzuciłam, że i tak pojadę. Wtedy przełożona znów mnie pobiła. Po tym zdecydowałam się odejść - wspomina była zakonnica.

Znajoma, która pracowała z byłymi siostrami, miała do czynienia z takimi wspomnieniami: Z dnia na dzień z dorosłego człowieka trzeba było przemienić się w małą dziewczynkę. Podporządkować się, o wszystko pytać - z wyjątkiem pytania "dlaczego?". Robić, co każą, uczyć się katechizmu i Biblii. O wszystko prosić. O mydło, pastę do zębów… - to wpis z pamiętnika byłej członkini bezhabitowego zgromadzenia Sługi Jezusa.

O tym nigdy i pod żadnym pozorem nie wolno powiedzieć ludziom z zewnątrz - ostrzegają przełożone.

Afera o drugi ślub Jacka Kurskiego. 'Jest więcej bulwersujących przykładów'

Rozmowa jest możliwa tylko podczas reaktancji. A po obiedzie praca. Każda ma jakieś zadanie: kuchnia, refektarz (zakonna stołówka), świniarnia, ogród, sprzątanie pomieszczeń.

Odpoczynek dawkowany, mało snu, zakaz zadawania pytań, decyzje wobec mojej osoby podejmowane w ukryciu, skromne jedzenie, nawał pracy, brak radia i telewizji, ograniczony kontakt z rodziną, kontrolowane listy. To była sukcesywna degradacja. Zmarnowałam najwspanialsze i najbardziej twórcze lata życia na bieganie z wiadrami i podlewanie pomidorów, karmienie kur i świń.

'Zakrystia', Artur Nowak
'Zakrystia', Artur Nowak
Prószyński i S-ka

Dostałam na odchodne kanapki, pieniądze na bilet kolejowy z Łodzi do domu i pięćdziesiąt złotych na drobne wydatki. To w ramach zachowania wobec mnie "słuszności i ewangelicznej miłości". Żeby ułatwić start do nowego życia. Przełożona stwierdziła, że nic więcej mi się nie należy.

Ewa Nizińska przez ponad piętnaście lat była siostrą Konstancją. Napisała o tym książkę Stroma ścieżka. Po ślubach wieczystych miała romans z księdzem. Chciałam razem z nim zacząć świeckie życie. I pewnie nie zawahałabym się ani chwili, tylko że on nie miał odwagi, by odejść z kapłaństwa. Popełniłam największy grzech, jakiego może się dopuścić zakonnica. Za to się wylatuje. Ale moja historia nigdy nie ujrzała światła dziennego, więc nie spotkały mnie żadne konsekwencje. Inaczej było z zakonnicą, która zaszła w ciążę z księdzem spowiednikiem. Ta musiała zgromadzenie natychmiast opuścić.

Ale niektóre siostry przebywają w klasztorach do ostatnich dni. Jak sobie radzą w tych warunkach? Dobrze. Nie znają innego życia. Za murami klasztoru zmienił się świat. Nie znają go, a może nawet się go trochę boją. Niektóre od problemów odcinają się, sięgając po alkohol. W Stanach Zjednoczonych powstały ośrodki dla uzależnionych zakonnic. Leczenie trwa od sześciu miesięcy do półtora roku w placówce w pobliżu Beverly Hills. Dyrektorka kliniki, którą prowadzą siostry z Irlandii, siostra Ada Geraghty, mówi, że siostry są łączone z "doskonałością, świętością i wyrzeczeniem. Ale jesteśmy podatne na te same choroby, co reszta populacji". Sama jest alkoholiczką, terapie zawiodły. Pełniła prestiżową funkcję dyrektorki szkoły. Twierdzi, że zakonnice zaprzeczają problemowi, izolują się. W ramach programu uczą się od kobiet świeckich szczerości w kwestii swojego uzależnienia. To dla nich wyzwanie, bo często nie potrafią prosić o pomoc, ukrywają swój ból, nie umieją rozmawiać o swoich problemach. Siostra Mary opowiadała, że w klasztorze "nie było zbyt wiele radości". Dość szybko się uzależniła: "Oszukiwałam co do ilości wypijanego alkoholu, miałam omdlenia i nie potrafiłam sobie przypomnieć, jak położyłam się do łóżka". Została zatrzymana któregoś dnia za jazdę po pijanemu. Co ciekawe, do soboru watykańskiego II siostry nie miały dostępu do alkoholu: "Siostry, które miały genetyczne predyspozycje do alkoholizmu, nigdy by się o tym nie dowiedziały, gdyby zasady się nie zmieniły". Zliberalizowanie zasad życia w klasztorze, umożliwienie wyjść na zewnątrz stworzyło sposobność do kontaktu z alkoholem.

W grudniu 2021 roku siostra Barbara M. spowodowała kolizję, będąc pod wpływem alkoholu, i zbiegła z miejsca zdarzenia. Wróciła do rozbitego auta z pasażerką, którą posadziła za kierownicą. Ta w trakcie przesłuchania pękła i okazało się, że do mataczenia namówiła ją zakonnica. Podobna historia dotyczy benedyktynki z pewnego szacownego opactwa. Siostra Paula miała trzy promile w wydychanym powietrzu, kiedy wjechała ciężkim sprzętem w bramę klasztorną. Staranowała przy okazji zaparkowany w pobliżu samochód osobowy. Skończyło się na grzywnie i trzyletnim zakazie prowadzenia pojazdów. Ale ponad rok później zrobiła to samo. Tym razem ruszyła w teren służbowym seatem. Doszło do kolizji na drodze i dachowania. Siostra miała trzy i pół promila alkoholu we krwi.

Arcybiskup homoseksualista to czubek góry lodowej. 'Kościół ma sporo za uszami'

Wiele sióstr potrzebuje po prostu terapii. Kiedyś nie było na to szans. Kiedy siostra Mary Ellen Merrick ze Zgromadzenia Niepokalanego Serca Maryi walczyła o trzeźwość, nie było dla niej ośrodka. Precyzyjnie wskazywała źródło kryzysu w życiu zakonnic. To przemilczane problemy z seksualnością, wstyd przed opowiadaniem o swoich potrzebach. Znaczenie ma też przywiązanie do obrazu rozmodlonej siostry, która doskonale sobie radzi w życiu i zawsze służy pomocą potrzebującym. W zakonach są jeszcze inne problemy. Depresję może wzmóc fakt, że wspólnoty się starzeją, następuje spadek powołań, a życie sióstr w istocie zamiera. O podobnych przyczynach odcinania się zakonnic od problemów za pomocą alkoholu opowiada franciszkanka Dorothy Heiderscheit, dyrektor generalna Southdown, centrum leczenia w Holland Landing w Ontario, które obecnie jest otwarte dla mężczyzn i kobiet: "Jest to po części system przekonań, że jeśli pomagam ludziom, nie mogę być słaba. To zażenowanie i prawdopodobnie wstyd". Kiedyś osoby chore izolowano, ale to nie pomogło w żaden sposób wspólnotom i zaburzonym jednostkom. Psycholog ksiądz Stephen Rossetti z Instytutu Świętego Łukasza w Silver Spring w stanie Maryland i wykładowca na Katolickim Uniwersytecie Ameryki w Waszyngtonie zauważa, że kobiety "zostały wyszkolone, aby nie dbać o własne potrzeby, nie narzekać i opiekować się wszystkimi innymi… zwłaszcza zakonnice". Same w związku z tym nie otrzymują dostatecznej i należnej im pomocy. Nie mają okazji skonfrontować się ze swoimi problemami i niedostatkami. (...)

Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>