,
Obserwuj
Polska

"Zadania domowe zawsze były i być powinny". Do czego doprowadzi pomysł Nowackiej?

Maciej Karcz
3 min. czytania
10.04.2024 12:44
Dzięki zapisom rozporządzenia Ministry Edukacji Narodowej dzieci z klas I-III nie będą otrzymywały prac domowych. A dla uczniów z klas IV-VIII będą one nieobowiązkowe. - Najmniejszy problem stał się jednym z wielu - tak decyzję Barbary Nowackiej skomentowała w TOK FM Jolanta Gajecka, dyrektorka krakowskiej podstawówki.
|
|
fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Rozporządzenie Ministerstwa Edukacji Narodowej, które zakazuje zadawania uczniom prac domowych, weszło w życie 1 kwietnia. - To rzeczywiście decyzja mało merytoryczna - przekazała Gajecka, dyrektorka szkoły podstawowej nr 2 im. św. Wojciecha w Krakowie.

Koniec z pracami domowymi. 'Decyzja polityczna'

Rozmówczyni Wojciecha Muzala podczas audycji 'Pierwszy Program' nie kryła, że nie jest zachwycona posunięciem Barbary Nowackiej. Decyzję ministerstwa nazwała polityczną. - To tak, jakbyśmy byli cały czas, bo politycy chyba to mają już we krwi, w trybie kampanii wyborczej - powiedziała Gajecka. Dodała, że 'zadania domowe zawsze były i być powinny'.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Jak przyznała, werdykt w MEN 'zapadł w zasadzie jednoosobowo'. Argumentowała, że projekt rozporządzenia nie różnił się od jego finalnej wersji, dlatego też 'najpewniej nie był konsultowany z ekspertami w dziedzinie edukacji'. - Apeluje do pani minister: mniej akcyjności, więcej namysłu, zanim wprowadzona będzie jakaś zmiana - powiedziała Gajecka.

Gościni 'Pierwszego Programu' powiedziała też, na czym jej zdaniem powinien opierać się proces reformowania szkolnictwa. - Przede wszystkim powołanie jak najszybciej zespołu ekspertów. Ale nie tych, którzy za pieniądze każdej ekipie są w stanie służyć, tylko ludzi z dołu, nauczycieli - stwierdziła dyrektorka. - Nie chlapać w mediach nie wiadomo czego i potem nie realizować tego bez namysłu. Zadania domowe to jest najmniejszy problem w tym momencie, a stał się jednym z wielu - dodała.

Katecheci piszą do Nowackiej. Sprzeciwiają się 'radykalnym zmianom' w lekcjach religii

Koniec prac domowych. 'Więcej czasu spędzają w mediach'

Zdaniem dyrektorki krakowskiej podstawówki odgórne wytyczne dotyczące prac domowych jest krzywdzące. Wyjaśniła, że może doprowadzić to do dyskryminacji zdolniejszych i bardziej pracowitych dzieci. - Jeżeli ktoś nie miał ochoty odrabiać zadań, to i tak ich nie odrabiał. Jeżeli ktoś nie miał ochoty się uczyć to, i tak się nie uczył - stwierdziła Gajecka.

W jej opinii uczniowie klas IV-VIII, którzy będą odrabiać dobrowolne prace domowe, będą poddani presji rówieśniczej. - Jeżeli dwoje dzieci czy pięcioro zgłosi się na lekcji, że oni zrobili zadanie dla chętnych, to zapewniam, że na następnych już się nie przyznają. - Powiedziała Gajecka. - Jest pewnego rodzaju moda na to, żeby równać do tych, którym się po prostu nie chce - dodała.

Gościni zwróciła również uwagę na to, że prace domowe pomagają zorganizować czas nauki dzieciom. - Dzieci potrzebują rutyny, potrzebują pilnowania, przewodnictwa - stwierdziła Gajecka. - Jeżeli tego nie ma, to po prostu nie interesują się tym, co się dzieje w szkole, czyli rzucają plecak w kąt - dodała.

Zdaniem dyrektorki brak obowiązku odrabiania prac domowych wcale nie sprawi, że dzieci będą poświęcać więcej czasu na swoje pasje i zainteresowania. - Trzeba wziąć pod uwagę, że to nie są lata 70. czy 80., w których ja chodziłam do szkoły i większość czasu spędzaliśmy przy trzepaku, na podwórku albo w młodzieżowym Domu Kultury - przyznała Gajecka.

Jak twierdzi, uczniowie szkół podstawowych będą stali przed pokusą, by w popołudnia wolne od obowiązków szkolnych jeszcze częściej przesiadywać przed szklanymi ekranami. - Przy tym zwiększonym wolnym czasie dzieci bardzo często sięgały po to, co no napawa nas bardzo dużym bólem, czyli po telefony komórkowe - dyrektorka przytaczała wyniki obserwacji środowiska nauczycielskiego. - Więcej czasu spędzały w mediach społecznościowych, czy grały po prostu w gry komputerowe - przyznała z żalem Gajecka.