Jedzenioholizm - nałóg, w którym trudno o abstynencję. "Umiem niepostrzeżenie nażreć się do nieprzytomności"

Anna Wacławik-Orpik
Wyobraź sobie, że na rodzinnym obiedzie lub kolacji u znajomych mówisz: "proszę mi nie proponować jedzenia, jestem uzależniona". W najlepszym wypadku zostanie to potraktowane jak błyskotliwy, ha ha, dowcip o odchudzaniu - mówi Marta, profesor wyższej uczelni i jedzenioholiczka. - A to jest sprawa śmierci i życia, bo uzależnienie od jedzenia, jak każde inne, może zabić. Borykam się z tym od dziecka.
Zobacz wideo

Może powinna zacząć od "Jestem Marta, jedzenioholiczka", zwłaszcza że dziś potrafi już otwarcie mówić o problemie. Wcześniej dużo wysiłku wkładała w jego ukrywanie. Ma 45 lat, tytuł profesorski, ulubionych studentów na uczelni i kilka publikacji w toku - jedną redaguje, drugą pisze, trzecią planuje. Seminaria, konferencje, wykłady. Ma też doświadczenie dwóch liposukcji, niepoliczalną listę zastosowanych diet, kilometry basenów i epizod balonu w żołądku, który zakończył wieloletnią historię zmagań z nałogiem. Nie pomógł schudnąć, ale Marta zrozumiała, że jest chora: "Po zabiegu leżałam i wymiotowałam krwią. Nie wiem, jak się czuje człowiek uzależniony od alkoholu czy narkotyków, kiedy osiąga swoje dno, ale ja wtedy zrozumiałam, że jestem na dnie. Ostatecznie się zweryfikowałam. Przeszłam poważną interwencję medyczną, a w mojej głowie nic się nie zmieniło. Miałam tylko mniej miejsca w żołądku".

Marta od dwóch lat uczestniczy w terapii uzależnień, w grupie "Nawroty". Dopiero to przyniosło realną zmianę. "Skutkiem ubocznym" robienia porządków w samej sobie była utrata wielu nadprogramowych kilogramów.

Wystarczy "mniej żreć"

Trzeba jeść, aby żyć. Alkohol, papierosy, narkotyki to co innego. Osoby borykające się z tymi nałogami mogą liczyć na zrozumienie i wsparcie, podobnie jak anorektyczki i bulimiczki, bo zaburzenia odżywiania to rozpoznany, medialnie nagłaśniany problem. I choć wspólnota Anonimowych Jedzenioholików (dawniej Anonimowych Żarłoków) w Polsce działa już 30 lat, pojęcie "uzależnienia od jedzenia" może być traktowane jak wymysł albo fanaberia, bo przecież wystarczy dieta MŻ (mniej żreć). Pierwsze polskie, poważne, naukowe opracowanie problemu ukazało się dopiero dwa lata temu, w zbiorze omawiającym współczesne uzależnienia behawioralne. Wciąż trwają badania porównujące nałogowe spożywanie niezdrowego jedzenia z uzależnieniem od np. narkotyków.

Może to sprawa języka, może łatwiej byłoby przybliżać problem, mówiąc o "nałogowym, szkodliwym jedzeniu wysokokalorycznych pokarmów", bo tym właśnie jest jedzenioholizm.

Terapeutki i terapeuci rozpoznają temat, a pacjentki i pacjenci błądzą we mgle i w internecie w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, co właściwie dewastuje ich życie. To trudne, bo nie każda otyła osoba jest jedzenioholikiem i nie każdy jedzenioholik jest otyły. Łatwo pomylić jedzenioholizm z bulimią, bo wiele zachowań jest podobnych. Marta: "Przez lata tkwienia w nałogu spotkałam wielu naprawdę dobrych terapeutów, którzy szczerze próbowali mi pomóc, ale zwyczajnie nie wiedzieli, co mi jest. Nie pomaga też kult diet i ich celebryckich ambasadorek i ambasadorów, który sprowadza potencjalną chorobę duszy do kwestii kilogramów i centymetrów".

"Zrobić miejsce" na następną porcję 

Agnieszka jest kobietą sukcesu, spełnioną w rodzinie i pracy. Ma wolny zawód - wystąpienia publiczne, debaty, reprezentacyjne sytuacje. Od 35 lat naprzemiennie chudnie i tyje. Dopiero przed pięćdziesiątką zrozumiała, że jedzenie nią włada, że nie ma nad nim kontroli, że jej życie kręci się wokół tego, co jest w lodówce. Zawsze i wszędzie, jakby nie potrafiła nawet przez minutę być głodna.

O tym, że najprawdopodobniej jest jedzenioholiczką, przekonała się, szukając informacji w internecie. Bulimia nie pasowała, za to jej zachowania były jak z kanonicznych opisów choroby alkoholowej. Ale Agnieszka alkohol pije rzadko. - Kiedyś znajomy opowiadał mi, jak jego ojciec, alkoholik, na rodzinnej imprezie ostentacyjnie odwracał kieliszek do góry nóżką, dając do zrozumienia, że nie pije - opowiada o swojej drodze do świadomości problemu. - Po dwóch godzinach wyszedł z imprezy kompletnie pijany. Kiedy i jak się upił? Uświadomiłam sobie, że ja robię to samo. Na talerzu elegancka, niewielka porcyjka, a w głowie myśl, kiedy wreszcie będę mogła odnieść talerze do kuchni, bo tam, gdy nikt nie patrzy, mogę dopchać do oporu to, co zostało w garnkach. Ukrywanie ilości zjadanych potraw, również przed samą sobą, doprowadziłam do perfekcji. To jest jak wstydliwy sekret. Umiem odwracać uwagę, opracowałam strategie, jak niepostrzeżenie nażreć się do nieprzytomności. Mam też okresy abstynencji, ale gdy przychodzi nawrót, jestem jak w amoku - Agnieszka operuje terminami ze słownika terapii uzależnień. - Mąż wie, że mam problem z jedzeniem. Gdy próbuje mnie powstrzymywać, staję się agresywna, czuję żal i wściekłość, że wszystkim wolno jeść te ciastka, torty, czekolady, pizze, snacki, fast foody. Tylko mi nie.

Agnieszka potrafiła zmusić się do zwymiotowania, żeby zniwelować wyrzuty sumienia albo "zrobić miejsce" na następną porcję. Marta przed obiadem czy kolacją u przyjaciół pochłaniała cały bochenek chleba albo garnek makaronu, a przy stole skubała listek sałaty i plasterek pomidora.

Czekolada przez łzy

Z jedzenioholizmem boryka się dwukrotnie więcej kobiet niż mężczyzn - psychoterapeutka, doktor Ewa Woydyłło-Osiatyńska zetknęła się z tym problemem już wiele lat temu, w Stanach Zjednoczonych. - To wina kulturowych nawisów. Kobietom mniej wypada, one muszą tłumić uczucia. Nie wolno i nie wypada im się złościć. Najlepiej, gdy są "grzeczne, schludne, ciche, ładne". W czasie rozwoju nie stworzono im warunków do bezpiecznego wyrażania uczuć lub wyśmiewano je. Dorosłe, uzależnione osoby zwykle mają problem z wyrażaniem uczuć, tłumiąc je całe życie. Nie potrafią powiedzieć: jestem zła, jest mi źle, smutno itd. Od pierwszego otwarcia oczu dziecka jedzenie jest czynnością kojącą - noworodek zaczyna płakać, dostaje jeść. Jedzenie jest pierwszym doświadczeniem przyjemności. Jedzenioholik w pewnym sensie się regresuje, szuka czegoś, co jest pierwotnym doświadczeniem rozkoszy. U jedzenioholików, poza tą pierwszą, nie przetarły się inne drogi odczuwania źródeł przyjemności.

Na myśl o fast foodzie z popularnej sieci, ociekającym tłuszczem kurczaku w ostrej skorupce, zaczynają pracować ślinianki. Agnieszka bez trudu wymienia sytuacje, gdy wracając po ciężkim dniu lub stresującej konferencji, jak najszybciej, bez względu na czekającą w domu córkę, na jakiekolwiek zobowiązania, pędziła do najbliższego fast foodu. Napotykając na trudności i napięcia, sięgała po jedzenie. Cukier i tłuszcz wpływają na ośrodek nagrody w mózgu - tłumaczy psychiatra, doktor Anna Kania-Żak - tak samo jak środki psychoaktywne, na przykład kokaina. Inna będzie intensywność tej stymulacji i inaczej będzie wyglądało odstawienie substancji, ale cel pozostanie ten sam. Agnieszka pożerała, nie jadła. W samochodzie, nie w restauracji, bo tam trzeba zachowywać jakieś formy. Po spięciu w pracy biegła do bufetu po czekoladki, chipsy, cukierki, które pochłaniała w jakimś zakamarku. To przynosiło krótką chwilę ulgi. Czasem, jeszcze jedząc, zaczynała płakać, ale nie mogła przestać, przerwać czynności. Zawsze potem, choć przeważnie już w trakcie, czuła do siebie wstręt, wręcz nienawiść.

Marta celowała w produktach mącznych - chleb, bułki, ciasto. Ale gdy była "w ciągu", przestawało mieć znaczenie, po co sięga. Mogła zjeść wszystko. Istotą była objętość, uczucie wypełnienia, poczucie, że absolutnie nic się już w żołądku nie zmieści. Marta nie zwracała zjedzonego pożywienia.

Cukier nie krzepi

Jedzenioholizm to nieustanna huśtawka - postanowień i kilogramów. Marta ważyła od 118 do 63. Agnieszka - od 86 do 58. Mistrzynie redukcji szkód, "nowego życia", od teraz, od jutra, od poniedziałku. Specjalistki od liczenia kalorii, biegania, pływania, maszerowania. Ofiary wyrzutów sumienia, poczucia klęski i winy po każdym "upadku", czyli napadzie obżerania się.

A nawrót za każdym razem wygląda tak samo - tłumaczy Marta. - Najpierw ortodoksja. Nie tylko nie "żrę", prowadzę też bardzo zdrowy tryb życia. Ale narasta tak olbrzymie napięcie, że dochodzi do złamania abstynencji. Skąd to napięcie? Z nieumiejętności innego, niż poprzez jedzenie, rozładowania emocji i tych "dobrych", i tych "złych".

Doktor Anna Kania-Żak: "Przyrost uzależnień behawioralnych jest efektem przyspieszenia technologicznego i łatwego dostępu do dóbr, których kiedyś nie było. Kiedyś trzeba było zdobywać jedzenie, zakupy były dla nielicznych, internet dla bogatych. Dostęp do wysokokalorycznych potraw stał się tani i powszechny. Jedzenioholizm to model bliski alkoholizmowi: dla osoby uzależnionej od alkoholu przejście w pobliżu sklepu monopolowego będzie wyzwalaczem. Na kogoś, kto ma problem z kompulsywnym objadaniem się, mogą podziałać wszechobecne reklamy, fast food, słodycze itp. Jedzenioholizm to niebezpieczne połączenie kompulsywnej czynności z silnie uzależniającymi, choć legalnymi substancjami". Agnieszka opisuje, jak trudno jest jej przeżyć dzień bez słodyczy: "Cukier powinien dawno zostać wpisany na listę narkotyków. Głód "słodkiego" powoduje rozdrażnienie i złość, problemy z koncentracją. Odstawienie cukru jest bardzo trudne. Próbuję "dawkować", czyli zmniejszać ilości i rozciągać w czasie jedzenie słodyczy, bo to istotny element mojego jedzenioholizmu".

"Zrobiłam sobie dużo złych rzeczy"

Setki złotych wydawanych na niepotrzebne jedzenie, zrujnowane zdrowie, powikłania po interwencjach chirurgicznych i konsekwencje psychiczne - lęki, niskie poczucie wartości, osamotnienie, stany depresyjne, bezradność, niska jakość życia. To bilans nałogowego, szkodliwego jedzenia. - Poniosłam nieodwracalne szkody zdrowotne, zrobiłam sobie dużo złych rzeczy - wylicza Marta. - Okaleczenie siebie podczas liposukcji - po pierwszej byłam niezadowolona, więc zrobiłam "poprawkę". Potem balon w żołądku. Operacja kamieni żółciowych (dieta wysokotłuszczowa sprzyja powstawaniu kamieni żółciowych). Już mi pęcherzyk żółciowy nie odrośnie. Jajniki też nie - przeszłam dwie operacje ginekologiczne. Jajniki z jedzeniem mają dużo wspólnego, bo jeśli masz bardzo dużo tłuszczu, jest nadprodukcja estrogenów. Wtedy w jajnikach tworzą się torbiele. W dwa lata straciłam oba jajniki.

Znane są przypadki zgonów wskutek powikłań po operacji zmniejszenia żołądka.

Tymczasem w Polsce, tak jak w całej Europie, szybko rośnie liczba osób borykających się z nadwagą. W 2018 roku co czwarty Polak stosował jakąś eliminacyjną dietę. Najwięcej osób z tej grupy próbowało wykluczyć cukier (57 proc.). Na drugim miejscu na liście eliminowanych produktów były potrawy tłuste (28 proc.). Ilu z badanych to jedzenioholicy?

Deser zamiast przytulenia

Marta i Agnieszka pochodzą z tzw. dobrych, inteligenckich domów. Stawiano im wysokie wymagania, ale brakowało prawdziwej uwagi i wsparcia, gdy coś im się nie udawało. Marta pamięta dojmujące poczucie samotności i stres, że nie spełnia oczekiwań rodziców. Musiała być więcej niż najlepsza. Piątka z minusem skutkowała pytaniem: "Dlaczego minus?". Pociechy szukała w jedzeniu.

Agnieszka opisuje rodzinny dom jako przemocowy i zimny, nawet wrogi. Przed wywiadówką matka mówiła: "Powiem twoim nauczycielom, że się nie uczysz, nie sprzątasz w pokoju". Gestem bliskości, opieki, było podawanie jedzenia. Śniadanie i obiad. Przytulania sobie nie przypomina. Przyczyny kształtowania się jedzenioholizmu są złożone, a pomoc - dobrze, gdyby była interdyscyplinarna. Doktor Kania-Żak: "Warto poprosić o pomoc psychiatrę, psychologa, dietetyka, przy czym główny nacisk kładziemy na psychoterapię poznawczo-behawioralną, ewentualnie terapię uzależnień, gdzie dysfunkcje rozkłada się na czynniki pierwsze". Psychoterapeutka Ewa Woydyłło-Osiatyńska przypomina, jak ważne jest pojęcie akceptacji: "Spróbujmy nie stawiać warunków - na przykład dzieciom. Nie chodzi o nadmiarowy, sztuczny zachwyt nad wszystkim, co dziecko robi, ale o zwykłe dostrzeżenie, jakim krokiem milowym jest moment, gdy samo nauczy się wiązać sznurówki. Dzieci z rodzin, w których sukces jest chlebem powszednim, są wystawiane na potworne próby. Stawia się im niebywale wysokie wymagania".

Agnieszka przełamała wstyd, postanowiła zająć się swoim problemem i zacząć od spotkania Anonimowych Jedzenioholików, ale Covid zawiesił mityngi do odwołania. Przeczytała sporo fachowej literatury, nauczyła się, że gdy zaczyna się kryzys, musi spowolnić tempo jedzenia, nakładać potrawy na mały talerz, odkładać sztućce po każdym kęsie i spróbować poczekać z dokładką 15 minut.

Marta podkreśla, że jej opowieść ma charakter retrospektywny. Cały czas uczy się siebie: "Najtrudniejsze jest to, że nie ma możliwości zastosowania pełnej, prawdziwej abstynencji. Na początku było mi trudno zorientować się, kiedy łamię abstynencję. Minął rok, nim się nauczyłam, co w moim przypadku jest jej naruszeniem. Nauczyłam się rozpoznawać, kiedy jem, by się lepiej poczuć, a nie dlatego, że jestem głodna. Potrafię wychwycić niepokojące sygnały i zarządzić nimi. Zaczęłam uprawiać jogę, to mi pomaga radzić sobie z emocjami. I jeśli mogę o coś apelować - jeśli z tego artykułu ma wyjść jakieś dobro - proszę, traktujcie nas poważnie".

Autorka korzystała z książki Iwony Grzegorzewskiej, Lidii Cierpiałkowskiej "Uzależnienia behawioralne", Warszawa 2018 (Szkodliwe jedzenie wysokokalorycznych pokarmów - model uzależnienia), ze strony uzaleznieniabehawioralne.pl oraz badania Centrum Badania Opinii Społecznej "Polak na diecie" Nr 108/2019.

Tekst powstał we współpracy z Fundacją Inspiratornia i Funduszem Rozwiązywania Problemów Hazardowych.

Osoby uzależnione od jedzenia mogą znaleźć pomoc, dzwoniąc do Telefonu Zaufania Uzależnienia Behawioralne lub w poradni online na uzaleznieniabehawioralne.pl

DOSTĘP PREMIUM