,
Obserwuj
Kultura

Handluje wieloma używkami, ale przed jedną ostrzega. "Wypala żyły" [FRAGMENT KSIĄŻKI]

7 min. czytania
01.06.2025 10:55
|
|
fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.pl

Poniższy fragment pochodzi z książki "Noski. Tak ćpają polskie dzieci" autorstwa Piotra Mieśnika i Magdy Mieśnik, wydanej 7 maja 2025 roku nakładem wydawnictwa MUZA S.A.

Rozmawiamy z dwudziestoczteroletnim dilerem z Warszawy, który pierwsze narkotyki sprzedał kolegom w wieku czternastu lat.

Z perspektywy dilera: jakie narkotyki są teraz najbardziej popularne?

Uważam, że beta-ketony, czyli mefedron i wszelkie inne pochodne. Pojawiły się na rynku pewnie koło 2012 roku i wtedy znaliśmy je jako słynne dopalacze. Potem zmieniło się prawo i dopalacze stały się narkotykami, zwykłymi dragami.

Czyli nie jest tak, jak niektórzy myślą, że dopalacze nagle zniknęły z rynku?

No nie, cały czas są, tylko teraz są zaliczane po prostu do narkotyków.

Są najczęściej kupowane, ale też mam na nich największą przebitkę. Zarabiam na nich lepiej niż na ziole. Kupuję od hurtownika po kilka złotych, a sprzedaję za pięćdziesiąt, sześćdziesiąt złotych i więcej. Wydaje się, że to tanio jak na narkotyki. Tylko że tego bierze się dużo, więc nie kończy się na jednej porcji.

A marihuana?

Skun też idzie. No ale na nim mam mniejszą przebitkę, ale też mniejsze ryzyko przypału, gdyby mnie z tym złapali. Z marihuaną jest już związane społeczne przyzwolenie, nie ma problemów z jej sprzedawaniem, a nawet jak jest, to i tak nie dostaniesz za to wysokiego wyroku. W całej Europie widać, że wszystko idzie w kierunku legalizacji. Pozostałe środki wiążą się już ze znacznie większym przypałem, choćby te, które się pakuje do nosa.

Jaką drogą przyjmuje się ten najpopularniejszy środek, mefedron?

Jest też nazywany kryształem, bo ma taką formę. Twarde grudy. Sposób zażycia zależy wyłącznie od ciebie. Najczęściej wciąga się nosem, ale można też ładować dożylnie. Choć nie powinno się tego robić, bo wypala żyły, strasznie je niszczy. Sam kilka razy tego próbowałem, moja była dziewczyna tylko w taki sposób to ładowała. Już kilka lat temu miała zapalenia żył, więc nie wiem, czy teraz w ogóle ma jeszcze ręce.

Po co wstrzykiwać do żył coś, co można przyjąć w mniej inwazyjny sposób?

We wszystkim chodzi o farmakokinetykę. Efekt działania narkotyku zależy od drogi podania. Jeśli wciągniesz mefedron czy coś innego nosem, zadziała słabiej, niż gdy taką samą ilość wstrzykniesz sobie w żyłę. Podanie w żyłę da ci też dużo szybszy efekt. Dosłownie sekundy i już jest potężny kop.

Posługujesz się fachowymi terminami. Skąd ta wiedza?

Jestem po prostu osiedlowym znachorem. Dragi opierdzielam od lat, sprzedawałem też sterydy, więc siłą rzeczy wiem trochę na ten temat. Miałem też kiedyś dziewczynę, która studiowała medycynę i była z lekarskiej rodziny. Mieliśmy to wszystko bardzo dobrze rozkminione. Wiedzieliśmy, jakie brać narkotyki, żeby było jak najtaniej, ale żeby efekt był najlepszy. Do tego dochodzi internet - tam jest wszystko. Nauczysz się tam, co ćpać, gdzie kupić, jak sprzedawać.

To ile kupuje się tego mefedronu na przykład na jeden wieczór?

Szczerze mówiąc, z mefedronem jest pewien problem. Faza po nim jest chwilowa. Większość tych substancji wciąganych ma profil dopaminowy i adrenalinowy. Z jednej strony dają przyjemność, a z drugiej pobudzają. Z mefedronem jest tak, że najpierw jest całkiem przyjemnie, ale potem zostaje pusta stymulacja. I masz bardzo dużą potrzebę, żeby znowu je**ąć. Inaczej. Musisz znowu je**ąć.

To jest przymus psychiczny czy fizyczny?

Nie lubię takiego rozgraniczania. Dla mnie wszystko jest całością. Teraz niektórzy mówią, że trawka słabo uzależnia. A ja jestem najbardziej uzależniony właśnie od niej. Wydaje mi się, że nigdy jej nie rzucę, a palę już połowę życia. Zacząłem, gdy miałem pewnie dwanaście lat. I co, trawka nie jest uzależniająca? Kokę rzuciłem, a jej nie mogę. Benzodiazepiny rzuciłem, a potrzebowałem tego, bo po koksie nie sypiałem całymi dniami, tygodniami, tak że miałem już ostre psychozy. I rzuciłem. A marihuany nie mogę.

Próbujesz wszystkiego, co sprzedajesz innym ludziom?

Jedna z największych ściem to ta, że dilerzy nie biorą swojego towaru. Jak ktoś sprzedaje, a nie bierze, to znaczy, że jest ch**owym dilerem. Ja przez jakiś czas byłem swego rodzaju testerem. Przywozili mi różne rzeczy, żebym wziął, spróbował, ocenił.

To jest wtedy takie "normalne" ćpanie?

Na kokę miałem fajną metodę. Brałem ją dożylnie mocno rozcieńczoną i w minimalnej dawce rzędu miligramów. Tyle wystarczy, by poczuć, czy to jest koka, bo żadna inna substancja w takim stężeniu po prostu nie zadziała. Diler musi testować swoje produkty, inaczej nie ma o nich pojęcia. Poza tym hurtownicy szybko go oszukają, a na to nikt nie może sobie pozwolić. Zawsze kupujesz od kogoś, kto jest wyżej w hierarchii. Nie kupuję od kartelu z Ameryki Południowej, od żadnego Escobara, ze źródła zapewniającego dobrą jakość. Dlatego nie mogę sobie pozwolić na to, żeby kupić na przykład sto gramów koksu za swój miesięczny zarobek i tego nie sprawdzić. Kokainy nie mogę ocenić tylko po kolorze. Białe może być wszystko. Co to za problem wziąć cukier puder, trochę kofeiny, trochę amfetaminy, dorzucić pięć procent koksu, sprasować lewarkiem samochodowym i dodać acetonu. To nie jest jakaś wielka chemia, dlatego łatwo można oszukać.

Czyli musisz sprawdzić, czy hurtownik cię nie oszukuje. A czy ty oszukujesz klientów?

Oczywiście są dilerzy, którzy tak robią, ale moim zdaniem to jest przepis na krótką karierę. Jak opchniesz coś, co nie działa, to ludzie więcej od ciebie nie kupią. Ale mam wrażenie, że coraz więcej jest takich osób. To związane jest też z tym, że kiedyś mniej osób handlowało.

Trzeba było być gościem z osiedla, mieć jakieś kontakty, bo każdy sztywno się trzymał*. Teraz handluje każdy, nawet dzieciaki i kobiety. W czasach, gdy zaczynałem, to było nie do pomyślenia. Co to za problem podejść do dziewczyny, zabrać jej kasę i towar? Ważę sto kilo, boję się takich jak ja, a nie kobiet. Co by zrobiła? Poszłaby na policję? Poskarżyła się? No chyba że to dziewczyna ze składu, stoi za nią jakiś mocny mężczyzna. No ale taka zwykła królowa śniegu, co sobie skołowała od kogoś towar? Nie wiem, czy dzisiaj bym jej nie trafił, żeby mieć pieniądze. Do tej pory nie wygrzebałem się z długów z poprzedniego życia, więc kto wie.

A poprzednie życie to?

Gdzieś tam po drodze mi się rodzina zgubiła. W młodym wieku musiałem wyjść z domu rodzinnego i dawać sobie radę. Tylko żeby nie było: nie zwalam tego na rodziców, że to była jakaś patologia. Superrodzice też nie. Między nami nie ma relacji, nie ma miłości, nie chodzimy do siebie na święta, nie lubimy się. Ja częściej "tato" mówię do szefa z mojej legalnej pracy niż do prawdziwego ojca.

Wspomniałeś, że sam zacząłeś palić w wieku dwunastu lat.

Przełom podstawówki i ówczesnego gimnazjum, czyli to był dwunasty, trzynasty rok życia pewnie.

Sytuacja rodzinna cię do tego popchnęła?

Wiele razy o tym rozmyślałem i w sumie nie wiem. Możliwe, ale ja się po prostu urodziłem megak***ą. Ja się urodziłem zły. Wiesz, o co chodzi?

Wytłumacz.

Ja i moje rodzeństwo nie pochodzimy z jakiejś megapatologii. Zwykła rodzina z bloku z wielkiej płyty.

To tak jak ja.

Wychowywanie paskiem było, ale w tamtych czasach to była norma. Ja i moje rodzeństwo chodziliśmy do tych samych szkół. Oni osiągali superwyniki i przynosili nagrody, a ja nie.

Czy to w takim razie czynnik środowiskowy?

Ze mną problemy były, gdy miałem zaledwie kilka lat. Może mam jakieś deficyty psychiczne?

Wróćmy do oszukiwania na towarze. Czy to prawda, że do środków, które można wciągać nosem, dodaje się kruszonego szkła ze świetlówek?

Do koki nigdy się tego nie dodawało i nie dodaje, bo to nie ma żadnego sensu. Kokaina przez śluzówkę nosa wchłania się zajebiście. Być może ktoś to dodaje do amfetaminy, może do mefedronu. Ja nigdy tego nie robiłem.

Czy nacięcie śluzówki rzeczywiście tak bardzo zwiększa doznania?

Nie wiem. Poza tym, gdy rana się zasklepi, będzie strup i wtedy wchłanialność na pewno będzie gorsza. Oczywiście czasem coś się żeni, ale ja nie robię tego w ten sposób.

A w jaki?

Jeśli przeczeszesz koks o dwadzieścia procent, to czy klienci się zorientują? No ni ch**a, a dla ciebie ze stu gramów zrobi się sto dwadzieścia i masz kasę na leasing zajebistego samochodu. A kokę żeni się przeróżnymi rzeczami. Ostatnio bardzo popularna jest kreatyna. Każdy, kto ćwiczy na siłowni, ma ją w domu. Ten środek jest super, bo jest neutralny, nie jest bardzo gorzki, nie wysusza śluzówki. Do tego jest mikronizowany, czyli bardzo dobrze sproszkowany. To idealny wypełniacz, a opakowanie kosztuje kilkadziesiąt złotych.

A dodaje się środki przeciwbólowe?

Nie wierzę, że ktoś dodaje paracetamol albo ibuprofen. Nie wiem, czy kiedyś próbowałeś wciągnąć sproszkowany paracetamol, ale to jest tak niesamowicie gorzkie, niesmaczne i drażniące, że gdyby ktoś dosypał tego do towaru, to nikt by nie chciał go wciągać.

Mefedron też się żeni?

Trzeba mieć świadomość, że substancje, które kupujesz u dilera, zawsze są dalekie od stuprocentowej czystości. Inna sprawa, że takie rzeczy jak mefedron są wytwarzane w byle jakich warunkach. Nafurany chemik wymiesza różne składniki, które akurat ma pod ręką, i potem ludzie to wciągają. Mefkę pewnie da się czymś wypełnić, ale na pewno nie białym. Nigdy w sumie nie specjalizowałem się w sprzedaży mefedronu.

A w czym?

Moim konikiem była zawsze kokaina. Koka i zielsko. Pracowałem legalnie w branży, która w pandemii się niemal cała zawinęła. Rzuciła mnie dziewczyna, starzy mnie wy***ali z domu, zdechł mi pies i rozbiłem samochód. Wszystko, dosłownie wszystko spadło na mnie w tym samym czasie. Doszedłem do momentu, w którym powiedziałem sobie: "Ty, wy***ane już, ku**a". Postanowiłem, że nie będę się certolił. Miałem koleżkę też w ciężkiej sytuacji i zaczęliśmy gonić towar we dwóch. Wynajęliśmy sobie po samochodzie i robiliśmy dowozy po Warszawie, bo w pandemii ludzie się posrali, jeśli chodzi o dragi. Siedzieli w domu, nie było baletów, nie mieli co robić. Przez to zaczynali ćpać więcej niż normalnie. A jak się nauczysz ćpania w chacie, a nie podczas wyjścia na miasto raz w tygodniu, to już bierzesz codziennie. A korzystałem na tym ja. Zacząłem zarabiać chore pieniądze, nie dało się tego policzyć. (...)

Posłuchaj: